Kemon - YoCond Color System - beżowa odżywka przeciw żółtym włosom

Kemon - YoCond Color System - beżowa odżywka przeciw żółtym włosom

Kilkanaście dni temu pojawił się wpis o fioletowym szamponie Kerastase ->klik<-  który dedykowany był blondynkom. Idąc za ciosem, dzisiejszy wpis będzie dotykał po raz kolejny tematu walki z żółtymi odcieniami blondu. Proces rozjaśniania i wychładzania moich włosów ciągle się toczy, więc sporo się dzieje :) Ostatnio posłuchałam rady mojej fryzjerki i kupiłam zestaw do pielęgnacji, który dopasowany jest do moich aktualnych potrzeb. O szamponie pewnie jeszcze będzie okazja opowiedzieć, a jest to Kemon do włosów farbowanych, natomiast dziś moja bohaterka. Beżowa odżywka Kemon w niepozornej butelce. Mnie kojarzy się trochę z butelką dla dziecka :) Zapraszam :)


Odżywka przeznaczona jest do włosów blond oraz siwych, naturalnych i farbowanych. Jej zadaniem jest odświeżyć kolor. Poza tym, że tonuje i usuwa żółte refleksy, głęboko odżywia i nabłyszcza. Zawiera m.in. proteiny pszeniczne, wyciąg z bambusa, wyciąg z jogurtu, filtry słoneczne, pantenol oraz witaminę E. Co kryje się w tej niewielkiej butelce o pojemności 150 ml?


Pod wieczkiem mamy bardzo gęstą, beżowo-brązową odżywkę o kremowej konsystencji. Jest trochę taka "ciągnąca", ale i tak rozprowadza się ją łatwo na włosach. Pachnie również pięknie, jak każdy kosmetyk Kemon. Po wsmarowaniu pozostawiamy ją na 3 minuty i koniec. Spłukujemy, ciesząc się pięknymi włosami. Bardzo bałam się ponownej już dekoloryzacji, ponieważ 5 lat temu miałam już jedną i pamiętam jak wyglądały włosy. Miałam jednak powody żeby się na to zdecydować i wracać do naturalnych włosów, więc staram się teraz robić co trzeba żeby zadbać o włosy. Po rozjaśnieniu używanie kosmetyków popularnych, tych z drogerii, nie wchodzi w grę. Na głowie miałam siano w dosłownym tego słowa znaczeniu. Bałam się, że tak już pozostanie, bo w końcu była to mocna ingerencja w strukturę włosa i wyciąganie z niego ciemnych pigmentów, ale pierwsze zastosowanie zestawu Kemon zrzuciło ogromny kamień z mojego serca.


Kiedy na wyjazd do Wrocławia zabrałam jakiś zwykły zestaw Schwarzkopf, przeżywałam osobistą tragedię i nie mogę patrzeć na zdjęcia, które wtedy miałam zrobione. Dopiero po powrocie kupiłam ten zestaw i teraz każdej blondynce polecać będę jedyną słuszną odżywkę. Atutem jest również jej wydajność, bo mimo niewielkich rozmiarów, butelka wystarczy na długo - liczę na około 2,5 miesiąca. Kosztuje dość sporo, bo 60 zł/150 ml. Niestety czasem trzeba zainwestować, ale efekt jest tego wart. Kolor po spłukaniu jest odświeżony i blond jest przygaszony. Jej regularne stosowanie daje pożądany efekt. Ponadto zero splątania, szorstkości i matowości.


Dzięki temu małemu wynalazkowi mogę przetrwać po dekoloryzacji. Znacie może kosmetyki Kemon?



Joanna Naturia - owocowe peelingi do ciała z naturalnymi granulkami

Joanna Naturia - owocowe peelingi do ciała z naturalnymi granulkami

Niestety lato dobiegło końca już definitywnie i ten tydzień pokazał to dobitnie. Rano słońce wschodzi już zauważalnie później, po 19 jest już ciemno. Padają deszcze, a w powietrzu czuć ten nieprzyjemny chłód. Pocieszeniem jak zawsze mogą być pachnące owocami kosmetyki, które są całoroczne i na szczęście możemy zawsze mieć je pod ręką. Ja w ostatnim czasie delektuję się owocowymi zapachami peelingów Joanna i to o nich chciałabym dziś powiedzieć dosłownie kilka zdań. Podejrzewam, że wiele z Was już doskonale je zna, ale warto jednak sobie o nich przypomnieć. 


Opis producenta:

Nasza seria peelingów Naturia jest przyjazna dla środowiska, zapewnia odpowiednią higienę oraz pielęgnację ciała. Zawarte w peelingach drobiny są ekologiczne i w pełni biodegradowalne. Seria składa się z dwunastu produktów drobnoziarnistych, wśród których znajdziemy dwa peelingi z balsamem (wygładzająco – odżywcze) oraz dziesięć peelingów o właściwościach myjąco – wygładzających. Kosmetyki dodatkowo zostały wzbogacone naturalnymi substancjami odżywczymi.


Seria Naturia to 12 peelingów: truskawka, bez, czarna porzeczka, czarna róża, grejpfrut, konopie, malina, olej arganowy, oliwa z oliwek, węgiel, borowina i biosiarka. U mnie widzicie 5, z czego poza konopią na szczęście trafiłam owocowe :) Zdążyłam już zużyć malinę i truskawkę, a obecnie jestem w połowie czarnej porzeczki. Peelingi są umieszczone w małych, poręcznych butelkach. Nie jestem ich wielką fanką, bo zazwyczaj trudno jest wydobyć produkt do końca i sporo zostaje go w butelce. Są jednak bardzo dobre pod kątem wyjazdów, bo zmieszczą się z łatwością w kosmetyczce. Wizualnie mają na pewno zachęcające i cieszące oko kolory. A jak z działaniem?


Drobinki ścierające są bardzo delikatne i drobne. Praktycznie trudno wyczuć je pod palcami. Nie oznacza to jednak, ku mojemu zdziwieniu, że nie dają one pożądanego efektu wygładzenia. Mimo swej delikatności i braku zaczerwienienia skóry po wykonaniu masażu, skóra jest wyraźnie gładsza i miękka. Pozbywamy się więc martwego naskórka i przygotowujemy ciało w późniejszej pielęgnacji balsamem/masłem. Produkt nie jest więc ostrym zdzierakiem, a takie też lubię. Pachną pięknie, co trzeba przyznać. Nuty owoców unoszą się w łazience i dostarczają przyjemnych doznań zmysłowych. Uważam, że to przyzwoity produkt, któremu z jednej strony trudno cokolwiek zarzucić bądź wytknąć, z drugiej strony nie jest zachwycający i zapadający w pamięci. Ot, zwyklak w normalnej cenie. Jeśli nie jesteście poszukiwaczami hitów i zachwytów, będzie dla Was ok.

Cena: 5-7 zł/100 g
Dostępność: większość drogerii stacjonarnych, internetowych, sklep Joanna


Jakie są Wasze ulubione peelingi? Wolicie solne, cukrowe czy zupełnie inne? 


Gorączka Złota - BeGlossy sierpień 2019

Gorączka Złota - BeGlossy sierpień 2019

No i mamy koniec lata, koniec wakacji i prawie koniec sezonu urlopowego. Te ostatnie dni sierpnia dają mocno popalić, bo codziennie na termometrach mamy 30-32 stopnie. Te upały da się znieść tylko dzięki pracy w nowoczesnym, klimatyzowanym biurowcu, ale po wyjściu na zewnątrz nie da się przetrwać. Te upały umila oczywiście odpakowywanie pudełka BeGlossy, które jak zawsze jest dla mnie miłą niespodzianką. Zajrzyjmy do środka.


Tym razem pudełko znowu jest ciężkie. Spodziewałam się więc produktu typu żel lub szampon, ale pomyślałam, że przecież miesiąc temu był już żel od Nature Box. Co więcej, jeszcze o miesiąc wcześniej, w czerwcu, również był owocowy żel pod prysznic. Uznałam więc, że no way. Liczyłam na różnorodność i inne produkty niż ostatnio, a ostatnio był żel, była odżywka mgiełka, cień do powiek i nieprzydatna odżywka koloryzująca. Na pewno jak zawsze chciałam coś do makijażu, najchętniej tusz lub pomadkę. I co? Na samej górze znalazłam voucher -20% do sklepu Renee.pl Pojawiła się też kartka-liścik od Tołpa z informacją, że w związku z pomyłką w lipcu, tym razem wrzucają 3 saszetki swojej maseczki, aby zrekompensować tamtą sytuację kiedy Klientki znalazły saszetkę zamiast tubki. Poza tym, mamy 5 produktów pełnowymiarowych (w tym 3 saszetki Tołpa) i 1 produkt travel size, a więc łącznie 7 kosmetyków. Cztery z nich samym opakowaniem i swoją serią nawiązują do motywu przewodniego Gorączka Złota, a to jest na pewno atut.

1. Dr Severin for women – balsam po goleniu

Produkt miniaturowy
Cena: 43 zł/30 ml

Pomimo niewielkich rozmiarów, nieznany kosmetyk niemieckiego producenta jest zdecydowanie najciekawszym punktem pudełka Gorączka Złota. Pachnie bardzo ładnie, a w dodatku balsam po goleniu dla kobiet nie jest czymś typowym. Działanie kojące i antybakteryjne powinno fajnie wyciszyć skórę po goleniu. Chętnie wypróbuję.



2. Revers Cosmetics – paletka rozświetlaczy

Produkt pełnowymiarowy
Cena: 14,99 zł/szt.

Paletka rozświetlaczy wygląda bardzo ładnie i opakowanie w różowym złocie jest śliczne. Kolory rozświetlaczy są świetne i zróżnicowane. Zdziwiła mnie niska cena tej paletki, więc jestem ciekawa jakości. Produkt Revers pojawia się już któryś raz w pudełkach. Szkoda, że trochę nie różnicują marek, bo lepiej byłoby poznać nowe. Revers tak samo zresztą jak AA pojawia się często.



3. Efektima – hydrożelowa maska hialu-lift

Produkt pełnowymiarowy
Cena: 14,76 zł/ szt.

Lubię maseczki w płachtach zarówno żelowych, jak i materiałowych. Pozwalają mi się zrelaksować wieczorem i dają fajny efekt. Taka maseczka jest plusem w pudełku. Mnie trafiła się wersja Hialu-lift, a druga była złota Gold Peel-off, ale sporo tańsza, bo w cenie 2,99 zł.


4. Fa – żel-peeling do ciała Island Vibes Hawaii Love – ananas i kwiat frangipani

Produkt pełnowymiarowy
Cena: 13,99/ 200 ml

Tak jak wspomniałam, trzeci raz z rzędu żel to nic fajnego, jaki by nie był. Zapach brzmi fajnie, sam efekt peelingujący nie będzie oszałamiający z tego co widzę, więc jest to zwykły żel o fajnym zapachu. Nie mam nic do dodania. Moja szafka zapełniła się żelami.


5. Tołpa Dermo Face – maska-peeling-żel

Produkt pełnowymiarowy
Cena: 9,99 zł/25 ml

Zamiast tubki 25 ml mamy 3 saszetki, które łącznie mają 36 ml. Już ostatnio miałam okazję przetestować maseczkę, więc wiem, że spełnia moje oczekiwania. Fajnie oczyszcza i odświeża cerę.


6. Biovax – maseczka do włosów Gold

Produkt pełnowymiarowy
Cena: 17,90 zł/150 ml

W swoich zbiorach mam jeszcze inną maseczkę Biovax, ale w słoiczku. Ich składy zawsze dobrze działają na moje włosy, a zapachy niezwykle mi odpowiadają. Cieszę się, że produkt do włosów jest akurat od Biovax.


7. AA Golden Ceramides – odżywczy krem wygładzający pod oczy

Produkt pełnowymiarowy
Cena: 27 zł/30 ml

AA to często gość BeGlossy. Mam już ładną kolekcję ich produktów. Puder AA jest świetny, mój ulubieniec J W czerwcu był kremowy rozświetlacz od AA, a więc nie dość, że powtarza się firma to jeszcze rozświetlacz, bo przecież teraz mamy Revers.


Różnorodność produktów jest w porządku, bo mamy pielęgnację twarzy, włosów, ciała i coś do makijażu. Niestety, trzeci miesiąc z rzędu mamy żel pod prysznic, znowu drogeryjny, a już Fa to chyba najsłabsza marka, jaka mogła się trafić. Jestem niezadowolona z tego żelu. Największy plus to piękny rozświetlacz i ciekawy balsam po goleniu, którego marki jeszcze nigdy nie widziałam. Pomimo tego żelu, uznaję więc pudełko za bardzo dobre. Już dawno nie pojawiła się tak ciekawa miniatura jak tym razem i mam nadzieję, że będzie ich więcej. Poza miniaturą mamy marki drogeryjne i nie pojawiło się nic naturalnego. W kolejnym pudełku chyba chciałabym zobaczyć jakiś balsam albo masło J

Moja ocena: 4/6
Cena: 49 zł
Wartość produktów: około 140 zł


A co Wy myślicie? Jest coś, co Was ciekawi wśród takiej listy?




Kerastase Blond Absolu - ultra violet - fioletowy szampon zwalczający żółte włosy

Kerastase Blond Absolu - ultra violet - fioletowy szampon zwalczający żółte włosy

Dzisiejszy wpis dedykowany jest zdecydowanie posiadaczkom blond włosów. Od ponad pół roku byłam w połowie blondynką, w połowie brunetką ze względu na pomysł pt. ombre, a dosłownie od 2 tygodni przeszłam pełną transformację na blond. Ostatnie miesiące były ciągłym wyzwaniem i walką o uniknięcie żółto-pomarańczowych odcieni, bo większość blondynek pewnie się ze mną zgodzi, że jest to trudne. Zdecydowana większość z nas marzy o chłodnym odcieniu - czy to platynowy, czy szary, czy bardziej beżowy, ale chłodny. Nie lubimy jajka ani kurczaczka na głowie, a natura taka już jest, że włosy takie właśnie się chcąc nie chcąc robią. Sposobów na to jest kilka. Możemy co miesiąc odwiedzać salon fryzjerski na koloryzację i tonowanie, aby przyprószyć ciepłe i złote odcienie blondu. Tutaj wyzwaniem jest jedynie zasobność portfela, bo wydatek 200-400 zł miesięcznie jest z pewnością odczuwalny dla przeciętnej Polki. Możemy też poszukać tańszych rozwiązań, z którymi przychodzi do nas wielu producentów kosmetycznych. Mam tu na myśli szampony i odzywki koloryzujące, które łączą w sobie właściwości pielęgnacyjne i koloryzujące. Mają one za zadanie odświeżyć nasz kolor z każdym myciem i zniwelować żółte odcienie blondu. Przeszłam do tej pory przez 2 niebieskie odżywki dostępne w drogeriach w bardzo niskiej cenie - 14-20 zł za tubkę, ale wystarczającą tylko na 2 razy. Teraz skusiłam się na fioletowy szampon z droższym wydaniu, od Kerastase. To o nim dziś opowiem, więc jeśli jesteś blondynką - na pewno będziesz ciekawa efektu. 


O produkcie:

Szampon o kremowej konsystencji zapewnia włosom blond wyjątkową pielęgnację delikatnie oczyszczając włosy z toksyn oraz usuwając zanieczyszczenia powodujące matowienie włosów a także zapobiegając ich ponownemu osadzaniu się. Błękitny i fioletowy pigment zawarty w szamponie pomaga redukować żółte i rdzawe odcienie na długo zostawiając chłodny odcień oraz natychmiast je rozjaśniając. Dzięki unikalnej formule zawierającej kwas hialuronowy oraz szarotkę alpejską zapewnia włosom głębokie i długotrwałe nawilżenie pozostawiając wrażenie miękkości i lekkości. Szampon Kérastase Blond Absolu Ultra-Violet przywraca włosom połysk oraz rozświetla ich kolor. Wszystko to za sprawą starannie dobranych składników aktywnych. Kwas hialuronowy głęboko odbudowuje włókno włosa, wzmacnia włosy zapobiegając uszkodzeniom. Szarotka alpejska jest bogata w antyoksydanty, chroni włosy przed uszkodzeniami, zapewnia włosom miękkość. Neutralizatory to wysoko skoncentrowane pigmenty, które działają natychmiast na włókno, neutralizując i usuwając niechciane odcienie, odsłaniając promienny naturalny połysk.



Co zatem mamy uzyskać?

Efektem powinny być włosy oczyszczone, odżywione, wygładzone, wzmocnione, a przede wszystkim włosy pozbawione żółtych odcieni.

Jak stosować?

Po nałożeniu na włosy, doprowadzamy do spienienia i pozostawiamy szampon na włosach przez 2 minuty. Potem spłukujemy.


Jakie są moje wrażenia?

Szampon jest mocno fioletowy, ale pomimo zalecenia używania rękawiczek do jego stosowania, wcale nie farbuje skóry. Ja w związku z tym nie zakładam rękawiczek, bo nie ma takiej potrzeby. Opakowanie jest bardzo charakterystyczne. Ma ciekawy kształt, wyjątkową nakrętkę i wygląda elegancko. Produkt jest bardzo, ale to bardzo wydajny. Konsystencja jest kremowa i wystarczy niewielka ilość do wymycia całych włosów. Wystarczy na pewno na długo. Jego zapach jest delikatny. Nie wyczuwa się mocnej chemii ani perfum. Tuż po spłukaniu widać różnicę w kolorze mokrych jeszcze włosów. Są wyraźnie chłodniejsze. Co ważne, są też bardzo gładkie i śliskie, a po szamponie najczęściej mam splątaną szopę. Efekt wychłodzenia na pewno podtrzymany byłby tożsamą odzywką lub maską z serii Blond Absolu. U mnie po użyciu zwykłej odżywki jest to nieco mniej spektakularne, ale jednak wciąż dostrzegalne. Żółty jest trochę przypruszony. Z szamponu jestem całościowo zadowolona, ale zdecydowanie polecam uzupełnić pielęgnację odżywką z tej samej serii. Są na rynku dostępne pewnie tańsze odpowiedniki, płukanki itp. specyfiki, natomiast wolę zainwestować w zaufany produkt niż eksperymentować z czymś, co może zniszczyć włosy na dłużej.


Szampon Kerastase Blond Absolu dostępny jest w sklepie Fryzomania - tutaj - w najkorzystniejszej obecnie cenie ze względu na promocję - 79 zł/250 ml. 


Jak sobie radzicie z ciepłymi odcieniami blondu? Polecacie inne, godne uwagi kosmetyki?

Nacomi - masło do ciała wanilia&creme brulee

Nacomi - masło do ciała wanilia&creme brulee

Nacomi - chyba już o tym wspominałam przy okazji wielu wpisów- jest moją ulubioną marką kosmetyczną ze względu na przepiękne zapachy, krótkie składy i do tego urocze opakowania. Nie można się chyba już spodziewać, że któregoś razu przedstawię krytyczną opinię o ich produktach, a będę bardzo zdziwiona jeśli tak się stanie. Dzisiaj ostatnia sztuka z trio, które używałam przez ostatnie miesiące. Moim hitem i odkryciem zdecydowanie największym okazał się peeling kokosowy ->tutaj. Dziś o niewielkim, 100 ml, słoiczku pełnym dobroci.


Skład jak zawsze w przypadku kosmetyków Nacomi, jest naturalny i krótki. Bazą jest masło shea i olej migdałowy. 


Masło jest bardzo twarde i zbite, więc zanim w ogóle będzie można się nim posmarować, trzeba uzbroić się w cierpliwość i popracować nim trochę na dłoni, aby pod wpływem ciepła mogło się trochę rozpuścić. Dopiero w takiej postaci możemy je rozprowadzić na skórze. Jest niesamowici tłuste. Takiego tłuściocha dawno nie miałam, bo po jego użyciu na nogi np. o godzinie 18, skóra świeci się i jest śliska do samego pójścia spać, a nawet nogi ślizgają się jedna o drugiej podczas snu. Rano wciąż są jeszcze nawilżone. Czasem jest to utrudniające, dlatego używałam masła wyłącznie na wieczór, kiedy wiedziałam że nie będę już siedzieć na krześle i raczej leżeć, odpoczywać z odsłoniętą skórą. Nawilżenie jest naprawdę konkretne. Zapach jest jak możecie się spodziewać piękny, słodki, intensywny. Jest taki cukierkowy, najbardziej przypomina mi zapach krówek. Nie da się tego opisać, to trzeba po prostu poczuć. 


Słoiczek masła Nacomi ma zaledwie 100 ml, ale wbrew pozorom jest to produkt bardzo wydajny. Niewielka ilość masła roztopiona na dłoni, daje możliwość wysmarowania naprawdę dużej partii ciała. Kosztuje od 12-15 zł. Za taki doznania zmysłowe myślę, że zapłaciłabym i więcej :) Warto, dlatego jeśli lubicie słodziaki to polecam. 


Na koniec, z tematów niekosmetycznych, jestem na etapie poszukiwań biżuterii w kształcie piórek i łapaczy snów, bo na tym punkcie mam obsesję i wszystko oczywiście mogłabym mieć z piórkami :) Na ten moment znalazłam charmsa łapacz snów do mojej bransoletki i sznurkową bransoletkę ze skrzydłem, ale rozglądałam się też sporo za kolczykami. W oko wpadła mi w internecie hurtownia biżuterii Yvon, która prowadzi też sklep retail i tu w końcu znalazłam ogromny wybór kolczyków - w tym łapaczy snów w różnych kolorach. Wzory są przeróżne, a kolczyki po prostu piękne. Jeśli znacie jakieś sprawdzone strony/sklepy z biżuterią, dajcie znać.

Good vibes only BeGlossy lipiec 2019

Good vibes only BeGlossy lipiec 2019

Nikt nigdy nie odpowie na pytanie dlaczego czas tak szybko leci. Chwilę temu myślałam, że w końcu nadchodzą wakacje i słońce, a już koniec lipca, a więc półmetek. Jutro na szczęście ewakuuję się z Łodzi i będę się przez 10 dni resetować nad jeziorem, z miejscu, gdzie głównym atutem są po prostu widoki. Miejsce, w którym nic nie rozprasza, nie przeszkadza. Czas na czytanie, słuchanie muzyki lub po prostu myślenie (i oczywiście spanie). Tuż przed wyjazdem zdążyłam odebrać jeszcze lipcowe BeGlossy, którego byłam bardzo ciekawa. Nie śledzę nigdy zapowiedzi i komentarzy, bo praktycznie żyję poza rzeczywistością internetową i w ogóle prawie w niej nie bywam poza wpisami na blogu i koniecznymi sprawami do załatwienia. Zawsze zawartość jest więc dla mnie całkowitą niewiadomą. Podoba mi się tytuł tej edycji - Good vibes only. Pozytywne hasło, które optymistycznie nastawia do świata. Jestem ciekawa jakie wibracje wywoła u mnie zawartość, bo tworząc wpis jednocześnie wypakowuję je po raz pierwszy. 



Po pierwsze, mogę powiedzieć, że pudełko jest ciężkie. Nie zawsze to akurat zwiastuje coś dobrego, ale zobaczmy. W środku mamy 5 produktów pełnowymiarowych i jedna saszetka będąca jednak produktem pełnowymiarowym.


1. Tołpa Dermo face - maska-peeling-żel 4w1 korygująca niedoskonałości

Produkt pełnowymiarowy
Cena: 7,99 zł/5 ml

Produkt jest ok, lubię próbować nowości od Tołpy. Przywykłam do obecności saszetek w pudełkach i oceniając na przestrzeni miesięcy, ta jest jedną z ciekawszych. Chętnie ją wypróbuję.


2. Aussie - Scent-sational Conditioning Mist - jaśmin

Produkt pełnowymiarowy
Cena: 28,99 zł/95 ml

Z Aussie miałam styczność kilkakrotnie, ale dawno temu. W Beglossy też zdarzyły się szampon i odżywka od tej firmy. Wiele lat temu kiedy Aussie było niedostępne stacjonarnie, a tylko w internecie - zakochałam się w zapachu odżywki. Składy jednak pozostawiały wiele do życzenia, dlatego potem porzuciłam użytkowanie ich kosmetyków. Mgiełki do włosów bardzo lubię, więc nie wykluczam, że przez pewien czas przetestuję i tę. Mogliśmy trafić na 3 wersje - Gładkość, Blask i Ochrona. Mnie trafiła się Gładkość, podpisana na opakowaniu "with Jasmine". I faktycznie, mamy ekstrakt z jaśminu...na przedostatnim miejscu składu. 


3. Nature Box - żel pod prysznic

Produkt pełnowymiarowy
Cena: 16,99 zł/385 ml

To przez żel pudełko było tak ciężkie, więc nie powiedziałabym, że wyszło to na dobre. Po pierwsze dlatego, że Nature Box mogłam nawet wczoraj kupić w drogerii, a po drugie przecież miesiąc temu był owocowy żel pod prysznic...nie znajdę innego komentarza jak BEZ SENSU. Znowu żel. Mnie przypadła wersja Makadamia, a można było jeszcze trafić morelę i granat. Zaletą jest 100% olej tłoczony na zimno, którym chwali się producent. Na 6 miejscu olej makadamia w składzie, na 7 olej kokosowy. Są jednak perfumy i PEGi. Zapach jest przepiękny, naprawdę jestem zachwycona. Jest pudrowo-olejkowy i to w zasadzie ratuje ten produkt w całej jego przeciętności. 


Po 3 produktach z drogerii pora na kolorówkę. 

4. Pierre Rene - cień do powiek Chic - 149 Egyptian Sun

Produkt pełnowymiarowy
Cena: 9,99 zł/ szt.

Chyba mam pecha, bo co trafiam cień do powiek i jestem szczęśliwa, po chwili odkrywam, że to ten sam kolor co zawsze. A właściwie dwa kolory. Zawsze dostaję złoto-brązowy lub ostrą miętę. Nie lubię takich kolorów przy mojej twarzy, wolałabym jakiś chłodny odcień. Może do jakiegoś makijażu go użyję, ale nie jest to mój faworyt w kwestii odcieni. Pomijając kolor, uważam cień za rewelacyjny produkt w pudełku i firma też powiedzmy, że jest ok. Lepiej byłoby dostać cień z mniej dostępnej marki, albo chociaż w wyższej półki, ale nie jest źle. W zasadzie poza pędzelkiem to mój nr 2 w tej edycji.


5. L'Oreal Paris - Colorista Washout - odżywka koloryzująca - niebieska

Produkt pełnowymiarowy
Cena: 28,99 zł/80 ml

Dużo teraz takich odżywek, farb i spray'ów koloryzujących na odcienie pastelowe na sklepowych półkach. Ja oceniam je jako dość ryzykowną zabawę z kolorem, która może odpowiada studentkom lub osobom pracującym w gastro lub branży rozrywkowej. Będąc w mojej sytuacji, nie wyobrażam sobie latania w niebieskich włosach i nie potrzebuję takich eksperymentów. Stosuję odżywkę Joanny, która ochładza mój blond, ale z niebieskim od L'Oreal nie zaryzykuję i koniec. Będę szukać kogoś, komu może się przyda. Całkiem niepotrzebne. Pospieszyłam się z wyrzuceniem opakowania, więc już nie robiłam zdjęcia.

6. Beauty Look- pędzel Black Onyx 3d - pędzel do cieni kuleczka

Produkt pełnowymiarowy
Cena: około 10 zł

Choć nie wiem jeszcze zupełnie jaka jest jakość takiego pędzelka, i tak uważam go za najlepszy produkt w pudełku. Kosmetyków jest zawsze kilka, więc jeden gadżet powinien się znaleźć do testów co edycję. Cenne będzie dla mnie sprawdzenie jakości takiego pędzelka i świetnie, że nie jest on do pudru czy podkładu, a właśnie do cieni. Z opisu wynika, że starannie wycięte włosie daje efekt makijażu 3d. Jak zawsze wielkie słowa i opisy z nieba, ale co to oznacza, przekonamy się niebawem. Wizualnie jest bardzo ładny, elegancki, ale widać oczywiście, że jest to produkt, który nie kosztuje dużo. 


Poza tymi produktami, nie mamy tym razem żadnych dodatków dla Ambasadorek lub prezentów. Po prostu 6 produktów. 

Jak zawsze ucieszyła mnie różnorodność produktów, w tym szczególnie gadżet. Świetnie, że jest pędzelek. Mamy pielęgnację ciała, włosów, cień do powiek i pędzelek co daje duży przekrój produktów. Jak zawsze niezbyt satysfakcjonują mnie marki, ponieważ Aussie, Nature Box, L'Oreal i Tołpa to produkty dostępne w drogeriach. Powtarza się Tołpa i żel pod prysznic w stosunku do zeszłej edycji. Skoro Klientki BeGlossy dopiero dostały żel Le Petit to po co już miesiąc później Nature Box... Pudełko ma swoje plusy w postaci cienia i pędzelka, a produkty z wyjątkiem spray'u koloryzującego wykorzystam. Oceniam je dość dobrze, ale nie jestem zachwycona. Po raz kolejny drogeria i powielające się rodzaje produktów. Czekam mimo wszystko na lepszy poziom, ale mam nadzieję na jakieś ciekawe odkrycia z pudełkiem Good Vibes Only. Jest jednak lepsze niż edycja czerwcowa Owocowe Odkrycia, której zawartość pokazywałam tutaj.

Moja ocena: 4/6
Cena: 49 zł
Wartość produktów: około 100 zł

Specjalnie dla Was mam jednak kod zniżkowy w wysokości 10 zł na subskrypcję, ważny do 31.07.2019. Treść kodu: BL10GOODTOTRY
Z nim Wasze pudełko będzie kosztowało 39 zł.

A co Wy myślicie? Jest coś, co Was ciekawi wśród takiej listy?



 

Kolacja degustacyjna dla dwojga - idealny prezent na rocznicę

Kolacja degustacyjna dla dwojga - idealny prezent na rocznicę

Niedawno obchodziłam pierwszą rocznicę ślubu i choć w ten konkretny dzień nie organizowałam niczego nadzwyczajnego, krótko po tym mieliśmy możliwość skorzystać z bardzo ciekawej możliwości. Oboje z mężem uwielbiamy jeść, więc na stronie Prezent Marzeń wybrałam kolację degustacyjną dla dwojga w opcji składającej się z 8 dań. Restauracja Quale znajduje się w centrum Łodzi, w bardzo klimatycznym podwórku przy ul. Narutowicza, blisko dworca Łódź Fabryczna. O miejscu wiedziałam tyle, że oferuje kuchnię fusion, bardzo nowoczesną i w ekskluzywnej formie. Możliwość spróbowania wielu dań, połączenia różnych smaków i pobudzenia kubków smakowych wydała mi się bardzo pociągająca. 


Na początku w oczy rzucił mi się niesamowity wystrój. Tak bardzo inny niż powszechnie występujące w Łodzi knajpy w stylu industrialnym, surowym, zdominowane przez beton, palety i inne dziwne wynalazki. Tutaj można od razu poczuć się jak w domu. Przytulność powodują kolory, ciemne drzewo z którego zrobiony jest bar, kolorowe obrazy, obrusy, zasłony i lampki. Całość tworzy komfortowe poczucie bezpieczeństwa i domowej atmosfery. Wnętrze jest inspirowane na latach 20. Bardzo dobrze się tam czułam. Przyjemna dla ucha muzyka dopełniła pozytywnych, jeszcze niekulinarnych wrażeń.

Na sam początek dostaliśmy amuse bouche, co mile nas zaskoczyło. Poza pieczywem własnego wypieku z 4 różnymi masłami, był to łosoś z ricottą i kaparami. 


Pierwszym daniem była tarta, na której bł cudowny sos majonezowy, piklowany kalafior, galaretka cytrynowa, piramidki z buraka i kilka dodatków, których nazw nie byłam w stanie zapamiętać. Podając każde danie, kelnerka opowiadała o jego składzie w bardzo fajny sposób, ale było tego tak dużo, że nie nadążałam. 


Kolejną przystawką był tatar z sarny, w którym był słonecznik, grzyby shimeji, piklowana cebula, zioła, żel z żółtek a do tego chips z pietruszki. Jako mięsożerca byłam w niebie. Mięso z sarny było obłędne.



Trzecią przystawką był stek z tuńczyka (perfekcyjnie wysmażony), na nim znajdowała się niepalona kasza gryczana, salsa z pomarańczy z chilli, imbirem i miętą oraz pak choi. Również smaczne, ale patrząc na całą kolację, najmniej przypadła mi do gustu ze względu na salsę, która była zbyt ostra. 


Serię dań głównych otworzył łosoś, pod którym ukryty był szpinak, a obok cudowne mini szparagi. Do tego pięknie prezentująca się piana z wywaru z homara. Ryba była zrobiona tak perfekcyjnie, że nawet nie wiedziałam, że tak można. Dobór smaków i przypraw sprawił, że na nowo odkryłam moją ulubioną rybę.



Drugie danie główne wywołało u mnie zachwyt już po usłyszeniu prezentacji. Jagnięcina w ziołowej posypce z puree z marchewki i wędzonej śliwki i kasza w sosie, którego składu niestety nie zapamiętałam przez skupienie na samym mięsie.



Ostatnie danie główne...comber z jelenia. Pierożek z sarniną, sos którego składników nie pamiętam, przepyszna kulka (chyba ziemniaczana), kukurydza i demiglace z borówki. Jeleń to jedno z moich ulubionych mięs poza cielęciną, dlatego byłam zachwycona. Ostatnio jadłam tak pysznego w Danii i muszę przyznać, że ten mu dorównał. 


Przed deserami dostaliśmy jeszcze na oczyszczenie kubków smakowych sorbet z ogórka z miętą i lubczykiem. Był niesamowity!

Desery to zawsze moja ulubiona część posiłku. Nie ma innej opcji! 

Pierwszym był krem orzechowo-kasztanowy, ciasteczka migdałowe, lody z palonej truskawki i kwiaty jadalne. Krem podbił moje serce najbardziej, ale mąż zachwycał się sorbetem.


Ostatnie smaki kolacji były równie ciekawe co pozostałe. Był to niby zwykły creme brulee, ale hibiskusowy, dzięki czemu było to wyjątkowe doznanie. Zdjęcia kremu nie robiłam, bo był umieszczony po prostu w miseczce pod warstwą karmelizowanego cukru.

Kolacja występuje w dwóch wersjach - 6 i 8 dań. Do tego można dokupić również wino. Szczerze mówiąc 8 dań to było dla mnie za dużo i wyszłam zbyt najedzona, więc 6 w zupełności wystarczy. Kolacja w wersji bogatszej kosztuje 548 zł, a voucher otrzymujemy w bardzo ładnej kasetce, dzięki czemu prezent wygląda bardzo ładnie. Dodatkowo załączona jest też torebka prezentowa. Jestem bardzo zadowolona z tego jak spędziłam piątkowy wieczór i chciałabym częściej spędzać tak przyjemnie 2,5 godziny. Polecam, bo doznania były wyjątkowe.

Kolację można kupić tutaj:

https://prezentmarzen.com/kolacja-dla-dwojga-restauracja-quale/

Korzystaliście kiedyś ze strony Prezent Marzeń lub innego miejsca, w którym można kupić vouchery prezentowe na różne wydarzenia? Jestem ciekawa czy podoba Wam się taka kolacja jako prezent dla drugiej połówki.

Copyright © 2016 Good to try ! , Blogger