LR - Aloe Vera Magic Bubble Mask

LR - Aloe Vera Magic Bubble Mask

Lubię zaskakujące kosmetyki, które dostarczają ciekawych wrażeń. Może to być wyjątkowy zapach, może ciekawa konsystencja, a może coś zupełnie innego. Niepowtarzalność jest jednak genialna. To dlatego cieszę się ogromnie, kiedy w boxach kosmetycznych pojawiają się nieznane mi wcześniej marki, których testowanie może nie zaskoczyć. Dziś opowiem o magicznej maseczce, której pierwszą cechą jaką można wymienić jest właśnie "zaskakująca".  


Opakowanie na pierwszy rut oka niczym się nie wyróżnia, choć grafika bardzo mi się spodobała. Jest to plastikowa butelka z dozownikiem- pompką. Bardzo wygodne w użytkowaniu. Poniżej widać też skład maski. Producent podkreśla w opisie, że kosmetyk nie zawiera składników pochodzenia zwierzęcego, parabenów, oleju mineralnego oraz pochodnych ropy naftowej.


No i zaczynamy zabawę z nakładaniem. Najpierw wstrząsamy butelką, potem wydobywamy na dłoń 2 pompki i delikatnie rozprowadzamy na twarzy. Pozostawiamy maseczkę na cerze przez około 10 minut, ale już po 2 minutach zacznie się dziać :). Uczucie jest niesamowite, bo mamy na skórze delikatną piankę, która stopniowo przeistacza się w puszek, a bąbelki zaczynają jakby pękać. Jest to niesamowite zarówno wizualnie, jak i w dotyku. Miałam duży ubaw podczas tej pielęgnacji. Skóra nie wyróżniała się jakoś wyjątkowo po jej zmyciu. Po prostu czysta i gładka. 


Znalazłam Bubble Mask do kupienia tylko w jednym miejscu - klik. Kosztuje sporo, bo aż 79,90 zł. Jest to jednak coś ciekawego, np. na prezent dla koleżanki lub mamy. Efektu pielęgnacyjnego w postaci nawilżenia nie dostrzegłam. Mamy jednak oczyszczenie i złagodzenie podrażnień plus oczywiście sporo fun'u.



Lubicie wynalazki tego typu?
Oriflame -  przegląd kolorówki po latach

Oriflame - przegląd kolorówki po latach

Testów kosmetyków kolorowych od Oriflame ciąg dalszy...przypomnę, że w ostatnim czasie pojawiły się dwa wpisy:

a w najbliższych dniach planuję zrobić jeszcze porównanie 2 mascar i będzie ono całkiem osobnym wpisem. Dziś z kolei przegląd kilku produktów, o których można wypowiedzieć się dość zwięźle, dlatego zdecydowałam się na ich połączenie. Będzie podkład, kredka do oczu i 2 lakiery. Zdjęcia pomadek jedynie dla przypomnienia, ale zachęcam do kliknięcia i przejścia do pełnego wpisu, w którym pokazuje je na ustach :)


Właściwie kosmetyki, które dostałam można podzielić na 2 części, bo lakiery, pomadki i 1 tusz są z serii OnColour a podkład, kredka i druga mascara są od Giordani Gold. Jeśli miałabym decydować, to nie potrafię wybrać lepszej, bo zadowolona jestem w sumie tylko z tuszów, a każdy jest z innego brandu. Tak jak wspomniałam, ich porównanie pokażę osobno, przy innej okazji. Teraz kilka słów o podkładzie.


Giordani Gold oferuje 4 podkłady o różnych właściwościach. Jest m.in. ujędrniający z SPF 8, Liquid Silk do cery normalnej i tłustej z SPF 12 i mój MasterCreation, który ma nadać naturalny wygląd i wykończenie, przy jednoczesnym rozjaśnieniu cery. Do wyboru było 7 odcieni. Butelka jest solidna, szklana i wygląda bardzo ładnie. Lubię też taki sposób dozowania, bo pompka pozwala wygodnie wydobywać odpowiednią ilość produktu. Szklana butelka zapakowana była dodatkowo w czarny kartonik, co daje przekonanie o wysokiej jakości. I tak powinno być, bo podkład nie należy do najtańszych ze swoją ceną 79,90 zł/30 ml. 


Kolor wydał mi się trafiony, bo nie jest za ciemny. Z wielką ciekawością podeszłam do pierwszej próby. Rozprowadzanie i wklepywanie gąbką poszło ok, ale samo wykończenie nie spełniło moich oczekiwań. Uczucie, które cały czas mi towarzyszyło to świadomość, że mam coś na twarzy i obawa, że jak tylko dotknę się kawałkiem rękawa lub jakiegokolwiek materiału, zostawię na nim plamę podkładu. Po prostu czuć, że mam coś na twarzy, jakbym była chwilę po wsmarowaniu kremu. Ciągle mamy efekt wizualny "wilgotnej twarzy" i podkład nie matowieje i nie zastyga. Dla mnie nie jest to komfortowe. Sam kolor okazał się super i nie ciemniał na buzi. Podkład nie zbierał się miejscowo i nie tworzył placków. Krycie niedoskonałości jest słabe, więc jeśli ktoś miałby bo używać, to osoby o ładnej cerze żeby po prostu wyrównać sobie koloryt. To uczucie kremu na twarzy dla mnie jednak niestety go skreśla z listy potencjalnych zakupów w przyszłości. Nie twierdzę jednak, że każdy byłby tego samego zdania. I wcale nie jest tak, że jestem fanką zastygających na warzy suchych skorup, bo mój ulubiony Hralthy Mix też daje delikany połysk i trzeba go zmatowić. Ten po prostu jest dla mnie za ciężki i zbyt zaznacza swoją obecność. Jeśli jednak opis Was akurat przekonuje to podkład za 79,90 zł dostaniecie w tym miejscu.


Na początku wpisu wspomniałam, że zadowolona jestem tylko z tuszów, ale nie do końca tak jest. Lakiery są tak na 70-80% ok, bo mają sporo plusów. Głównym jest bardzo wygodny sposób aplikacji i dobrze dopasowany pędzelek oraz mega krótki czas wysychania. To jedyne od lat lakiery, przy których nie potrzebowałam stosować topu wysuszającego. Na drugi dzień po malowaniu nie miałam żadnych wzorków i odbić. Uwielbiam je za to. Co więcej, mają rewelacyjne krycie! Wystarczy 1 warstwa i już można powiedzieć, że jest to dłoń, jaką można pokazać na mieście :) Po 2 warstwach nie przebija już kompletnie nic. Krycie, schnięcie i wygoda aplikacji - cudownie! Minus, który powoduje te brakujące 20% to słaba trwałość. Zazwyczaj już pod koniec drugiego lub trzeciego dnia pojawiały się ubytki i musiałam ponownie je malować, a przyznam, że nie lubię tego robić. Kolory też są bardzo ładne. Generalnie nie mogę ich odradzić, bo są całkiem dobre.


Lakiery są dostępne w 9 różnych kolorach, w cenie regularnej 15,90 zł, a obecnie w rewelacyjnej cenie jak na tę jakość - 9,99 zł. W tym miejscu możecie obejrzeć pozostałe kolory.



Dla przypomnienia, tak wyglądają kolory pomadek OnColour. 




A na koniec kredka. Produkt, którego od co najmniej 5-6 lat nie używałam, ponieważ na stałe do mojego repertuaru wszedł eyeliner w pisaku. Kiedyś, przez około 10 lat, nie wyobrażałam sobie makijażu bez kredki. Z zamkniętymi oczami potrafiłam narysować perfekcyjną kreskę. Teraz chętnie powróciłam do dawnych czasów i przekonałam się tylko, że wciąż preferuję pisaki :) Kredka jest bardzo napigmentowana i wygląda na powiece całkiem ładnie. Do czasu. Poza tym, że jest miękka, dobrze sunie po powiece i pozwala wygodnie stworzyć kreskę, dość szybko odbija nam się na powiece i tworzy okropny bałagan. Na górnej części powieki cień zaczyna mieszać się z odbitą kredką i powstaje coś, co trzeba nieustannie kontrolować i przecierać w łazience. Uważam to za duży minus, bo po 3 godzinach ładny makijaż zaczyna nam wędrować. 


Jej cena regularna to ponad 27 zł, natomiast obecnie jedyne 14,99 zł - a znajdziecie ją tutaj.


Jeśli coś spośród przedstawionych produktów wpadło Wam w oko lub ciekawi Was jak zmieniła się jakość, kosmetyki Oriflame możecie kupować taniej 20% niż w katalogu na stronie orioffice.pl




L'biotica Biovax Glamour Gold - intensywnie regenerująca maska do włosów Argan&Złoo 24k

L'biotica Biovax Glamour Gold - intensywnie regenerująca maska do włosów Argan&Złoo 24k

Pora na moje ostatnie odkrycie <3 Od momentu dekoloryzacji włosów na całej długości i przejściu na blond, nieustannie szukałam czegoś, co ujarzmi niesforne kosmyki. Co więcej, włosy były tak suche, tak nieprzyjemne w dotyku i kruche, że obawiałam się o konieczność ich całkowitego ścięcia. Z każdym tygodniem było lepiej i być może potrzebowały one trochę czasu na zregenerowanie. Kolejne butelki szamponów i odżywek, nawet tych drogich i profesjonalnych, a efekt wciąż nie był na 100%. Pomocna okazała się beżowa odżywka Kemon, o której pisałam jakiś czas temu tutaj. Miesiąc temu zaczęłam stosować Biovax Gold, która dziś będzie bohaterem i od tego momentu wszystko się zmieniło. 


Skład widzicie poniżej. Ja przestałam już patrzeć na to czy coś ma SLS i inne składniki czy ich nie ma, bo widziałam, że część 100% naturalnych produktów po prostu moje włosy wysusza, powoduje, że nie jestem w stanie ich rozczesać i ujarzmić. Potrzebuję czegoś co je wygładzi i ta maseczka to doskonale robi. Jest zalecana do włosów suchych i zniszczonych, natomiast można ją również stosować do włosów normalnych. Należy ją nałożyć na umyte włosy i jak już się przekonałam, najlepiej zostawić na około 10 minut. 


Włosy pięknie się rozczesują, a po wysuszeniu są miękkie, lekkie i sypkie. Pachną tak słodko, że ciągle ma się ochotę wsadzać nos we własne włosy :) W słońcu widać, że mają też blask i nie są matowe. Cały dzień, a nawet dwa dni są sypkie i łatwo jest je rozczesać. Po wstaniu rano nie są poodgniatane i powywijane na wszystkie strony, co zdarzało się kiedy myłam je innymi produktami. Ostatnio mąż spytał mnie czy znowu byłam u fryzjera (bo ostatnio zdarzało się to często). Oczywiście nie byłam. Po prostu miałam tak wygładzone i lejące się włosy, że tak wyglądałam. 


Poza tym, zgadza się tu wszystko - począwszy od wygodnej tuby, ładnej grafiki, przez piękny zapach i odpowiednią konsystencję aż po efekt na włosach.

Cena: 12-15 zł/150 ml
Dostępna jest w drogeriach, m.in. w Superharm.
Moja ocena: 6/6


Cieszę się, że dzięki BeGlossy Gorączka Złota z sierpnia mogłam poznać tę maseczkę. Myślę, że na stałe zagości w mojej łazience i każdemu z farbowanymi blond włosami polecam.


Oriflame - Giordani Gold Iconin All-in-One Mascara

Oriflame - Giordani Gold Iconin All-in-One Mascara

W ostatnim wpisie mówiłam o pomadkach od Oriflame, a dziś kontynuując recenzowanie ich produktów, powiem odrobinę o tym, jak sprawdził się na moich rzęsach tusz. Opakowaniem zdobył moją ciekawość i aprobatę od pierwszych chwil, bo trzeba mu przyznać, że wygląda elegancko. Jak się jednak zachowuje na rzęsach?


Przyznam, że od pierwszego użycia moje zadowolenie jedynie rosło i rosło. Najważniejsze cechy tuszu to dla mnie każdorazowo wydłużenie, podkręcenie i dobre rozczesanie rzęs przy jednoczesnym utrzymywaniu się cały dzień. W końcu kto chciałby, aby tusz się kruszył i osypywał... Przyznaję, że Giordani Gold spełnia wszystko, a nawet oferuje więcej. Mam na myśli mega wygodną szczoteczkę, która idealnie dociera do każdej rzęsy i bez ubrudzenia powiek oraz kącików, pozwala na wykonanie precyzyjnego makijażu. Nie odbija się i nie powoduje irytacji jaka towarzyszy przy wielu innych mascarach. Jestem szczęśliwa, że udało mi się znaleźć taki produkt. Nadaje się na co dzień, ale spokojnie wystarcza też na wieczorowy makijaż. 


Poniżej możecie najlepiej zobaczyć efekt przed i po. Moje rzęsy są dość krótkie, więc uważam efekt za bardzo zadowalający jak na moje możliwości. Polubiłam mascarę za wszystkie zalety.


Atuty tuszu:
  • intensywna czerń
  • idealna szczoteczka - dociera do każdej rzęsy
  • dobrze rozdzielone rzęsy
  • naturalne podkreślenie
  • wydłużenie rzęs
  • brak sklejenia
  • brak osypywania
  • brak odbijania się na powiece


Tusz jest dostępny na stronie Oriflame oraz w niższej cenie na Orioffice.
Cena: 47, 90 zł


I co myślicie o efekcie? Dla Was byłby taki wystarczający?


Oriflame On Colour - kremowa pomadka

Oriflame On Colour - kremowa pomadka

Lata temu kosmetyki sprzedawane przez Oriflame i ich konkurencję były u mnie w stałym użytkowaniu. Wiele znajomych dorabiała sobie jako konsultantki, dlatego była ku temu okazja. Do dziś, po tylu latach wspominam najpiękniejszy zapach kokosowego żelu pod prysznic i balsamu od Oriflame i to utkwiło w mojej pamięci. Minęło już jednak co najmniej 7 lat od mojego ostatniego zakupu i przez ten czas poszukiwałam zupełnie czegoś innego. Tym bardziej byłam ciekawa tego jaką przemianę pod kątem jakości przeszła marka i chętnie zdecydowałam się na przetestowanie kolorówki. W ostatnim czasie w moim makijażu korzystałam z ich pomadek, podkładu, kredki i tuszów, dlatego w najbliższym czasie chciałabym Wam o nich opowiedzieć. Zacznę od pomadek. 


Pomadki On colour występują w serii kremowej (czerwone opakowania) oraz matowej (bordowe opakowania). W serii kremowej dostępne mamy 9 odcieni, natomiast w matowej 8. Ja wybrałam sobie dwa odcienie różu i liczyłam na to, że jeden będzie mocniejszy i chłodniejszy, a drugi delikatny i przygaszony. Na zdjęciach zobaczycie jak wyglądają. Robiłam je przy sztucznym świetle toaletki, natomiast światło jest białe i nie zniekształca kolorów rzeczywistych. 


Pierwszym kolorem jest Bright Pink. Jasny, cukierkowy, bardzo wyrazisty i zwracający uwagę. Sam kolor jeśli komuś taki barbie leży i pasuje do urody, będzie się podobał. Sztyft klasyczny, tradycyjnie ścięty. Osobiście preferuję aplikowanie pomadek przy użyciu gąbeczki na kształt błyszczyka. Konsystencja pomadki jest rzeczywiście kremowa. Aby dobrze rozprowadzić ją na ustach, nie mogą one być mocno nawilżone (np. uprzednio posmarowane pomadką ochronną), ponieważ wówczas nie osadza nam się na nich kolor. Żeby równomiernie pokryć usta, muszą one być całkiem suche i zmatowione pudrem. Wykończenie jest lekko błyszczące, a uczucie przyjemne. Nie czuć żadnego zlepienia. Przez pierwsze pół godziny byłam bardzo zadowolona i już myślałam, że to jest to. Zaplanowałam już makijaż na najbliższą imprezę z użyciem pomadki On Colour. Po około 40 minutach zmieniłam jednak zdanie...


Przyczyna bardzo prozaiczna. Po tak krótkim czasie pomimo tego, że nie piłam i nie jadłam, kolor zaczął schodzić. Co prawda równomiernie i nie wyglądało to dziwnie bądź sztucznie, ale jednak. Trudno byłoby podczas imprezy lub wyjścia na miasto kontrolować tak często swój wygląd w lusterku. Wolę po prostu użyć produktu tak mocnego i zastygającego, że o nic się nie martwię. Niestety, mimo pięknego koloru, pomadki Oriflame nie spełniły moich oczekiwań pod względem trwałości. Oczywiście chętnie będę z nich korzystać, ale nie w każdego rodzaju okolicznościach. Jestem ciekawa co myślicie o poniższym kolorze.



A poniżej kolor bardziej zgaszony i mniej rzucający się w oczy - Cold Blush. 



Cena: 19,99 zł - obecnie promocja 9,99 zł
Dostępne: tutaj lub na stronie http://orioffice.pl/ gdzie kosmetyki Oriflame dostępne są 20% taniej.
Moja ocena: 3/6

Ocena tak jak podkreśliłam, wynika głównie z trwałości, która dla mnie poza kolorem stanowi najważniejszy aspekt dobrej jakościowo pomadki. Opakowania są średnie z wyglądu, a materiał to zwykły, tani plastik. Nic wyjątkowego. Lubię je wyłącznie za kolor. Cena jest przystępna, ale uważam, że za 20 zł mamy na rynku bardzo dużo marek oferujących produkty utrzymujące się kilka godzin. 

Lovely Look Be Glossy październik 2019

Lovely Look Be Glossy październik 2019

Październikowe BeGlossy przyszło wyjątkowo szybko i nawet nie spodziewałam się go już w tym tygodniu. Box ma standardową grafikę, nazwa i motyw raczej nie wyróżniają się jakoś wyjątkowo. Nie jest to jakaś specyficzna tematyka. Powiedziałabym, że ot, zwyczajne pudełko. Nie pojawiły się też gadżety lub prezenty dla Ambasadorek. Co się za to pojawiło?


1. Seesio - multifunkcyjny krem BB do włosów

Produkt pełnowymiarowy
Cena: 14,99 zł/100 ml

Takiego wynalazku nigdy nie stosowałam, choć nazwa nazwą, a jest to po prostu balsam, który nakłada się na wilgotne włosy i nie spłukuje przed stylizacją. Ma chronić przed promieniowaniem UV i wygładzać. Jeśli uzyskam dzięki niemu gładkie i błyszczące włosy zamiast matowego siana, będzie hitem. Wciąż poszukuję produktu idealnie dopasowanego do obecnych włosów.


2. Selfie Project - jagodowy olejek do ust

Produkt pełnowymiarowy
Cena: 14,99 zł/6 ml

Wszelkiego rodzaju słodkie, smakowe olejki i błyszczyki zawsze są u mnie mile widziane. Noszę je po kieszeniach we wszystkich płaszczach jakie mam, bo lubię mieć coś nawilżającego pod ręką. Jeśli nie będzie zlepiać ust i dobrze je nawilży to jest szansa na dużą sympatię z mojej strony. Nie wiedziałam, ze Selfie Project ma produkty do pielęgnacji ust, więc chętnie je wypróbuję.


3. Selfie Project - cukrowy peeling do ust

Produkt pełnowymiarowy
Cena: 13,99 zł/ 6 g

Lubię peelingi do ust, ale zawsze zapominam ich używać - nawet, gdy leżą na wierzchu w łazience. Zazwyczaj nie ma czasu na dodatkowy element pielęgnacji jakim jest peeling ust. Zapach i kolor są piękne, więc postaram się chociaż w weekend go stosować. Produkt zdecydowanie na plus do oceny pudełka.




4. Biotanique Green Detox - antyoksydacyjny krem/żel matujący

Produkt pełnowymiarowy
Cena: 24,99 zł/ 50 ml

lub Biotanique - kojący krem nawilżający lub Biotanique Green Detox - antyoksydacyjny krem/żel energetyzujący

Kremów do twarzy mam wciąż za dużo i nie zużyję ich nigdy w 100%, ale ciekawi mnie przeznaczenie żelu Biotanique i uważam je za odpowiadające potrzebom mojej cery, która obecnie się mocno świeci już po 2 godzinach od zrobienia makijażu. Chętnie wypróbuję.


5. Shefoot - peeling naturalny do stóp

Produkt pełnowymiarowy
Cena: 20,99 zł.100 ml

lub alternatywa - Bielenda - krem maska przeciw zrogowaceniom z efektem eksfoliującym do stóp

Strzał w dziesiątkę! Na tę porę roku idealny produkt, który zapewne będę stosować kilka razy w tygodniu. Mam nadzieję, że mocno zdziera naskórek, bo stopom jest to obecnie potrzebne. Lubię markę Shefoot i już wiele razy przekonałam się o tym, że są specjalistami jeśli chodzi o stopy. Cieszę się, że spośród dwóch możliwych kosmetyków przypadł mi właśnie ten. 


6.  CND by Ekert - lakier winylowy Vinylux

Produkt pełnowymiarowy
Cena: 29,00 zł/15 ml

Szczerze? Masakra. Kolor tego lakieru tak bardzo mi się nie podoba, że od razu go oddaję. Nie cierpię żółtych, nawet pastelowych lakierów. Żałuję, że trafiłam to, a nie AA Wings of Color. Najgorszy w mojej ocenie punkt boxu. Klasyczny beż, czerń lub czerwień byłyby znacznie lepszym rozwiązaniem.


7. Schauma - szampon do włosów Nature Moments 

Produkt pełnowymiarowy
Cena: 9,99 zł/400 ml

Produkt ten jest oznaczony jako prezent na życzenie fanów BeGlossy. Nie znam genezy tej historii. Kosmetyków do włosów Schauma nie używałam nigdy, przenigdy. Naprawdę. Linia Nature Moments jest wegańska, a zapach który trafiłam to kiwi i ogórek do włosów suchych i normalnych. Pewnie będzie odświeżający. Jak na taką pojemność to cena jest absurdalnie niska, ale skład też pozostawia wiele do życzenia. Może jednak okaże się zaskoczeniem, kto wie. 

Update: szampon okazał się już po tygodniu i 3 użyciach mega! Już dawno nie miałam tak sypkich, leciutkich i pachnących włosów. Jestem w nim zakochana!


Podsumujmy. 7 kosmetyków i każdy w pełnym wymiarze. Wszystko poza lakierem jest pielęgnacją i są to oczywiście produkty dostępne w drogeriach. Brakuje mi ponownie czegoś niszowego, produktu z jakiegoś ciekawego kraju lub czegoś 100% naturalnego. Kolor lakieru jest okropny. Najlepszym trafem z Lovely Look jest jakże praktyczny peeling do stóp, a najbardziej ciekawa jestem działania kremu BB do włosód od Sessio. Nie jest źle, mogło być dużo ciekawiej.

Moja ocena: 3/6
Wartość pudełka: około 130 zł
Cena: 49 zł - klik

Wrześniowe pudełko było REWELACYJNE. Przypomnijcie sobie jego zawartość tutaj. Tym razem jak widać nie cena decyduje o finalnym wyniku, bo mimo wyższej wartości, BeGlossy oceniam słabiej. A jak wg Was?



Nowość od Nivea - oczyszczający aloesowy peeling ryżowy

Nowość od Nivea - oczyszczający aloesowy peeling ryżowy

W BeGlossy pojawił się peeling będący nowością w ofercie Nivea. Mamy wersję Purify, czyli oczyszczający peeling  z bio aloesem, wersję Glow, czyli rozświetlający z bio malinami oraz Smooth, czyli wygładzający peeling z bio borówką. Mnie trafiła się dopasowana do cery - oczyszczająca. Jakie są wrażenia po jej używaniu przez miesiąc? 


Co o peelingu mówi nam producent?
Oczyszczający Peeling Purify Rice Scrub został wzbogacony o organicznie uprawiany ryż i bio aloes. Stworzony by wspierać naturalną odnowę Twojej skóry, pozostawia cerę wyjątkowo gładką i matową. Peeling intensywnie złuszcza, głęboko oczyszczając pory. Wysoka intensywność peelingu pozwala stosować go do 2 razy w tygodniu.

Peeling umieszczony jest w tradycyjnej tubce, która jest wygodnym dla tego typu produktu rozwiązaniem. Konsystencja jest typowa dla żelu do twarzy, z tym, że mamy tutaj również peelingujące drobinki. Są one wystarczająco ostre do całkowitego oczyszczenia skóry twarzy, ale jednocześnie nie powodują zaczerwienienia lub podrażnienia. Masaż peelingiem jest przyjemny nie tylko dzięki konsystencji, ale też świeżemu, lekkiemu zapachowi. Jest naturalny i odprężający. Cera jest w dotyku cudowna. Stosuję go regularnie 2 razy w tygodniu i do tej pory dostrzegam same plusy. Nie powstrzymał niedoskonałości, które czasami i tak się pojawiają, ale stan skóry ogółem jest w porządku. Dodatkowo, bardzo wydajny a i niedrogi. Na każdą kieszeń jeśli szukamy czegoś przyzwoitego, a nie jesteśmy eko-crazy w kwestii składu.


Cena: około 15 zł/75 ml
Dostępność: większość drogerii stacjonarnych + online


Nivea - tak czy nie?




Atelier de Beaute - BeGlossy wrzesień 2019

Atelier de Beaute - BeGlossy wrzesień 2019

Ogłaszam jesień! :) Czas, kiedy zawsze bierze mnie choroba i muszę przetrwać gorączkę. Nie mogło być inaczej w tym roku. Wrzesień czasem bywał jeszcze letni, ale nie tym razem. Tak jak na kartce załączonej do BeGlossy napisano - jego otwieranie i testowanie kosmetyków może nam umilić ten ponury i chłodny czas. Wrześniowe pudełka dotychczas były moimi ulubionymi już od kilku lat, więc liczyłam na jakiś hit :). Wystarczyło otworzyć dodatkowy karton, przyklejony do spodu głównego kartonu z BeGlossy, aby bardzo się ucieszyć. A co było w środku?


No tak - tym razem w jednym kartonie znalazło się BeGlossy, zatytułowane Atelier de beaute, a wdrugim 2 gadżety. Pędzel i gąbeczka. Awesome :D Uwielbiam takie prezenty, a gąbeczka trafiona idealnie. Nie dość, że pojawił się gadżet, to jeszcze jaki piękny! Pastelowa kolorystyka robi wrażenie. Marki Killys nie znałam, ale ponoć jest dostępna w Rossmannie. Ceny są dość niskie, więc zobaczymy jaka będzie ich jakość. 


Prezentem dla Ambasadorek była gąbeczka oraz pędzel do rozświetlacza, a 2 pędzelki do cieni stanowią już część standardowego pudełka. Ta edycja jest zdecydowanie gadżetowa. Dla mnie samo to czyni ją hitową.






Zawartość standardowego pudełka to zarówno pielęgnacja, kolorówka, jak i wspomniany gadżet. Łącznie 6 produktów i dla osób, które zamawiały BeGlossy przed premierową wysyłką 7. produkt - krem Calluna Mecida, który wart jest aż 139 zł, ALE...jego data ważności to 31/10/2019. W miesiąc kremu raczej nigdy nie zużyłam, nawet w 2 osoby. No ale ja i tak nie mam tego produktu w pudełku. A standardową szóstkę już przedstawiam.

1. Killys - zestaw do blendowania

Cena:19,99 zł/szt.

Jeden z pędzelków służy do nakładania cienia na całą powiekę, drugi natomiast do blendowania. Zgodnie z opisem, pędzle posiadają włosie wzbogacone o puder z zielonej herbaty, która ma właściwości antybakteryjne. Już nie mogę się doczekać pierwszego makijażu żeby się im przyjrzeć.


2. Nivea Purify - peeling ryżowy do twarzy

Produkt pełnowymiarowy
Cena: 19,99 zł/75 ml

Produkt wydaje mi się ciekawy, bo nie miałam jeszcze peelingu ryżowego. Dostępne są 3 wersje - malinowa Glow, borówkowa Smooth i aloesowa Purify. Cieszę się, że trafiłam na oczyszczającą. Nie jestem zachwycona tym, że jest to produkt Nivea zamiast jakiejś marki niszowej, ale cóż...dam szansę peelingowi. Jest to na szczęście nowość :)


3. Gliss Kur - intensywna odżywka do włosów WeeklyTherapy

Produkt pełnowymiarowy
Cena: 14,99 zł/50 ml

Byłam zaskoczona taką formą odżywki, bo nie widziałam jeszcze produktów do włosów w saszetce tego typu. To również nowość na rynku i znowu produkt z drogerii Rossmann. Odżywki zawierają puder roślinny, a dostępne były w pudełku w 3 wariantach. Stosować należy je raz w tygodniu. Pachnie właśnie roślinnymi nutami. Jestem ciekawa czy nie obciąży włosów. Użyję przy najbliższym myciu. 


4. tołpa Spa Detox - mydło borowinowe do odnowy biologicznej

Produkt pełnowymiarowy
Cena: 8,99 zł/100 g

Mydła stosuję tylko do mycia moich pędzli, ale jeśli to okaże się przyjemne zapachowo, być może spróbuję użyć go do kąpieli. Skład zachęca. Produkt zaliczam na plus, bo lubię tołpę :)


Tak wygląda mydełko z bliska.


5. Cosnature - balsam do ciała z lilią wodną

Produkt pełnowymiarowy
Cena: 19,99 zł/250 ml

Lubię niemiecką markę Cosnature i miałam okazję próbować już kilka ich produktów, w ty krem do twarzy. W składzie sporo naturalnych, cennych składników - na drugim miejscu olej z nasion słonecznika, a zaraz za nim masło shea. Zapach piękny, kwiatowy, daje możliwość odprężenia się i relaksu. Ogromny plus pudełka.


6. Golden Rose Metals Matte - metaliczna kredka do ust

Produkt pełnowymiarowy
Cena: 11,90 zł/szt.

Uwielbiam kolorówkę od Golden Rose i bardzo się ucieszyłam, bo już dawno nic od nich nie trafiało do pudełka. Przepiękny kolor! Kredki do ust lubię dużo bardziej  niż klasyczne pomadki. Mega, mega! Alternatywnie mogła się trafić pomadka do ust w płynie Revers o metalicznym błyszczącym wykończeniu, więc ja się ogromnie cieszę z GR. 


Wartość pudełka: około 95 zł + pędzel i gąbeczka
Cena: 49 zł - klik
Moja ocena: 5/6

I to tyle. Tym razem mogę powiedzieć, że aż tyle, bo poza tym, że kosmetyki są ze średniej półki, drogeryjne, są jednak ciekawe, zróżnicowane i bardzo mi się podobają. Największe atuty to zdecydowanie zestaw pędzli, kredka do ust i balsam do ciała. Prezent dla Ambasadorek tylko podbija tę ocenę. Super! 

Podoba się Wam?



Copyright © 2016 Good to try ! , Blogger