Pokazywanie postów oznaczonych etykietą The Body Shop. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą The Body Shop. Pokaż wszystkie posty
The Body Shop- cudowny scrub co ciała shea

The Body Shop- cudowny scrub co ciała shea

Hej ;]

Pora trochę się wygładzić! Z pomocą pozbycia się martwych komórek naskórka przyjdzie peeling do ciała od The Body Shop. Na blogu zamieszczałam już recenzje żelu do kąpieli oraz masła z tej samej serii shea, więc również zachęcam do zajrzenia. A jak współpracowało mi się ze scrubem? 

The Body Shop- kremowy żel pod prysznic shea

The Body Shop- kremowy żel pod prysznic shea

Hej ;]

Dość dawno nie mówiłam o produkcie do kąpieli, więc dzisiejszym krótkim postem nadrabiam. Mam Wam do pokazania żel mojej ulubionej marki jeśli chodzi właśnie o kosmetyki do mycia. Pachnący masłem shea The Body Shop- czy warto go mieć?

The Body Shop Shea Butter- ultranawilżenie dla suchej skóry

The Body Shop Shea Butter- ultranawilżenie dla suchej skóry

Hej :]

The Body Shop. Jakie jest Wasze pierwsze skojarzenie kiedy słyszycie nazwę tej marki? U mnie pojawiają się w głowie: piękny zapach, wysokie ceny i produkty pielęgnacyjne. Właśnie z tym kojarzy mi się głównie TBS. Do tej pory pojawiły się u nas recenzje maseł w wersji Wild Argan OilTruskawka oraz Dzika Wiśnia. Od zawsze mam ochotę na cały zestaw pielęgnacyjny o zapachu czekolady oraz kokosa. Ostatnio również pokochałam zapach orzecha brazylijskiego od TBS. Taki zestaw, swoją drogą, jest świetnym pomysłem na prezent dla każdej kobiety. Dzisiaj bohaterem jest masło shea i zobaczcie jak to masełko spisało się w praktyce.


Kosmetyczne hity 2014- pielęgnacja/Ania

Kosmetyczne hity 2014- pielęgnacja/Ania

Hej :]

Pod koniec roku często dokonujemy podsumowań i różnych zestawień. Dla Was, ale też dla samej siebie postanowiłam przejrzeć wszystkie posty, które napisałam w 2014 roku i spośród nich wybrać kosmetyczne hity. Produkty znajdujące się w tym zestawieniu to absolutne skarby w swojej kategorii i bez wahania mogę Wam polecić ich wypróbowanie. Tym razem ograniczam się do pielęgnacji ciałam twarzy i włosów, natomiast niebawem opublikuję również hity wśród produktów kolorowych. Zapraszam :)


Znów duuuże denko- październik/Ania

Znów duuuże denko- październik/Ania

Hej ;]

W zeszłym miesiącu denko było trochę mniejsze (18 produktów), a tym razem znowu liczba sięgnęła ponad 20. Tak się złożyło, że wiele produktów pokończyło się właśnie teraz. Cieszy mnie to, bo mogę wyrzucić wiele butelek i w łazience zrobiło się trochę luźniej. Mimo to wciąż borykam się z nadmiarem kosmetyków, choć dzielę się z Wami i bliskimi ile mogę. Jest coraz lepiej i za 2 miesiące powinnam dojść do rozsądnej normy. Zapraszam na zużycia października.

Jak w miesiąc przybyło mi prawie 40 kosmetyków, czyli nowości lipcowe.

Jak w miesiąc przybyło mi prawie 40 kosmetyków, czyli nowości lipcowe.

Hej ;]

Już druga połowa sierpnia i dopiero zebrałam się żeby stworzyć post o lipcowych nowościach :). Nie wiem czy miałam w życiu miesiąc tak obfity w wizyty kurierów i listonosza jak lipiec. Kosmetyków przybyło mi mnóstwo, a pierwsze zdjęcie nie zawiera wszystkich, bo się nie zmieściły :) Łącznie naliczyłam 37 nowości od początku do końca lipca. Masakra! Nie wynika to oczywiście z żadnego nałogu kupowania- po prostu nałożyły się na siebie wysyłki w ramach współpracy, spotkanie blogerek, zakupy, wygrane i prezenty. Skład lipcowych nowości dokładnie rozpiszę dla Was poniżej, więc zapraszam. 

The Body Shop Wild Argan Oil Body Butter- prawdziwe MASŁO do ciała

The Body Shop Wild Argan Oil Body Butter- prawdziwe MASŁO do ciała

Hej! ;]

Uwielbiam kosmetyki marki The Body Shop, dlatego ucieszyłam się z możliwości wypróbowania nowości, szczególnie jeśli jest nią masło. Zapachy to główna zaleta TBS, o czym przekonałam się chociażby przy żelu pod prysznic Orzech Brazylijski. Przyszła pora na recenzję masła, które dostałam w ramach akcji The Body Shop "Testerki Wild Argan Oil". Poza mną otrzymało je także mnóstwo innych testerek, więc konkurencja jest duża. Drugim etapem konkursu jest recenzja oraz zebranie głosów w aplikacji na Facebooku. Testerki walczą o nagrodę, jaką jest weekend w Siedlisku Morena na Mazurach. Mam nadzieję, że jeśli moja recenzja się Wam spodoba, wesprzecie mnie swoim głosem. Link do oddawania głosów podam pod koniec postu.


The Body Shop masło do ciała dzika wiśnia

The Body Shop masło do ciała dzika wiśnia

Witajcie ;)!

Bez przydługich wstępów zapraszam Was na recenzję masła do ciała o zapachu dzikiej wiśni od The Body Shop. Jakiś czas temu pojawiła się recenzja jego truskawkowej wersji do której zapoznania również Was zapraszam tutaj. Zapraszam do lektury ;). 

The Body Shop bananowy szampon do włosów

The Body Shop bananowy szampon do włosów

Hej ;]

Bananowy szampon. Czy to nie brzmi jak marzenie? Kocham ten zapach i w swoich zbiorach posiadam nie tylko szampon pachnący bananami. Za nieco ponad tydzień opowiem Wam o bananowym kremie do ciała, ale dziś to włosy grają główną rolę. Zafundujmy im bananową kąpiel z The Body Shop ;].


Lutowe denko gigant  / Nat

Lutowe denko gigant / Nat

Witajcie ;)!

Wreszcie udało mi się uzbierać pokaźną ilość produktów do denka. Jednak, muszę być szczera i przyznać, że dołączyłam tu kilka produktów zużytych w styczniu. Skumulowałam dwa miesiące ze względu na mój wyjazd. Starałam się przed nim wykończyć napoczęte wcześniej produkty. W dużej części mi się to udało, a Wy dziś możecie oglądać tego efekty. 


Marakuja na ustach od The Body Shop

Marakuja na ustach od The Body Shop

Witajcie ;)!

Produkty TBS poznałam już dawno temu. Pierwsze z nich przywoziłam z Anglii na prezenty dla najbliższych. Wtedy nikt nie słyszał jeszcze o tej firmie. Pierwszym polubionym przeze mnie zapachem była papaja. Choć wypróbowałam wiele wersji zapachowych ona wciąż odpowiada mi najbardziej. Kiedy TBS wszedł na polski rynek nie miałam dostępu do sklepu stacjonarnego. Teraz całe szczęście się to zmieniło. Podczas entych zakupów w tym sklepie skusiłam się na balsam do ust. Niestety nie było mojej ulubionej papai więc skusiłam się na równie apetyczną marakuję. Zobaczcie sami co o niej myślę. 


Ulubieńcy grudnia/ Nat

Ulubieńcy grudnia/ Nat

Witajcie ;)!

Koniec grudnia coraz bliżej, jejku jak ten czas szybko leci, więc obowiązkowo przychodzę do Was z moimi ulubieńcami tego zimowego miesiąca. Już niedługo pokażę Wam duże podsumowanie całego roku, mam nadzieję, że przypadnie Wam do gustu, a tymczasem przejdźmy do grudniowych typów. 


Na pierwszy ogień idzie bajecznie pachnące masełko do ciała The Body Shop, którego recenzję już Wam przedstawiłam. Jeśli jeszcze nie mieliście okazji przeczytać o nim tych kilku słów, to zapraszam do tego postu. Powala zapachem, jak zresztą większość produktów tej firmy. W mojej kosmetycznej szufladzie czeka jeszcze jedno masełko, ale wiem, że na tych dwóch się nie skończy.


Color Tatoo od Manhattanu to kremowy cień, który utrzymuje się na powiece przez bardzo długi czas. Dodatkowo przypadł mi do gustu ten kolor - szary, matowy. Długo zastanawiałam się czy się na niego zdecydować i nie żałuję decyzji o zakupie. Nie wiem czy skuszę się na inne odcienie, ale wiem, że ten zostanie ze mną na długi czas.


Jeszcze nie tak dawno temu uważałam, że nie ma sensu nadawać intensywniejszy kolor brwiom. Dziwiłam się, że wiele kobiet nie wyobraża sobie makijażu bez cienia, kredki czy pisaka do brwi. Spróbowałam raz ze zwykłym cieniem i wiedziałam, że przepadłam i ja. Od razu kupiłam zachwalaną przez wszystkich paletkę do brwi od Catrice. Używam jej codziennie, a zużycie jest niewielkie i daje świetny efekt.


Podkład Loreal True Match znam od dawna. Wróciłam do niego po pierwsze dzięki promocji -40% w Rossmannie oraz dlatego, że skończył się mój podkład z Revlonu. Polecam go wszystkim, ponieważ jest niezawodny i na prawdę dobry. Według mnie jest lepszy niż słynny Revlonowy Colorstay.

Zdecydowanie jestem Essie maniaczką. Moja kolekcja tych lakierów ciągle się powiększa. Kolory są coraz piękniejsze, a trwałość niezmiennie dobra. Kolor Neo Whismical podbił moje serce i cały grudzień królował na paznokciach. Jest ciężki do określenia. Połączenie różu i fioletu. Jest po prostu boski ;). 


Niezmiennie kolorem podstawowym na paznokciach stóp jest Watermelon. Kolor niezawodny i pasujący absolutnie do wszystkiego. Kiedy nie wiem na jaki kolor się zdecydować to ostatecznie stawiam na właśnie ten. Malinowo - czerwony kolor to mój absolutny faworyt i po niego najchętniej sięgam, no oczywiście jak tylko przejdzie mi faza na powyższy neo whismical ;). 


W tym miesiącu zdecydowanie przeważa kolorówka. Znacie te produkty? Co w grudniu trafiło do Waszych ulubieńców?

The Body Shop truskawkowe masło do ciała czyli pachnieć jak soczysta truskawka ;)

The Body Shop truskawkowe masło do ciała czyli pachnieć jak soczysta truskawka ;)

Witajcie ;)!

Chciałabym pozostać przy przyjemnych, letnich zapachach, które od wczoraj otoczyły nasz blog. Brakuje mi słońca i ciepła. Szarość za oknami jest dołująca. Choć ma kilka plusów to wolałabym, aby powróciło do nas lato. Udało mi się jednak znaleźć produkt, który umila mi te brzydką pogodę. Zobaczcie sami jak dobrze sobie z tym radzi ;).


Od producenta:
Truskawkowe masło do ciała przeznaczone jest do skóry normalnej - intensywnie nawilża i zabezpiecza skórę przed wysuszaniem. Zawiera zmiękczające i wygładzające masło kakaowe i masło shea oraz wosk pszczeli. 

Przeznaczenie: 
Dla cery normalnej.

Skład:
Aqua (Water) (Solvent/Diluent), Butyrospermum parkii (Shea Butter) (Emollient), Cyclomethicone (Emollient), Glycerin (Humectant), Theobroma cacao (Cocoa Butter) (Emollient), Glyceryl Stearate (Emulsifier), PEG-100 Stearate (Surfactant), Cetearyl Alcohol (Emulsifier), Lanolin Alcohol (Stabiliser/Emollient), Phenoxyethanol (Preservative), Parfum (Fragrance), Methylparaben (Preservative), Fragaria ananassa (Natural Additive), Propylparaben (Preservative), Xanthan Gum (Viscosity Modifier), Tocopherol (Antioxidant), Benzyl Alcohol (Preservative), Disodium EDTA (Chelating Agent), Fragaria chiloensis (Strawberry Seed Oil) (Natural Additive), Limonene (Fragrance Ingredient), Sodium Hydroxide (pH Adjuster), Cinnamal (Fragrance Ingredient), Rosmarinus officinalis (Natural Additive), Linalool (Fragrance Ingredient), Citral (Fragrance Ingredient), Caramel (Colour), CI 14700 (Colour). 



Sposób użycia:
Nanieść na skórę i wmasować. Pozostawić do wchłonięcia. 

Opakowanie:
Masełko zamknięte jest w 200 ml pudełku zakręcanym na dużą nakrętkę. Jest to bardzo wygodne opakowanie, ponieważ produkt nie wyślizguje nam się z rąk podczas aplikowania na skórę. Bardzo lubię balsamy, masła w takich opakowaniach, gdyż mogę całkowicie zużyć produkt, bez zabawy w rozcinanie opakowań. Na wieczku analogicznie do zapachu narysowany jest dany owoc lub też inny produkt np. czekolada. 


Zapach:
Niekwestionowany plus tego produktu to zdecydowanie zapach. Jest on przyjemny w odbiorze. Słodki, intensywny, ale nie mdlący. Pachnie jak świeże, soczyste truskawki. Dość długo się utrzymuje, co jest dodatkowym atutem. Po nałożeniu na ciało mam ochotę się gryźć ;). 

Kolor i konsystencja:
Biało różowa masa idealnie komponuje się z zapachem truskawki. Masło jest gęste, mocno zbite ze sobą. Już niewielka ilość wystarczy, aby nasze ciało zostało odpowiednio nawilżone i pięknie pachniało. Przyjemnie się je rozsmarowuje. Dość szybko się wchłania pozostawiając lekko tłustą powłokę na ciele. Dlatego też nadaje się głównie do wieczornego użytkowania. 


Wydajność:
Masło jest wydajne. Jedno opakowanie wystarcza na około 4 miesiące codziennego użytkowania.

Dostępność: sklepy stacjonarne The Body Shop
Cena: około 50 zł, jeśli jesteście zdecydowane na zakup masła do ciała TBS radzę zaczekać na promocję   2-gie opakowanie za 50% ;)

Moja opinia:
Produkt ten dostałam w spadku od kuzynki, której bardzo dziękuję ;). Niesamowicie przypadł mi do gustu właśnie przez uroczy zapach. Producent informuje nas, że masło przeznaczone jest do skóry normalnej. Ja pokusiłabym się o stwierdzenie, że dla suchej również będzie idealny, ponieważ bardzo dobrze nawilża. Myślę, że powoduje to ta lekko tłusta powłoka, którą po sobie pozostawia. Stosuję ten balsam wieczorami przed pójściem spać, a rano na skórze nie ma śladu po tej powłoce, jest nawilżona i pięknie pachnie ;). Poranki z truskawkowym zapachem dookoła są niezmiernie przyjemne, szczególnie w te ciemne i ponure dni. Na plus jest także jego wydajność oraz wygodne opakowanie. Uważam jednak, że wydawanie około 50 zł na masło do ciała to dość dużo. Mam na oku dwa zapachy z tej serii. Zaczekam na jakąś promocję i wtedy się na nie skuszę ;). 


Plusy:
+ piękny, słodki zapach
+ przyjemna, gęsta konsystencja
+ wygodne opakowanie
+ duża wydajność

Minusy:
- pozostawia lekko tłustą powłokę
- wysoka cena

Moja ocena:


Może Wy możecie mi polecić najlepszy dla Was zapach masła do ciała TBS? 
Dajcie znać w komentarzach ;)

Moje największe denko- październik/Ania

Moje największe denko- październik/Ania

Hej :)

Tym razem wykończyłam więcej produktów niż w ostatnich miesiącach, z czego bardzo się cieszę, ponieważ mogłam otworzyć wiele nowych :) Staram się teraz otwierać po jednym produkcie danej kategorii, a nie jak dotychczas- używać 4 płynów do kąpieli czy balsamów. Moje denko październikowe to aż 19 produktów. Widziałam dużo wyższe wyniki u Was, ale jak na mnie to bardzo dużo. Dotychczas mój rekord to 9 :D 


Pielęgnacja twarzy

1. Garnier Czysta Skóra- żel peelingująco- rewitalizujący przeciw niedoskonałościom

Produkt przeciętny, największą zaletą jest owocowy zapach. Dobrze oczyszcza, zostawia uczucie świeżości i wygładza. Nie zauważyłam poprawy stanu skóry i działania przeciw niedoskonałościom. Jakiś czas po jego użyciu przetłuszczała mi się skóra twarzy. Z tego powodu odpada.

Czy kupię ponownie?: nie
Recenzja: brak

2. Bourjois- płyn micelarny 

To bardzo dobry płyn micelarny. Jest dużo lepszy niż uwielbiany przez większość płyn z Biedronki, bo zmywa lepiej i nie piecze. Mam wrażliwe oczy, ale ten micel sprawdza się doskonale. Makijaż zmywa dobrze, choć z wodoodpornym tuszem nieco słabiej. Jeśli nie używacie produktów wodoodpornych, a zależy Wam na niedrogim produkcie do wrażliwych oczu to będzie bardzo dobry. Kosztuje 13 zł i jest dostępny w Rossmannie. 

Czy kupię ponownie?: tak
Recenzja: brak


Produkty do kąpieli

3. Les Cosmetiques Design Paris- miodowy żel do kąpieli

Ogólne wrażenie po zużyciu tego żelu jest pozytywne, ale ma on swoje wady, o których możecie poczytać w pełnej recenzji. Jest on tak tani, że można wybaczyć mu ten skład. Kosztuje niecałe 5 zł.

Czy kupię ponownie?: tak
Recenzja: tutaj

4. The Body Shop- borówkowy żel pod prysznic

Od zapachów TBS jestem uzależniona. Uwielbiam każdy, jaki wyprodukowali. Wersja borówkowa jest obłędna i cudowna, a udało mi się ją kupić za 12.50 zł. Każdy kto używał żelu TBS wie o czym mówię. Poza zapachem, dobrze oczyszcza, nie wysusza i nawet długo się utrzymuje. Nie lubię w nim otwarcia- zatrzask jest koszmarny. 

Czy kupię ponownie?: tak
Recenzja: brak

5. Nuxe- kremowy żel pod prysznic bez mydła

Jest całkiem dobry. Oczyszcza, pachnie świetnie i ma genialną konsystencję. Po więcej odsyłam Was do recenzji. 200 ml można dostać już za 13 zł, ale cena średnia to ponad 20 zł. 

Czy kupię ponownie?: nie
Recenzja: tutaj


Produkty antycellulitowe

6. Eveline Cosmetics- serum antycellulitowe

W tym przypadku mam mieszane uczucia i nie byłam zadowolona z tego serum. Irytował mnie zapach, lepkość jaką po sobie zostawiał i oczywiście to, że nie spełniał swojej funkcji. Otrzymałam go do testów od Maliny, ale sama bym więcej nie kupiła.

Czy kupię ponownie?: nie
Recenzja: tutaj

7. Marion- koncentrat antycellulitowy chłodzący

Koncentrat znajdował się w plastikowych ampułkach, których w opakowaniu było 5. Był to mój pierwszy produkt firmy Marion i znalazłam go w sierpniowym ShinyBox. Jego działanie jest zerowe, przynajmniej po zużyciu jednego opakowania. W ampułkach znajduje się za dużo koncentratu, więc reszta idzie do wyrzucenia, a sam produkt jedynie wygładza i chłodzi. Jest rzadki i ciężko się go nakłada, ciężko go nie rozlać.

Czy kupię ponownie?: nie
Recenzja: brak



Pielęgnacja włosów

8. Phenome Rebalance - szampon przywracający równowagę skóry głowy

Ten szampon miał dla mnie tylko jedną, małą wadę- zapach miętowej gumy. Poza tym ma same zalety, bo dobrze oczyszcza, ma naturalny skład, jest wydajny i ma piękne opakowanie. Cena jest wysoka, ale adekwatna do jakości produktu i jego składu. Za 200 ml zapłacimy 75 zł, a za 50 ml 25 zł.

Czy kupię ponownie?: nie- ze względu na zapach
Recenzja: tutaj

9. Phenome Volumizing- szampon na objętość

Nie chcę zdradzać zbyt wiele, bo jego recenzję dopiero zamieszczę, ale jest bardzo dobry i warty uwagi. 

Czy kupię ponownie?: tak
Recenzja: wkrótce


10. Cece Care- szampon chroniący kolor do włosów farbowanych

Dostałam go w prezencie razem z odżywką. To był pierwszy produkt tej firmy i nie był zły, ale też mnie nie zachwycił i miłości z tego nie będzie. To szampon o niezwykle rzadkiej, lejącej konsystencji i niezbyt przyjemnie pachnący. Skład też nie jest fajny, zawiera silikony. Włosy są po nim ok, ale nie jest to produkt, do którego wrócę.

Czy kupię ponownie?: nie
Recenzja: brak

11. Timotei with Jericho Rose- szampon do włosów brązowych

Bardzo lubię wszystkie szampony Timotei ze względu na zapach, opakowanie i działanie. Są niedrogie i ciekawe, choć jak wiadomo skład jest taki sobie, bo nie jest to produkt naturalny.

Czy kupię ponownie?: tak
Recenzja: tutaj

12. Alterra- szampon do włosów matowych i zniszczonych

Polubiłam Alterrę za skład i ładny zapach. Bardzo denerwuje mnie jednak gęsta, kluchowata konsystencja, która powoduje,  że często szampon zeskakuje mi w dłoni i ląduje w wannie. Mimo braku SLS dobrze się pieni i rozprowadza jeśli zrobimy to umiejętnie. Generalnie jestem na tak.

Czy kupię ponownie?: tak
Recenzja: brak


Pielęgnacja ciała

13. Alva- krem do rąk

Krem wygrałam w konkursie Poluj na kosmetyki organizowanym przez ShinyBox. W ogóle mi nie przypasował choć jest to produkt naturalny, o doskonałym składzie. Nie odpowiadał mi jego duszący zapach. Nie wiem czy to wina nagietka, rumianku czy czegoś innego, ale był nie do zniesienia. Działanie super, bo dłonie były miękkie i elastyczne, ale mimo to oddałam go partnerowi. 

Czy kupię ponownie?: nie
Recenzja: brak

14. Scottish Fine Soaps Au Lait- mleko do ciała

Uwielbiam, uwielbiam, uwielbiam. To mój ulubieniec jeśli chodzi o zapach, konsystencję i nawilżenie. To najlepszy produkt z wrześniowego ShinyBox. Skóra jest po nim cudowna, a zapach przepiękny.

Czy kupię ponownie?: tak
Recenzja: tutaj

15. Farmona Sweet Secret- masło do ciała, ciemna czekolada i orzech pistacji

Masło o idealnym zapachu dla mojego nosa. Kocham zapachy czekoladowe, kokosowe, malinowe, bananowe, jagodowe oraz ich mixy. Ten czekoladowo-pistacjowy cud to mój ulubieniec. Jest to masło, ale ma taką konsystencję musową i jest naprawdę świetne. Kosztuje około 13-15 zł, ale każdemu polecam i na pewno kiedyś po zużyciu wszystkic nagród kupię inne zapachy, z których słynie ta seria. Szarlotka, migdały i trufle, kokos-banan czy inne... aż chce się jeść. Kocham Farmonę ! Jeśli chodzi o czekoladę z pistacją to miałam też mleko do kąpieli oraz peeling cukrowy i wszystko polecam !

Czy kupię ponownie?: wiele razy
Recenzja: brak

16. Green Pharmacy- peeling cukrowo- solny, masło shea i zielona kawa

O tym peelingu wypowiem się szczegółowo w recenzji, która pojawi się wkrótce. Będzie to jednak recenzja innego zapachu, ponieważ z tym poniżej nie chcę mieć do czynienia. Zapach był okropny i zraził mnie do tego produktu. Sądziłam, że nigdy go nie kupię, ale teraz nie jestem pewna. A dlaczego? Wersja masło shea i kawa to produkt z kupionego przeze mnie ShinyBoxa, ale niedawno napoczęłam wygrany w konkursie peeling o zapachu Figi i oleju arganowego. No i całkiem zmieniłam zdanie, choć do konsystencji nadal nie jestem przekonana. To dobry ścierak. 

Czy kupię ponownie?: wciąż się waham
Recenzja: wkrótce



17. Capivit Sun System- kapsułki

To nie kosmetyk, ale wiąże się z dbaniem o skórę, więc dorzuciłam je do reszty. Brałam przez całe wakacje, ale moja skóra i tak prawie się nie opala, więc nic nie wskórały. 

18. Rimmel Stay Matte- puder prasowany nr 005 Silky Beige

Po raz pierwszy puder w moim denkowym poście. Na lato miałam odcień ciemniejszy, a teraz używam 003 peach glow, bo jestem już biała jak ściana. Od dawna używam tylko tego pudru, bo jakoś się do niego przyzwyczaiłam. Bardzo dobrze matuje i stosuję go na podkład jako wykończenie. Kiedy są promocje -40% robię zapasy, bo kosztuje wtedy około 15 zł. 


19. Palmolive- mydło w płynie

Już wiele mydeł w płynie przewijało się przez moją łazienkę. Nigdy nie zwracam na nie uwagi, ale teraz to się zmieniło. Pierwszy raz produkt do mycia rąk jest dla mnie ciekawy i wart uwagi. Pierwszy raz też mam zamiar udać się specjalnie po to do drogerii, bo dotychczas mydło do rąk wybierałam losowo lub kupowałam te przecenione. Z tej serii widziałam w Rossmannie 3 zapachy: fioletowy- lawenda i rumianek, różowy- róża damasceńska i piżmo oraz zielony- bergamota i werbena. Każdy z tych zapachów jest wyjątkowy, ale najbardziej spodobał mi się rumianek z lawendą. Jest po prostu cudowny i polecam Wam zakup tego mydełka :) Teraz zaczęłam używać różowego :) 


Koniec :) Mam nadzieję, że nie zanudziłam Was tak długim denkiem i że przeczytaliście choć trochę. Jestem oficjalnie dumna z tego, że wykończyłam tyle kosmetyków! :D 

Ile Wam udało się zużyć w tym miesiącu? 

Denko lipiec/ Natalia

Denko lipiec/ Natalia



Miałam wczoraj okazję wybrać się nad jezioro. Pomyślałam, że może wykorzystam ten fakt i zabiorę ze sobą moje denkowe produkty. Zdjęcia na piasku oddają letnią atmosferę;). Mam nadzieję, że przypadnie Wam to do gustu. No, ale koniec gadania przechodzimy do meritum. 


Żel pod prysznic Dove o zapachu kokosa jest niesamowity! Urzekł mnie swoim zapachem i z przyjemnością wykończyłam go do ostatniej kropli. Muszę przyznać, że zapach całkiem długo utrzymuje się na moim ciele co mnie bardzo cieszy. Oczywiście kupiłam kolejny, tym razem o zapachu granata, który również pięknie pachnie. O szamponie do włosów z Yves Rocher pisałam ostatnio w ulubieńcach lipca. Wykorzystał należycie daną mu drugą szansę i sprawdza się na moich włosach idealnie. Włosy nie przetłuszczają mi się już tak szybko mimo iż za oknem temperatura dochodzi do 30st ( a ostatnio nawet i więcej!);)). Wykończyłam także mój ulubiony płyn do soczewek Bio true. Inne powodują u mnie stany zapalne oka. Ten jest naturalny i nie zamienię go na żaden inny. 


Top coat z Nail Tek jest niezastąpiony. Znacząco przedłuża życie każdemu lakierowi. Zastanawiam się teraz dlaczego nie znalazł się w ulubieńcach?! Nadrobię to w sierpniu! ;) Otworzyłam już jego kolejną buteleczkę. Odżywka Eveline 8w1 jest ok. Dzięki niej moje paznokcie rosną w ekspresowym tempie. Jednak nie daje mi tego czego oczekuję- wzmocnienia paznokci. Kupiłam kolejną buteleczkę, ale nie wiem czy prędko po nią sięgnę ponieważ już przyjechał do mnie mój Nail Tek o którym już wcześniej pisałam Wam w tym poście


Maseczka z Ziaji nie mogła być pominięta w tym poście. Pewnie niebawem znudzi Wam się to, że co miesiąc ją pokazuję. Jest jedyną jaką używam. Krem do twarzy z Biodermy kupiłam w promocyjnej cenie w Super Pharm. W poście pytałam Was czy go znacie i czy polecacie. Ja nie polecę. Nie zrobił kompletnie nic. Równie dobrze mogłabym wcale nie stosować kremu. Szkoda wydawać na niego pieniądze. Lepiej kupić jakiś lakier do paznokci;):). Płyn micelarny BeBeauty z Biedronki również jest Wam dobrze znany. Lubię go i na tę chwilę będę używać tylko jego. 


Wiecie jak bardzo smutno jest rozstawać się z pięknymi flakonami po perfumach!? ;( straszna sprawa. Nie wiem czemu ale przywiązuję się do nich. Tak pięknie wyglądają na toaletce...To piękne jabłuszko to Nina Rici. Piękny zapach do którego z pewnością wrócę. Mam jeszcze kilka innych flakonów i o dziwo większość z nich zbliża się ku końcowi. Podczas jednej z wizyt w Sephorze dostałam próbkę tuszu do rzęs Givenchy ( wciąż wisi nade mną post do napisania o warsztatach w Sephora, ale jakoś nie mogę dobrze poukładać myśli o tym). Tusz okazał się bardzo fajną sprawą. Niewielka tubka świetnie sprawdza się na wyjazdy, a i jego jakość nie zawiodła. Jeśli pełnowymiarowa wersja tego produktu jest tak samo dobra jak miniaturka to jest on wart swojej ceny! Bardzo często w ciągu dnia i przede wszystkim wieczorami używam balsamów do ust. Chronią one przed wysuszeniem na które moje usta są narażone przez używanie mocno kryjących szminek. Ten sztyft pochodzi z The Body Shop. Byłam z niego zadowolona. Miał przyjemny cytrynowy zapach. Dobrze nawilżał i chronił usta. Cóż więcej trzeba;)

To już wszystko w tym miesiącu. Jak Wasze zużycia? Zużyłyście wszystko z przyjemnością czy raczej męczyłyście się by wreszcie zużyć? ;)

Peeling kokos-limonka od Grace Cole i Zakupy w TBS, Reserved

Peeling kokos-limonka od Grace Cole i Zakupy w TBS, Reserved

Hej ;)

Pogoda jest idealna i typowo letnia, ale dla osób pozostających w mieście może być uciążliwa. Wszystkim, którzy wypoczywają teraz nad morzem, jeziorem lub gdziekolwiek oficjalnie ZAZDROSZCZĘ! Marzę o takim wygrzewaniu i chłodnej wodzie morskiej !

Dziś pokażę Wam peeling do ciała o typowo letnim, soczystym zapachu, który generalnie niezbyt mnie zadowolił, a na koniec krótko o zakupach w The Body Shop i nowych częściach garderoby. 

Na początku lipca byłam na moich pierwszych zakupach w drogerii Hebe i to właśnie tam wpadł mi w rękę limonkowo - kokosowy peeling do ciała wyprodukowany w Anglii. Nie znałam tej marki przed zakupem produktu i po zużyciu ponad połowy opakowania na razie nie jestem skłonna zakupić cokolwiek od Grace Cole. Inne zapachy to m.in: arbuz i różowy grejfrut, brzoskwinia i gruszka, ananas i owoc pasji.


Skład: Aqua (Water), Polyethylene, Propylene Glycol, PEG-40 Hydrogenated Castor Oil, Benzyl Alcohol, Methylchloroisothiazolinone, Methylisothiazolinone, Carbomer, Benzophenone-4, Parfum (Fragrance), Triethanolamine, Benzyl Benzoate, CI 17200 (Red 33).


Peeling jest dość rzadki, co w przypadku peelingu nie jest wg mnie zaletą. Przed użyciem polecam osuszenie skóry, ponieważ gdy rozprowadzimy go na lekko zwilżonej, efektu peelingu właściwie nie odczujemy. Drobinki są tak miniaturowe, że prawie niewyczuwalne.


Orzeźwiający limonkowy zapach jest jedyną zaletą tego scrubu. Teoretycznie zapach jest limonkowo - kokosowy, a wyczuwalna jest tylko limonka. Skóra jakby nie było pachnie bardzo ładnie i zapaszek utrzymuje się dosyć długo :)

Peeling zamknięty jest w plastikowej tubce o pojemności 238 ml. Osobiście bardzo lubię takie przeźroczyste opakowania, które umożliwiają wgląd w zawartość :) Bardzo ładny limonkowy kolor powoduje, że całe opakowanie jest piękne kolorystycznie i estetyczne. Uwielbiam ten orzeźwiający kolor. 






Powiem otwarcie- jestem zawiedziona. Wiem, że nie każdy peeling może być taki sam, bo możemy oczywiście wybrać gruboziarniste, ale tego nie zaliczyłabym do żadnej kategorii. Co mam na myśli? Drobinki zanurzone w limonkowym żelu są tak delikatne, że nie pozostawiają oczekiwanego efektu wygładzenia i starcia martwego naskórka . Nie nazwałabym więc go nawet drobnoziarnistym ze względu na to, że w ogóle go nie wyczuwam. Jakikolwiek efekt "peelingowania" byłam w stanie uzyskać tylko wówczas gdy nakładałam go na skórę wysuszoną ręcznikiem. Jeśli bierzecie kąpiel stojąc pod prysznicem to na czas peelingowania przy użyciu Grace Cole lepiej wstrzymajcie wodę :) 

W związku z tym, że peeling jest jaki jest, stosowałam go jako normalny żel do codziennej pielęgnacji ciała, a oddzielnie mój martwy naskórek ścierałam przy użyciu ukochanego scrubu The Body Shop. Jeśli miałabym określić ten produkt dwoma cechami to byłby to powalająco świeży zapach i brak pożądanych efektów. Jest to po prostu ŻEL POD PRYSZNIC. 

Cena: około 20 zł - kupiłam w promocji po 14 zł





  • orzeźwiający zapach
  • produkt nie był testowany na zwierzętach

  • zbyt "drobne" ziarenka peelingu
  • dość wysoka cena regularna
  • brak typowego dla peelingów efektu wygładzenia
Ocena:

















A teraz szybki przegląd wczorajszych zakupów :)


The Body Shop zdobył moje serce zapachami ! Kocham właściwie każdy od słodkich, po orzeźwiające. Kokos, borówka, truskawka, banan, czekolada, mango, grejfrut - każdy zapach w TBS powala mnie na kolana. Do tej pory używałam maseł do ciała, scrubów i żelów do kąpieli, a dziś zdecydowałam się na pierwszy szampon. Zapach jest bananowy i możecie mi wierzyć, że jeśli lubicie banany to ten szampon rozkochał by Was w sobie w sekundę ! :D Przeznaczony jest do wszystkich rodzajów włosów i jego zadaniem jest nabłyszczanie, co moim obecnie pozbawionym blasku włosom bardzo się przyda :) Jestem ciekawa czy ten piękny zapach utrzyma się po umyciu. 


Drugi produkt to żel pod prysznic, a zapach brazylijskiego orzecha jest całkowicie nowy. Jak tylko otworzyłam tę butelkę w sklepie, moja mina mówiła wszystko. Jest cudowny... słodki i stworzony dla mnie. Obecnie w TBS wiele produktów jest w promocji, a w przypadku żelu pod prysznic im więcej kupicie, tym mniej zapłacicie. Jeden kosztuje 25 zł, a ponieważ kupiłam 2 to każdy kosztował mnie 20 zł. Przy zakupie 4 każdy już po 15 zł. 


Kolej na dwie nowości w mojej szafie :)

Bluza/Reserved/79.90 zł

Od dawna potrzebowałam czegoś luźnego, na rower lub po prostu po domu. Na ogół ubieram się nieco bardziej elegancko, a taka bluza będzie dla mnie odskocznią. Jest cudna w dotyku :) Niestety nie było z kotami :(


T-shirt/Reserved/29.90 zł

No jasne... nie ma bluzy z kotami? Żaden problem, można przecież kupić koszulkę ! Czy one nie są przepiękne? Dla mnie taki t-shirt to cudo i nie mogłam sobie go odmówić, bo nosić coć takiego na sobie to zaszczyt ! 


Na dziś to tyle. Zakupy udane, peeling niestety nie. Jeżeli testowałyście produkty Grace Cole podzielcie się Waszą opinią na ich temat. A jak podobają Wam się moje zakupy ? :)




Copyright © 2016 Good to try! , Blogger