Kolacja degustacyjna dla dwojga - idealny prezent na rocznicę

Kolacja degustacyjna dla dwojga - idealny prezent na rocznicę

Niedawno obchodziłam pierwszą rocznicę ślubu i choć w ten konkretny dzień nie organizowałam niczego nadzwyczajnego, krótko po tym mieliśmy możliwość skorzystać z bardzo ciekawej możliwości. Oboje z mężem uwielbiamy jeść, więc na stronie Prezent Marzeń wybrałam kolację degustacyjną dla dwojga w opcji składającej się z 8 dań. Restauracja Quale znajduje się w centrum Łodzi, w bardzo klimatycznym podwórku przy ul. Narutowicza, blisko dworca Łódź Fabryczna. O miejscu wiedziałam tyle, że oferuje kuchnię fusion, bardzo nowoczesną i w ekskluzywnej formie. Możliwość spróbowania wielu dań, połączenia różnych smaków i pobudzenia kubków smakowych wydała mi się bardzo pociągająca. 


Na początku w oczy rzucił mi się niesamowity wystrój. Tak bardzo inny niż powszechnie występujące w Łodzi knajpy w stylu industrialnym, surowym, zdominowane przez beton, palety i inne dziwne wynalazki. Tutaj można od razu poczuć się jak w domu. Przytulność powodują kolory, ciemne drzewo z którego zrobiony jest bar, kolorowe obrazy, obrusy, zasłony i lampki. Całość tworzy komfortowe poczucie bezpieczeństwa i domowej atmosfery. Wnętrze jest inspirowane na latach 20. Bardzo dobrze się tam czułam. Przyjemna dla ucha muzyka dopełniła pozytywnych, jeszcze niekulinarnych wrażeń.

Na sam początek dostaliśmy amuse bouche, co mile nas zaskoczyło. Poza pieczywem własnego wypieku z 4 różnymi masłami, był to łosoś z ricottą i kaparami. 


Pierwszym daniem była tarta, na której bł cudowny sos majonezowy, piklowany kalafior, galaretka cytrynowa, piramidki z buraka i kilka dodatków, których nazw nie byłam w stanie zapamiętać. Podając każde danie, kelnerka opowiadała o jego składzie w bardzo fajny sposób, ale było tego tak dużo, że nie nadążałam. 


Kolejną przystawką był tatar z sarny, w którym był słonecznik, grzyby shimeji, piklowana cebula, zioła, żel z żółtek a do tego chips z pietruszki. Jako mięsożerca byłam w niebie. Mięso z sarny było obłędne.



Trzecią przystawką był stek z tuńczyka (perfekcyjnie wysmażony), na nim znajdowała się niepalona kasza gryczana, salsa z pomarańczy z chilli, imbirem i miętą oraz pak choi. Również smaczne, ale patrząc na całą kolację, najmniej przypadła mi do gustu ze względu na salsę, która była zbyt ostra. 


Serię dań głównych otworzył łosoś, pod którym ukryty był szpinak, a obok cudowne mini szparagi. Do tego pięknie prezentująca się piana z wywaru z homara. Ryba była zrobiona tak perfekcyjnie, że nawet nie wiedziałam, że tak można. Dobór smaków i przypraw sprawił, że na nowo odkryłam moją ulubioną rybę.



Drugie danie główne wywołało u mnie zachwyt już po usłyszeniu prezentacji. Jagnięcina w ziołowej posypce z puree z marchewki i wędzonej śliwki i kasza w sosie, którego składu niestety nie zapamiętałam przez skupienie na samym mięsie.



Ostatnie danie główne...comber z jelenia. Pierożek z sarniną, sos którego składników nie pamiętam, przepyszna kulka (chyba ziemniaczana), kukurydza i demiglace z borówki. Jeleń to jedno z moich ulubionych mięs poza cielęciną, dlatego byłam zachwycona. Ostatnio jadłam tak pysznego w Danii i muszę przyznać, że ten mu dorównał. 


Przed deserami dostaliśmy jeszcze na oczyszczenie kubków smakowych sorbet z ogórka z miętą i lubczykiem. Był niesamowity!

Desery to zawsze moja ulubiona część posiłku. Nie ma innej opcji! 

Pierwszym był krem orzechowo-kasztanowy, ciasteczka migdałowe, lody z palonej truskawki i kwiaty jadalne. Krem podbił moje serce najbardziej, ale mąż zachwycał się sorbetem.


Ostatnie smaki kolacji były równie ciekawe co pozostałe. Był to niby zwykły creme brulee, ale hibiskusowy, dzięki czemu było to wyjątkowe doznanie. Zdjęcia kremu nie robiłam, bo był umieszczony po prostu w miseczce pod warstwą karmelizowanego cukru.

Kolacja występuje w dwóch wersjach - 6 i 8 dań. Do tego można dokupić również wino. Szczerze mówiąc 8 dań to było dla mnie za dużo i wyszłam zbyt najedzona, więc 6 w zupełności wystarczy. Kolacja w wersji bogatszej kosztuje 548 zł, a voucher otrzymujemy w bardzo ładnej kasetce, dzięki czemu prezent wygląda bardzo ładnie. Dodatkowo załączona jest też torebka prezentowa. Jestem bardzo zadowolona z tego jak spędziłam piątkowy wieczór i chciałabym częściej spędzać tak przyjemnie 2,5 godziny. Polecam, bo doznania były wyjątkowe.

Kolację można kupić tutaj:

https://prezentmarzen.com/kolacja-dla-dwojga-restauracja-quale/

Korzystaliście kiedyś ze strony Prezent Marzeń lub innego miejsca, w którym można kupić vouchery prezentowe na różne wydarzenia? Jestem ciekawa czy podoba Wam się taka kolacja jako prezent dla drugiej połówki.

Nacomi - mus do ciała kokos&banan

Nacomi - mus do ciała kokos&banan

W poprzednim wpisie opowiedziałam Wam o przecudownym scrubie kokosowym, a dziś pora na drugie spośród trzech cudeniek, które mam od Nacomi. Tym razem do kokosa dołącza jego idealny partner, który świetnie się komponuje zapachowo - banan. Jak sprawdza się mus? Czy jest delikatny, czy tłusty, jak nawilża? Zapraszam.


Klasycznie w przypadku Nacomi, mus jest zamknięty pod pokrywką plastikowego słoiczka. Tym razem pojemność mamy 180 ml. Musik jest żółty, wygląda z pozoru na puszysty i lekki. W pierwszym kontakcie taki jest, trochę powietrza w sobie ma. Kiedy jednak zaczniemy go wsmarowywać, robi się z niego na skórze tłuste masło. Nic dziwnego skoro na pierwszym miejscu składu mamy masło shea, a potem oleje. Jest to tłuścioszek, ale niezwykle przyjemny.



Zapach uwalniający się ze słoiczka jest niebiańsko piękny. Koi zmysły i będzie rajem dla osób kochających jadalne aromaty w kosmetykach. Po wsmarowaniu w skórę możecie się spodziewać tłustego filmu przez długi czas, więc nie polecam rano, raczej wieczorem. No chyba że do sukienki :) Wtedy nogi będą się ładnie błyszczeć. Uwielbiam mus nie tylko za zapach, ale też solidne nawilżenie. Teraz, kiedy mam skórę wystawioną na słońce i podatną na przesuszenie, takie mocne nawilżenie masłami jest dla mnie ważne i Nacomi tę potrzebę zaspokaja.


Cena: 27 zł/180 ml
Dostępny w sklepie Nacomi -> klik.
Moja ocena: 6/6


Zawsze jak wącham mus, robię się głodna. Samo pisanie o nim już wywołało tę automatyczną reakcję, więc czas na kolację :) Jeśli kochacie słodkie zapachy i potrzebujecie mocnego tłuscioszka do nawilżenia, mogę gorąco polecić mus od Nacomi. Wszystkie zapachy są tak piękne.


Nacomi - scrub do ciała ciasto kokosowe

Nacomi - scrub do ciała ciasto kokosowe

Egzotyczne lato trwa. Za oknem mamy istne tropiki. Do takiej temperatury i aury pasują tylko lody, owocowe sorbety, granity, smoothie i owocowe kosmetyki. Reszta może nie istnieć. No może jeszcze zwykła woda z cytryną lub limonką :). Akurat tego lata mam ogromną przyjemność testować kilka cudownych kosmetyków jednej z moich ulubionych marek naturalnych - Nacomi. Zapachy jakie funduje nam Nacomi są nie do pobicia. Miałam już kilka produktów i nie da się oprzeć przed poznaniem kolejnych. Dziś przedstawiam wam absolutny hit. Słodycz nad słodyczami. Must have jeśli kochacie kokos.


Cuda do testowania przyjechały do mnie zapakowane w piękny, różowy karton. Słodkości skrywały się pod żółtą bibułką, którą aż miło było otwierać.


A w środku te 3 okrągłe, plastikowe słoiczki ze ślicznymi etykietami. Ich szata graficzna zawsze mnie urzeka. Wybrałam sobie scrub do ciała kokosowe ciasto, masło do ciała wanilia&creme brulee oraz mus do ciała kokos&banan. Uwielbiam te połączenia i wiedziałam, że w wydaniu Nacomi będą hitem. Ich kosmetyki cenię za to, że nie mają chemii i są ekologiczne. Naprawdę mamy w nich oleje, masła i naturalne zdzieraki w przypadku scrubów.


Każdy produkt opiszę osobno, bo warto im poświęcić sporo uwagi. Zacznę od kokosowego peelingu, który uzależnia. Czym? Wystarczy odkręcić słoiczek i można przepaść. Zawsze leżę w wannie trzymając opakowanie w dłoni i wciskając do niego nos. Jeśli wcześniej wydawało mi się, że jakieś kosmetyki pachniały kokosowo, byłam w błędzie. To o mamy tutaj zamknięte w słoiczku to po prostu krem Rafaello w najlepszym wydaniu. 



W środku widzimy wiórki kokosowe, które są zdzierakiem doskonałym oraz mieszankę olejków. Scrub jest wyprodukowany z nierafinowanego olejku kokosowego i jest w pełni naturalny. Świetnie masuje i pozbywa się martwego naskórka. Dostarcza podczas kąpieli cudnych, słodkich doznań zapachowych. Po spłukaniu, skóra jest miękka i ma śliską powłoczkę. Jest niesamowicie wygładzona. Jedynym minusem jaki mogę wymienić jest konieczność wymycia wanny, bo na dnie pozostaje tłusty film, który może spowodować poślizgnięcie. Poza tym, jest to coś idealnego.


Peeling można kupić w sklepie internetowym Nacomi -> klikamy.

Cena: 28 zł/200 g
Moja ocena: 6/6


I jak? Zachęca? :) Ten aromat Rafaello jest nie do pobicia! <3 Nie wiem jak producent to robi, ale jest idealny. Jeśli ktoś nie zna jeszcze Nacomi, czas to zmienić.



Love Beauty and Planet - szampon drogeryjny czy coś więcej?

Love Beauty and Planet - szampon drogeryjny czy coś więcej?

Nadeszła pora na przedstawienie szamponu Love Beauty & Planet, który ukryty był w majowym BeGlossy Pretty Natural You, czyli w bawełnianym woreczku - jego zawartość możecie sobie przypomnieć tutaj. Na początku bardzo mnie zachęcił zapachem i opakowaniem, a potem po wczytaniu się w skład, zobaczyłam, że do naturalnego szamponu jest mu dość daleko. Jak działa na włosy produkt, który jest ostatnio bardzo mocno widoczny w Rossmannach?


W sklepach dostępne jest kilka wersji szamponów:

1. Happy&Hydrated - do włosów suchych, shea butter&sandalwood oil
2. Hope&Repair - do włosów zniszczonych - cocunut oil&ylang ylang
3. Delightful detox - do włosów normalnych i przetłuszczających się, rosemary&vetiver
4. Blooming Colour - do włosów farbowanych, muru muru butter&rose
5. Volume&Bounty - do włosów cienkich, pozbawionych objętości, coconut water&mimosa flower

Moja wersja jest do włosów cienkich i to ją testowałam ostatni miesiąc. Pachnie rzeczywiście fajnie, konsystencja jest odpowiednia i szampon bardzo dobrze się rozprowadza na mokrych włosach. Mocno się pieni. Po spłukaniu nie są one suche i tępe, można je już rozczesać, nawet bez użycia odżywki. Są błyszczące i oczyszczone. 


Poza dwoma składnikami nie mamy nic naturalnego, nic, co wyróżniałoby szampon. Nie jest on na pewno w pełni naturalny. Butelka jest ładna, ma ciekawy kształt i grafikę. Sposób otwierania również jest wygodny - mamy tu otwór typu klik.


Cena: 34 zł/400 ml
Moja ocena: 4/6


Ogólnie rzecz biorąc szampon jest dobry. Inne słowo nie będzie lepsze, bo jest on po prostu przeciętny, poprawny. Dziwne jest tylko to, że jest dość drogi, a wcale nie jest wart tej ceny. Można kupić spokojnie coś za 10-15 zł w drogerii i będzie taki sam efekt.

Owocowe Odkrycia BeGlossy czerwiec 2019

Owocowe Odkrycia BeGlossy czerwiec 2019

Wraz z upałami rośnie apetyt na owoce, szczególnie te egzotyczne, słodkie. Czerwcowa edycja BeGlossy zatytułowana "Owocowe Odkrycia" ma nam pozwolić odkryć kosmetyki owocowe, a więc pachnące owocowo i zawierające też owocowe ekstrakty. Tematyka bardzo mi się spodobała i spodziewałam się produktów naturalnych, opartych na olejkach i ekstraktach. A co znalazłam w środku?


W pudełku dla każdej Klientki znalazło się 6 produktów pełnowymiarowych (w tym 1 saszetkowy) i prezent miniaturowy. Klientki VIP otrzymały dodatkowy kosmetyk pełnowymiarowy. Jeśli chodzi o ilość, jest standardowo. Przejdźmy do dokładnego przedstawienia.


1. Fa - dezodorant w kulce Amazonia Spirit

Produkt pełnowymiarowy
Cena: 8,99 zł

Od razu mówię, jak zwykle zresztą, że nie lubię dostawać dezodorantów. Jest to co prawda jakaś nowość, reklamowana przez Fa egzotycznym zapachem, ale po prostu nie. W dodatku większość Klientek wypowiada się negatywnie o pastach do zębów i dezodorantach, a one wciąż i wciąż do pudełek wpadają. Nie rozumiem tego. Na pewno będę używała, dam szansę i sprawdzę jak z jego wytrzymałością i skutecznością, ale nie jest to coś, co chcę widzieć w boxach.


2. Nivea - pielęgnująca pomadka do ust Mango Shine

Produkt pełnowymiarowy
Cena: 9 zł/ szt.

Pomadki do ust to dobry pomysł na produkt w pudełku. Pielęgnują, dbają o skórę o każdej porze roku. Fajnie, kiedy w składzie są masła, olejki i jeśli działanie jest też chroniące przed słońcem. Zdarzało mi się tak spalić, że nawet moje usta ucierpiały, więc wiem jak jest to ważne. Z samej pomadki jestem zadowolona, ale znowu...jest tyle rzadko spotykanych marek, które je produkują. Po Nivea pojdę sobie każdego dnia do sklepu, więc nie tego oczekiwałam. 


3. tołpa - złuszczające kwasy w chusteczce do ciała

Produkt pełnowymiarowy - 2 saszetki
Cena: 4 zł/szt.

Lubię markę tołpa i cieszyło mnie kiedy trafił do pudełka tonik lub jakiś miniaturowy płyn micelarny. Te produkty naprawdę dobrze działają na moją cerę. Niestety co za często to nie fajnie. Już mi się przejadła tołpa, choć przyznam, że nigdy nie używałam chusteczek złuszczających, więc produkt wygrywa tym, że mnie zaciekawił.


4. L'Biotica - vegan mask - maseczka w płachcie

Produkt pełnowymiarowy
Cena: 16,80 zł/szt.

Do obecności maseczek dało się już przyzwyczaić, bo często się pojawiają w pudełkach. Ta ma bardzo ładne opakowanie, ale miałam już okazję próbować inną wersję, bo dopiero co znalazła się w Cudnym Boxie. Gdyby nie to, uznaję ten produkt na plus.


5. Le Petit Marseillais - żel pod prysznic biała brzoskwinia i nektarynka

Produkt pełnowymiarowy
Cena: 8,99 zł

Lubię żele pod prysznic w pudełkach, bo są to produkty szybko zużywalne i zawsze dobrze jest wypróbować inny zapach i inną wersję, Brzoskwinia i nektarynka fajnie nawiązują do motywu przewodniego BeGlossy. Firmę Le Petit możemy jednak również, tak jak wszystko pozostałe, z łatwością dostać w każdym sklepie kosmetycznym. Za wersję zapachową jednak plusik.


6. Skin 79 - Animal BB Cream 

Produkt miniaturowy

Widok saszetek Skin79 ucieszył mnie bardzo. Choć są jednorazówki, chętnie zobaczę jaki jest krem BB tej marki. Ich opakowania zawsze cieszą oko. Szkoda, że nie wrzucono czegoś pełnowymiarowego zamiast Fa i Nivea...


7. AA Wings of Color - kremowy rozświetlacz Summer Festival

Produkt pełnowymiarowy
Cena: 24 zł/10 ml

Z AA Wings of Color można już było sobie zrobić dzięki BeGlossy całą kolekcję. W maju był Fixer, w marcu puder, a w lutym błyszczyk. Naprawdę lubię odkrywać kolejne produkty z danej serii, ale czy jest sens wpychać co pudełko kolejny produkt AA Wings of Color? To już za dużo...Zmieńmy marki, wprowadźmy coś innego, ciekawego. Może coś hand made, może jakaś mniejsza manufaktura albo polska marka, która dopiero startuje na rynku. Może z kolei coś niemieckiego, duńskiego, francuskiego? Wszyscy doskonale znamy najpopularniejsze koncerny, które produkują na całym świecie. Poznajmy coś nowego...


 8. Bielenda Professional Supremelab 

Produkt pełnowymiarowy
Cena: 54 zł/15 ml

I jak zdarta płyta powtórzę - nie chcę już kolejnego produktu z Hebe czy Rossmanna. Znam Bielendę, wiem, na co stać tę markę i mogę z łatwością dotrzeć do produktu. Serum wydaje się ciekawe i lubię takie energetyzujące kosmetyki latem. Niewykluczone, że nawet sama bym je kupiła w sklepie, jednak właśnie - z BeGlossy chciałabym odkrywać nowości, ale niekoniecznie te z marketu.


Jak można podsumować pudełko? Uwielbiam comiesięczne odpakowywanie BeGlossy i sprawia mi to zawsze wiele radości. Sam fakt niespodzianki jest emocjonujący. Nie da się uniknąć tego, że część kosmetyków trafi w potrzeby i upodobania, a część będzie jednak nietrafiona. Nie rozumiem jednak tego, że obecnie wszystko sprowadza się do koszyka prosto z Rossmanna, bo kiedyś do pudelka trafiały lepsze marki z wyższej półki. Obecnie, wszystkie pochodzą prosto z półki drogeryjnej, są łatwo dostępne, nie dają możliwości poznania czegoś nowego. Co prawda same kosmetyki są raczej nowe na rynku, ale nie zmienia to faktu, że wiele osób odchodzi już od kupowania Nivea, Fa itp. Spodziewałam się czegoś lepszego. Poza tym, produkty są pielęgnacyjne, różnorodne - mamy coś do ust, żel, dezodorant, rozświetlacz. Dobrane zostały fajnie, gdyby nie te słabe marki. Nie lubię dezodorantów w pudełkach, ale może Fa w kulce czymś mnie zaskoczy. Jest to dla mnie pudełko, które zużyję, ale nie z wielką przyjemnością i ciekawością. Chciałabym, aby produkty były bardziej wyszukane, pochodzące od małych, mniej znanych producentów.

Moja ocena: 2/6

Jeśli Wam zawartość przypadła do gustu, swoje pudełko Owocowe Odkrycia możecie kupić tutaj.


Orientana - olejek do ciała imbir i trawa cytrynowa

Orientana - olejek do ciała imbir i trawa cytrynowa

Lada dzień oficjalnie rozpoczynamy wakacje! Lato w pełni, żar w powietrzu, chociaż ostatnio pogoda trochę się popsuła i w Łodzi towarzyszą nam intensywne burze. W takie ponure dni, kiedy lepiej nie wychylać się z domu, poza przygotowywaniem wpisów na bloga, ostatnio wkręciliśmy się z mężem w układanie puzzli. Dla mnie zawsze jest to czas kiedy mogę się skupić na jednym, pozostawić wszystkie inne myśli daleko i po prostu się wyłączyć. Naprawdę jestem w stanie przy skomplikowanych puzzlach dobrze się odstresować. Wszystkim polecam taką formę rozrywki i poza planszówkami w towarzystwie znajomych, puzzle są mega fajną sprawą. Niedawno skończyliśmy układać 3000 elementów, które były bardzo challengujące, bo wybraliśmy krajobraz Kapadocja. Ze względu na to, że jeszcze dokupuję do nowego mieszkania plakaty/obrazki, pomyślałam też, że dobrym pomysłem byłyby puzzle z własnym nadrukiem. Na pewno będę myślała nad zdjęciem, które można wybrać do powieszenia na ścianie. Tyle o rozrywce, a teraz przejdźmy do dzisiejszego tematu głównego, a więc olejku. Dostałam go w rewelacyjnym pudełku majowym ShinyBox Step into the beauty - klik. Używam go ostatnio namiętnie, więc chciałabym Wam powiedzieć jak się sprawuje.


Skład jak widać jest naturalny, w zasadzie mamy tu same olejki. Butelka jest bardzo wygodna, ma nakrętkę i małą dziurkę, z której olejek nie wylewa się samoistnie. Trzeba nacisnąć na butelkę, aby go wydobyć. Całe szczęście, bo czasami wypada mi ona z tłustych rąk na podłogę, więc gdyby olejek wypływał, miałabym co sprzątać. Olejek pachnie bardzo ładnie i interesująco. Z nazwy wynika, że powinien to być imbir i trawa cytrynowa i w sumie najbardziej czuję tu coś podobnego do imbiru. Trochę orientalnie, ale bardzo ładnie. 


Zadaniem olejku jest przede wszystkim ujędrnienie, nawilżenie oraz w połączeniu z masażem - redukcja tkanki tłuszczowej pod skórą. Po wsmarowaniu skóra jest, co oczywiste, tłusta, lepka i błyszcząca. Trzeba trochę odczekać i dać mu się wchłonąć, ale z racji, że jest to olejek, jego ślady pozostają po całej nocy. Można się nim wysmarować pod ubranie do spania lub do sukienki, kiedy mamy odsłonięte nogi. Skóra wygląda wtedy estetycznie. Po 3 tygodniach stosowania da się odczuć poprawę nawilżenia i elastyczności, więc mogę śmiało powiedzieć, że jest skuteczny. Bardzo go polubiłam za ten zapach, ale też warto dodać słowo o jego wydajności. Jest ogromna. Wystarczy kilka kropel, aby posmarować się od stóp do głów. Spokojnie będę go używała co najmniej 3-4 miesiące.


Moja ocena: 6/6
Cena: 43 zł/210 ml

Znacie produkty Orientana?



Institute Esthederm- gentle deep pore cleanser- krem głęboko oczyszczający

Institute Esthederm- gentle deep pore cleanser- krem głęboko oczyszczający


Kremik umieszczono w tubce o pojemności 75 ml, zakręcanej klasycznie, bez zatrzasku. Nie ma obaw o połamanie paznokci :) Opakowania IE, choć może nie wyglądają, są bardzo solidne. Widać, że wykonane z lepszych materiałów. Prezentują się elegancko. Tubki były jeszcze zapakowane w kartonik, a kartonik w folię, co akurat uważam za niepotrzebną stratę materiału i drzew. Wolę minimalizm zamiast niepotrzebnego marnotrawstwa. Zapach serii Osmoclean jest niezwykle delikatny, prawie niewyczuwalny. Powiedziałabym, że jest pudrowy i naturalny.


O kremie:

Krem głęboko oczyszczający pory. Nawilża skórę, poprawia jej odżywienie. Aktywuje komórki skóry do odnowy i regeneracji. Usuwa zanieczyszczenia zlokalizowane w ujściach gruczołów łojowych, likwiduje zaskórniki i zapobiega ich powstawaniu. Poprawia koloryt skóry, nadaje naturalny, zdrowy blask. 


Skład:

AQUA/WATER/EAU*, PROPYLENE GLYCOL STEARATE SE, DISODIUM LAURETH SULFOSUCCINATE, BUTYLENE GLYCOL, CETYL ALCOHOL, LAURETH-3, FRUCTOOLIGOSACCHARIDES, PEUMUS BOLDUS LEAF EXTRACT, CARNOSINE, ALGAE EXTRACT, DISODIUM ADENOSINE TRIPHOSPHATE, LAURETH-2, SODIUM LAUROYL OAT AMINO ACIDS, GLYCERYL OLEATE, POTASSIUM SORBATE, PROPYLENE GLYCOL, LAURYL GLUCOSIDE, XANTHAN GUM, SODIUM HYDROXIDE, DISODIUM EDTA, CHLORPHENESIN, PHENOXYETHANOL, FRAGRANCE (PARFUM).

Karnozyna - pobudza procesy regeneracyjne, zwiększa aktywność komórek, chroni DNA.
Algi   - nawilżają, działają łagodząco, kojąco, stymulują procesy regeneracyjne.
ATP - pobudza aktywność komórek, stymuluje syntezę kolagenu  i elastyny, działa odmładzająco.
Boldo - działa oczyszczająco, antybakteryjnie.

Jak stosujemy?


Nałożyć na skórę za pomocą opuszków palców, masować do zgęstnienia. Dokładnie zmyć wodą. W przypadku cery tłustej, mocno zanieczyszczonej stosować 2 razy w tygodniu, przy cerze normalnej raz w tygodniu, natomiast w przypadku cery wrażliwej 2 razy w miesiącu.



Zgodnie z zaleceniem, przy mojej tłustawej cerze stosowałam dwa razy w tygodniu, aby skutecznie pozbyć się zanieczyszczeń. Na początku musiałam się przyzwyczaić do tej dziwnej, gęstej konsystencji, ale szybko się z nim polubiłam. Po zastosowaniu odczuwałam duży komfort i przyjemną w dotyku skórę. Pod palcami miałam po prostu dobrze oczyszczoną i zadbaną skórę, o którą nie musiałam się martwić. Dzięki temu produktowi pozostawała ona też dłużej matowa i w ciągu dnia, pod podkładem, nie zaczynałam się świecić już o godzinie 10:00. Bardzo dobrze wspominam jego działanie i z chęcią bym do niego wróciła. Marka i działanie są zdecydowanymi atutami kremu oczyszczającego Institute Esthederm, jednak jego wysoka cena powala. Ponad 100 zł za niewielką tubkę. Na pewno trzeba się zastanowić na co chcecie postawić i w co zainwestować. Jeśli Waszym problemem jest błyszcząca się i tłusta cera to, moim zdaniem, warto. Krem wspomaga też walkę z zaskórnikami, co u mnie było również widać. 


Cena: 110-120 zł/75 ml

No i co myślicie? W jakie kosmetyki jesteście w stanie zainwestować większe fundusze, a na jakich raczej można Waszym zdaniem oszczędzić?

Copyright © 2016 Good to try ! , Blogger