Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rozrywka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rozrywka. Pokaż wszystkie posty
Moje TOP seriale/ Ania

Moje TOP seriale/ Ania

Hej ;]

W ramach chwilowego odpoczynku od kosmetycznych recenzji przygotowałam dziś dla Was zestawienie moich ulubionych seriali, które uważam za genialne. Nie są to typowo kobiece produkcje, ale nie należę do osób lubujących się w typowo babskich serialach. Takie tytuły jak "Plotkara", "Seks w wielkim mieście", "Gotowe na wszystko", "Pamiętniki Wampirów" itp. to absolutnie nie moje klimaty. Wszystkie seriale, które znalazły się na mojej liście są według mnie genialne, wciągające i bardzo żałuję, że 3 z nich już się skończyły. Każdy lubię za co innego, ale są one dla mnie tak uzależniające, że mogę oglądać sezon w 1 dzień. Jeśli szukacie czegoś, co warto oglądać i rozglądacie się za nowymi serialami to zapraszam niżej. 




Kindle Paperwhite II vs. tradycyjna książka- dlaczego warto mieć czytnik?

Kindle Paperwhite II vs. tradycyjna książka- dlaczego warto mieć czytnik?

Hej ;]

Od ponad pół roku jestem szczęśliwą posiadaczką czytnika Kindle Paperwhite II. Do stworzenia wpisu dotyczącego czytnika, a właściwie cech przemawiających na jego korzyść w stosunku do tradycyjnej książki, zainspirowała mnie wizyta w Empiku. Wstąpiłam tam w poszukiwaniu czegoś zupełnie innego, ale przypomniałam sobie jak przez lata uwielbiałam przeglądać i kupować książki, czego teraz przez posiadanie Kindle'a nie robię. Oczywiście nikt mi nie zabrania kupić tradycyjnej książki, ale uważam to za bezsensowne jeśli posiadam czytnik. Pomyślałam, że fajnie byłoby opowiedzieć Wam jakie są zalety tego urządzenia i dzisiejszym postem chcę Was przekonać do tego, że warto go mieć. Zapraszam :).


Kinowy hit- Wilk z Wall Street

Kinowy hit- Wilk z Wall Street

Witajcie ;)!

Bardzo lubię chodzić do kina.  Niestety nie wygrałam jeszcze w totka i muszę wybierać jaki film chcę obejrzeć na dużym ekranie. Chodzenie na większość filmów jest po pierwsze ogromnie czasochłonne, a po drugie kosztuje majątek. Głównym aspektem decyzyjnym na wyjście do kina jest dla mnie obsada. Myślę o głównych aktorach. Priorytet u mnie mają filmy z Tomem Hanskem czy Leonardem DiCaprio. To moi ulubieni aktorzy i widziałam prawie wszystkie produkcje w których grali.. Potrafią całkowicie wejść w graną przez siebie rolę, oddają się temu bez reszty. To widać w każdym ich filmie. Przejdźmy już do właściwego tematu. W czwartek miałam okazję obejrzeć najnowszy kinowy hit - "Wilk z Wall Street". Zapraszam do poznania mojej opinii o tym filmie.

http://www.filmweb.pl/film/Wilk+z+Wall+Street-2013-426597
Postaram się pisać bardzo ogólnie, aby nie psuć frajdy osobom, które nie miały jeszcze okazji zobaczyć tego filmu. 

Najnowszy film 71-letnego Martina Scorsese budzi wiele emocji. Jedni mówią, że film jest kiczowaty, tandetny, a inni tak jak ja, że jest fenomenalny. No to już wiecie, że film mi się podobał, teraz powiem Wam dlaczego. Przygotujcie się na trochę więcej słów niż jedno "fenomenalnie" ;). Wilk z Wall Street to film po części biograficzny, ponieważ opowiada historię życia, a właściwie karierę biznesową Jordana Belfort'a. Po obejrzeniu tej produkcji przychodzi mi na myśl jedno stwierdzenie, zwrot. Pojawia się zupełnie automatycznie " sex, drugs & rock'n'roll". Dlaczego? Ponieważ w filmie najczęściej pojawiają się sceny seksu otoczone białym proszkiem. Tu własnie padają najczęstsze słowa krytyki. Pisano, że film jest zbyt przekoloryzowany, że tych aspektów jest za dużo. Nawet pewna młoda kobieta siedząca przede mną w kinie podczas entej sceny seksu skomentowała, że już mógłby być koniec... Ja nawet nie odczułam, że spędziłam w kinie trzy godziny. Owszem film bardzo otwarcie i wielokrotnie ukazuje ten wątek, ale jest to całkowicie zrozumiałe w kontekście całego filmu. Wszechobecny pieniądz, co ja mówię, miliony są największym motywatorem takich działań. Tylko to ich nakręca i niestety do niczego dobrego nie prowadzi. Takie życie ciągnie na dno i jest to nieuniknione. Niesamowita gra aktorska DiCaprio powala na kolana. Przynajmniej mnie. Przekonuje mnie do siebie całkowicie. Uważam, że film jest rewelacyjny.  Nie powiem Wam już nic więcej poza tym, żebyście wybrali się na ten film.

P.S. Zdradzę Wam małą ciekawostkę ;). Kto nie chce, niech nie czyta. W ostatniej scenie osobą zapowiadającą filmowego Belforda jest sam, jedyny i prawdziwy Jordan Belford ;). To jedynie ukazuje, że ma do siebie dystans. Super! Sama dowiedziałam się o tym dopiero po jego obejrzeniu.

Kto z Was już widział ten film? Co o nim sądzicie? Podzielacie moją opinię?

"Diana" w kinach- czy warto obejrzeć?

"Diana" w kinach- czy warto obejrzeć?

Hej :)

Celem oderwania się od tematów kosmetycznych chciałabym podzielić się z Wami moimi wrażeniami odnośnie filmu, który 20.09 pojawił się na ekranach kin w Polsce. Film "Diana" wywołał u mnie sporo emocji podczas prawie dwugodzinnego seansu. Obiecuję nie odsłaniać zbyt wiele i być oszczędna w kwestii szczegółów tak, abyście mogli jedynie ocenić czy warto wydać pieniądze na bilet do kina :) Swoją drogą, dla mnie zawsze warto- niezależnie od filmu. Zapraszam dalej !

http://film.onet.pl/wiadomosci/diana-premiera-polskiego-plakatu/jsycn

Niezależnie od tego ile wiesz o Dianie, czy znasz jej historię i interesujesz się tym, czego dokonała za życia- wybierz się na film jeśli lubisz poruszające historie ludzkie i emocjonalne portrety postaci. Film "Diana" określiłabym właśnie mianem poruszającej historii kobiety, która jak każda łaknie miłości i troski. Akcja obejmuje ostatnie lata życia Diany, w okresie separacji i po rozwodzie z Karolem. Pominięte zostały właściwie całkowicie kwestie kontaktu i relacji z Pałacem oraz rodziną królewską, a główny wątek to związek księżnej z kardiochirurgiem Hasnatem Khanem. Pokazany jest wycinek działalności charytatywnej na rzecz ofiar min w Angoli i wizyty w szpitalu, ale 90% to zdecydowanie opowieść o romansie. Co ciekawe, doszukałam się w internecie informacji o tym, że sam kardiolog jest oburzony tym, co przedstawia film oparty wg niego na plotkach i domysłach. Nie ważne ile w tym prawdy, bo zawsze nakładam na siebie filtr oddzielający fikcję od realiów. Ważne, że to po prostu piękna historia i nawet jeśli w 80% wyssana z palca to warta poznania. Scenariusz filmu opiera się na książce o księżnej także możemy spodziewać się, że ukazane relacje między Dianą i Hasnatem to mieszanka pogłosek, plotek i wyobraźni scenarzysty. W prasie jest dość mocno krytykowany i nazywany nawet harlequinem...Właściwie to, czego dowiedziałam się o Dianie z ekranu było w kontraście z rzeczywistością nieco "ugładzone". Odebrałam ją jako kobietę bardzo samotną, potrzebującą miłości i opieki choć także odważną i empatyczną. Niewątpliwie ukazana jest jako osoba kochana przez miliardy ludzi, choć tak naprawdę samotna i odtrącana przez tych, których kocha. Nie można odmówić jej tego, że zrobiła dla ludzi wiele. Choć sama miała problemy(bulimia, depresja, samookaleczenia) to pomagała innym się z nimi borykać. Mimo problemów i separacji wciąż pełniła rolę księżnej. Jak się kończy historia na ekranie, pewnie każdy się domyśla. 

Wolałabym obejrzeć film w większym stopniu oparty na faktach z życia Lady Di i skoncentrowany na działalności charytatywnej, ale i tak uważam, że mimo sugerowanej "kiczowatości" warto go zobaczyć i mieć własną opinię.  Jest to historia miłości i obraz kobiety, więc polecam wybranie się do kina z przyjaciółką/koleżanką :) 

Jeśli już byliście w kinie- napiszcie co sądzicie o "Dianie" ;]




Nagrody od Original Source :)

Nagrody od Original Source :)

Hej :) 

Dziś o tym, co udało się zdobyć podczas pobytu w Świnoujściu, ale później także recenzja jednego z trzech lakierów, które dostawałam jako gratis do drinków z Malibu. 

Na początek gadżety Original Source. Żele pod prysznic, które widzicie to nagrody z dwóch różnych konkursów. Dwa z nich zdobyte dzięki zestrzeliwaniu tych właśnie butelek z żelem przy użyciu "pistoletu wodnego", którym była również butelka Original Source napełniona wodą. W konkursie wystarczyło skierować strumień wody pod ciśnieniem tak, aby butelki pełne żelu upadły :) Mój ukochany strącił wszystkie i takim oto sposobem mamy Original Source Watermint & Lemongrass. 



Druga butelka jak i pozostałe gadżety wygrane w innym konkursie, w którym zawodnicy stojąc przy wielkiej konstrukcji w kształcie koła mieli jak najszybciej wciskać zapalające się lampki. Zawodników było 8, a w finale naprzeciw siebie stanęło dwóch najlepszych, w tym mój Krzyś :) Nagrody właściwie każdy dostał identyczne, a wśród nich kolejny żel pod prysznic, kolorowy zakreślacz, składane okulary przeciwsłoneczne, płaszcz przeciwdeszczowy ukryty w plastikowej kulce, przeciwdeszczowe etui na siodełko rowerowe i kubeczek ze słomką :) 





Poza tym, że udało się wygrać kilka fajnych gadżetów, największą radość sprawiły wszystkim emocje towarzyszące dopingowaniu naszych najbliższych. Takie konkursy i zabawy organizowane przez różne firmy uprzyjemniają pobyt nad morzem. Na plaży był także TVN, który organizował wiele konkurencji, ale zdążyliśmy wziąć udział tylko w jednym, siłowym, w którym mojemu kochanemu udało się zająć 2 miejsce :) Wyjazd do Świnoujścia trwał tylko 3 dni, ale teraz intensywnie przyglądam się ofertom last minute.


A Wy macie już zaplanowane wakacje? Jakie kraje odwiedzacie w tym roku?




Now You See Me - Iluzja

Now You See Me - Iluzja

Jak wspominałam Wam wcześniej na fanpage'u w poniedziałek wybrałam się do kina. Skorzystałam z promocji coca - coli w Multikinie. Jeśli kupicie zestaw dla dwojga- jeden duży popcorn i dwie średnie cole dostaniecie bon na zakup biletu przy następnej wizycie za 10 zł. Co jest ważne musicie zachować paragon z dokonanych zakupów. Bon ten obowiązuje przez 30 dni od daty zakupu i co najważniejsze tylko w poniedziałki.

Wracając do właściwego tematu chciałabym gorąco polecić Wam "Iluzję"

http://www.filmweb.pl/film/Iluzja-2013-623761
Od początku byłam bardzo pozytywnie nastawiona do tego filmu. Dowiedziałam się o nim przypadkowo oglądając jego zwiastun i już wiedziałam, że muszę go zobaczyć. Postaram się delikatnie nakreślić tematykę filmu bez zdradzania szczegółów, ponieważ nie chcę abyście stracili przyjemność z oglądania tego filmu.

Film przedstawia nam grupę iluzjonistów. Trzech mężczyzn i kobietę. Poznajemy każdego z osobna, a następnie coś mocno ich połączy. Organizują masowe przedstawienia iluzjonistyczne podczas których w niezrozumiały dla wszystkich sposób napadają na banki. Zdobyte pieniądze przekazują zebranej widowni. W grę wciągnięta zostaje także szukająca na nich haków para z FBI.

Zwiastun, który obejrzałam dokonał pewnego porównania. Określili, że "Iluzja" jest połączeniem dwóch filmów - "Incepcji" oraz "Oceans 11,12,13". Nie mogli dokonać lepszego porównania. Oba filmy bardzo lubię, dlatego też "Iluzja" trafiła w moje gusta.

Oczywiście, zdaję sobie sprawę, że to tylko "magia", że to bajka, ale niesamowicie mnie wciągnęła, pochłonęła. Lubię filmy, które całkowicie mnie pochłaniają. Czułam się jak jedna z uczestniczek tego wielkiego show. W filmie zobaczymy Michael'a Caine'a, Morgan'a Freeman'a, Mark'a Ruffalo, Melanie Laurent. Czas minął mi stanowczo za szybko. Niewątpliwie do tego filmu jeszcze powrócę.

Musicie go zobaczyć!!:) 


 10/10




"Behind the candelabra"- historia homoseksualnego pianisty

"Behind the candelabra"- historia homoseksualnego pianisty

Wiem, że wczoraj pisałam o "Stażystach" i mam nadzieję, że nie zamęczę Was recenzjami filmów, ale musicie mi wybaczyć. Powód jest prosty. W wakacje mam więcej czasu na oglądanie, dlatego te filmy, które mnie zachwycą na pewno będę Wam polecać na blogu. Tak się składa, że w ciągu ostatnich 2 dni obejrzałam dwie świetne produkcje, stąd kolejny post na ten temat. Czekałam na "Behind the candelabra" od momentu gdy zobaczyłam jego trailer w internecie. Uwielbiam filmy, które opowiadają historię człowieka. Często wiele faktów jest zmienionych i podkoloryzowanych, ale dobrze jest spojrzeć na życie podziwianych przez nas osób okiem scenarzysty i reżysera. 



Z początku tytuł nie mówił mi wiele i podejrzewam, że wiele osób z pokolenia lat 90 może wcale nie znać legendarnej postaci, jaką był Liberace. Żył w latach 1919- 1987, dlatego jego twórczość, sława i barwne życie znane ówcześnie większości, było mi całkiem obce aż do wczoraj. Kim był Liberace? To wybitny pianista i showman pochodzenia polsko-włoskiego(stąd pełne imię i nazwisko Władziu Valentino Liberace), który słynął ze swoich kostiumów, biżuterii i oprawy scenicznej. Tytułowy kandelabr był jego znakiem rozpoznawczym i zawsze towarzyszył mu podczas występów. Ten człowiek całym sobą emanował przepychem i bogactwem, a biżuteria, którą na sobie nosił była pewnie cięższa niż on sam. Był naprawdę bardzo bogaty, czego wcale nie ukrywał. Istniało za to coś, co starał się ukryć za wszelką cenę i płacił bardzo wiele, aby ten fakt nie ujrzał światła dziennego. Liberace był homoseksualistą i robił wszystko żeby ludzie wierzyli w to, że wciąż nie trafił na właściwą kobietę. Film pokazuje jego miłość do sławy, pieniędzy, seksu i wszechobecnego przepychu i wygody.

"Behind the candelabra" w głównej mierze koncentruje się na zobrazowaniu fragmentu życia, w którym Liberace związał się ze znacznie młodszym od siebie Scottem Thorsonem. Postać tę zagrał genialnie Matt Damon, którego wielką fanką jestem od dawna, a w "Behind the candelabra" potwierdził swoją elastyczność i profesjonalizm. Nie przebił jednak Michael'a Douglas'a, który odtworzył postać Liberace w sposób niezwykły i niesamowicie wiarygodny. Po filmie przejrzałam na YT mnóstwo filmików z występami Liberace i powiem Wam, że to co zrobił Douglas jest niewyobrażalnie genialną robotą. Jego mimika i głos w tym filmie  pokazują warsztat i doświadczenie w zawodzie, a mój podziw jest podwójny ze względu na to, że rolę dostał krótko po wygraniu walki z nowotworem. Niektóre sceny ukazujące relacje męsko- męskie między Damonem a Douglasem bardzo mnie bawiły :) Być może osoby o innych niż ja poglądach, które nie akceptują i nie tolerują osób orientacji homoseksualnej odbiorą film w zupełnie inny sposób, ale moją uwagę bardziej przyciągnął życiorys Liberace niż fakt jego upodobań. Owszem, był gejem, ale był przede wszystkim niezwykle utalentowanym człowiekiem pragnącym sławy, podziwu i poklasku. To ekscentryk, który dla kolorowego i wygodnego życia porzucił muzykę poważną, aby grać muzykę rozrywkową i prowadzić własny show telewizyjny. Można tego człowieka oceniać, można potępiać lub podziwiać, ale na pewno jego postać nie będzie nikomu obojętna. Cieszę się, że nie było to klasyczne pokazanie w skrócie życia od narodzin aż do śmierci, a jedynie wybrany odcinek. Powiedziałabym nawet, że większy nacisk położono na samego Scotta i to on, jako osoba uwiedziona i zauroczona przez gwiazdora jest postacią pierwszoplanową. Role odegrane wybitnie, dlatego polecam film każdemu. Warto zaczerpnąć trochę historii i poznać postać tak popularną kiedyś, jak teraz ktoś pokroju Justina Biebera(może przesadzam). Po obejrzeniu filmu zachęcam do pogrzebania na YT i znalezienia występów Liberace, bo to naprawdę ciekawe doświadczenie. A to filmik z występem, który odwzorowany jest w jednej ze scen filmu.





Stażyści(The Intership)- czyli, film o Google

Stażyści(The Intership)- czyli, film o Google

Uwielbiam chodzić do kina . Na dobre filmy w szczególności. Nie istnieje dla mnie definicja "dobrego filmu" i nie mam ulubionego gatunku, na który uczęszczam do kina wyjątkowo często. Czy film był dobry czy też nie oceniam dopiero w momencie pojawienia się napisów końcowych, bo często akcja rozkręca się naprawdę długo. Na "The Intership" wybrałam się z dwóch powodów- uwielbiam Owena Wilsona i Vince'a Vaughn'a (podwójnie, gdy grają razem) oraz ciekawił mnie sposób przedstawienia od wewnątrz światowego giganta, jakim jest Google. Ponieważ Google współfinansowało i współpracowało przy kręceniu filmu, można było spodziewać się podkoloryzowanych faktów i wyidealizowanego obrazu funkcjonowania firmy. Jaki mógł być przecież cel Google'a jeśli nie pokazanie, że praca/staż w ich firmie jest kolorową bajką w otoczeniu kreatywnych i inteligentnych ludzi, wygodnych leżanek, boisk, rowerów, zjeżdżalni i darmowego jedzenia w bufecie. Mimo to bardzo chciałam zobaczyć w jaki sposób zostanie to przedstawione i ile będzie w tym prawdy, a ile fantazji scenarzystów. 

Komedia opowiada o dwóch dojrzałych mężczyznach, którzy niespodziewanie stracili dotychczasową pracę. Od lat zajmowali się sprzedażą i w zawodzie handlowca są biegli i doświadczeni. Zamknięcie ich firmy i znalezienie się w trudnej sytuacji skłoniło jednego z bohaterów do zapisania się na staż w Google pomimo tego, że o komputerach, smartfonach, internecie i programowaniu nie wiedzą praktycznie nic. Po dosyć nietypowej rozmowie rekrutacyjnej prowadzonej przez internet, dzięki odrobinie szczęścia i przypadku zostają przyjęci na staż i tak zaczyna się ich walka o etat. W Google znajdują się wśród setek młodych, inteligentnych i wykształconych ludzi, choć sami w dziedzinie komputerów i nowoczesnych technologii są typowymi dinozaurami. W rywalizacji o staż polegającej na międzygrupowej walce na punkty z początku przegrywają, ale z biegiem czasu, co oczywiste, zaczynają wysuwać się na prowadzenie. Pomimo tego, że nie mogą pomóc drużynie od strony merytorycznej, uczą młodszych kolegów zgrania, współpracy i motywują ich do walki. Bardzo ciekawe były zadania, które wykonywali stażyści, a były to m.in stworzenie własnej aplikacji, obsługa infolinii i sprzedaż produktów. Oczywiście drużyna Lyle'a finalnie wygrywa walkę o etat dzięki swojej "guglowatości" i entuzjastycznemu nastawieniu. 

Pomijając tę całą historię z happy endem, która pokazuje, że jeśli wierzy się w marzenia to można osiągać wszystko i realizować swoje marzenia bez względu na wiek, film jest naprawdę genialny. Widać oczywiście podkoloryzowane szczegóły i próbę kreowania obrazu przyjaznej firmy, która stawia na różnorodność i postępowość, ale na to spojrzałabym z przymrużeniem oka. Stażyści to film przezabawny, pełen wywołujących salwy śmiechu scen oraz zawierający dużo ciekawostek i smaczków dla osób zainteresowanych działaniem Google. Poleciłabym go osobom, które interesuje to jak wygląda Google od wewnątrz, ale też tym, którzy mają ochotę na relaks przy genialnej komedii. Osobiście jestem wielką fanką jednej postaci i jest nią Yo-Yo Santos. Gość jest po prostu niesamowity i większość scen, która mnie bawiła była głównie z jego udziałem. Musicie zobaczyć żeby zrozumieć, ale jego wyrywanie sobie brwi i scena, w której wykrzykuje "Moja matka bije mocniej" powaliła mnie na łopatki. 

Podsumowując, film jest świetny dla dosłownie KAŻDEGO, bo to po prostu dobra komedia osadzona w obecnych czasach i rzeczywistości, która nas otacza. Trochę fantazji i podkręcania faktów jeśli chodzi o sam staż i jego przebieg, ale film musi być przystępny i przyjemny w odbiorze, więc możemy to zrozumieć.

Pójście na "Stażystów" to pieniądze dobrze wydane i teraz mogę wam to powiedzieć bez wahania. Obejrzyjcie i oceńcie sami :)




The Great Gatsby

The Great Gatsby

W czwartkowy wieczór wybrałam się do kina. Mimo, że nie widziałam zwiastuna tego filmu bardzo chciałam go zobaczyć. Ostatnio wszystkie filmy z DiCaprio pozytywnie mnie zaskakiwały. Byłam bardzo ciekawa jak będzie tym razem. Nie rozczarowałam się ani trochę ;). Jestem zachwycona tym filmem!! Mój mężczyzna trochę mniej, ale dzielnie wytrwał;).


Gatsby jest milionerem wywodzącym się z niższych sfer. Po 5 latach spotyka się ze swoją wielką miłością - Daisy. Wcześniej rozdzieliły ich różnice społeczne.


W tym filmie widzę siebie. Ja również jak główny bohater- Gatsby jestem marzycielką i gorąco wierzę w spełnienie wszystkich swoich marzeń. Nie będę opowiadała Wam szczegółów, bo nie wiem czy miałyście już okazję obejrzeć ten film. Jeśli nie, to gorąco Wam go polecam. Będziecie zachwycone;)


Pomimo dość mocnej krytyki "Wielkiego Gatsby" ja jestem zadowolona. Podobał mi się sposób prezentacji całej historii milionera. Krytycy bardzo negują grę aktorską bohaterów, ja natomiast nie zgadzam się z tym, uważam, że każde z nich bardzo dobrze oddało swoją osobę.


 

Jestem przekonana, że obejrzę ten film jeszcze przynajmniej raz. Lubię powracać do dobrych filmów, a ten dla mnie taki właśnie jest. 

Moja ocena: 10/10 ;)

Widziałyście już ten film? 
Podobał Wam się? Czekam na Wasze opinie:)
 

Piątkowy wieczór w teatrze

Piątkowy wieczór w teatrze

Ostatni piątkowy wieczór miałam okazję spędzić w teatrze. Wybrałam się na program o intrygującej nazwie "Pornograf" składający się z piosenek francuskiego artysty Georga Brassensa. Wystawia go szczeciński kabaret "Czarny Kot Rudy" działający przy Teatrze Polskim od 16 lat. 


Teksty pisane przez Brassensa dotykały różnej tematyki. Znajdziemy wśród nich nostalgiczne, z nutką zadumy oraz soczyste często z frywolnym językiem opisy spraw życia codziennego. Co charakterystyczne dla tych piosenek to nazywanie rzeczy po imieniu, odwaga oraz prowokowanie. 

Początkowo nie byłam jakoś szczególnie zachwycona takim doborem repertuaru przez mojego partnera. Wszystko zmieniło się już przy pierwszej piosence. Płakałam ze śmiechu przez całe półtorej godziny! Uśmiech nie schodził mi z ust ;). Coś wspaniałego! Same słowa piosenek były przezabawne, a dopełnienie ich przez cudowną grę aktorską występujących powodowały mieszankę wybuchową!  Półtorej godziny minęły jak piętnaście minut i byłam zawiedziona, że to już koniec. 

Teksty piosenek zawierają w sobie liczne przekleństwa, co może niektórym wydawać się gorszące.
Sama początkowo miałam problem w akceptacji tych piosenek gdy mój partner na okrągło ich słuchał, jednak sposób w jaki były wypowiadane przez aktorów na występie powala z nóg i zupełnie nie odczuwa się pejoratywnego nacechowania słów. 

Jestem pod ogromnym wrażeniem dystansu do samych siebie jaki mają aktorzy. W programie występują sami mężczyźni, co absolutnie nie przeszkadza im by odgrywać role kobiet w sposób perfekcyjny. 

Jeśli tylko będę miała okazję, na pewno zdecyduje się by pójść na "Pornograf" raz jeszcze. Was też gorąco do tego zachęcam.

Na koniec przykładowe piosenki z repertuaru Brassensa w wykonaniu Zespołu Reprezentacyjnego.

Dzielna Margot
"W naszej wsi bezbronnego kotka znalazła w trawie raz Margot
A że sama była sierotką, wzięła go
Był malutki jeszcze, więc chciała jakąś poduszkę zdobyć mu
A jedyną, jaką znalazła, był jej biust
Kotek wziął ją za swoją mamę i ssać zaczął dzielną Margot
Ona zaś ze wzruszenia nagle straciła głos
Syn sołtysa właśnie przechodził, ujrzał rzadki obrazek ten
I poleciał z nowiną do wsi... A na drugi dzień

Gdy Margot stanik swój rozpinała
By miał kotek, biedactwo, co ssać
Biegła nas, biegła nas cała zgraja
By popa-pa-pa-pa-pa-patrzeć
By popa-pa-pa-pa-pa-pa
A niewinna Margot przypuszczała
Że do kotka, co z jej piesi ssał
Biegła nas, biegła nas cała zgraja
By popa-pa-pa-pa-pa-patrzeć
By popa-pa-pa-pa-pa-pa"

Rogacz
" Nie w guście żony mej czas spędzać w samotności
Gdy ja się uszlachetniam wpatrzony w wędki nić
Wierna naturze swej przyjmuje wszystkich gości
Honory domu im oddając w łóżku mym
Honory domu nam oddając w łóżku swym

Tak, rogacz ze mnie jest, hoduję piękne rogi
Miodowy miesiąc mój niejeden trafił szlag
Nie są już świętem mym zabawy mojej żony
Bo towarzystwo innych w siódmym niebie ma
Bo towarzystwo nasze w siódmym niebie ma"



Miłego słuchania!;)

Copyright © 2016 Good to try! , Blogger