Mascara vol. 2

Mascara vol. 2


Jakiś czas temu opisałam już kilka tuszów (Rimmel, Astor, L'oreal, Max Factor, Maybelline) a dziś pora na kolejne dwa. Całe szczęście z obu jestem bardzo zadowolona. Mowa o Maybelline New York Illegal Length i Lovely Curling Pump Up Mascara.



Maybelline Illegal Length nie należy znowu do najtańszych mascar na rynku, bo kosztuje 31-36 zł. Możemy za to wyposażyć się w nią podczas promocji kiedy kosztuje przykładowo 26 zł. Mnie udało się trafić na promocję akurat wtedy, kiedy chciałam ją zakupić. Pierwszy kontakt z Illegal Length niezbyt mnie przekonał, ale szybko uległo to zmianie. Podstawowa zaleta to naturalne, rozczesane i nieposklejane rzęsy i wyraźne wydłużenie. Od dawna szukam tuszu, który wydłuży moje rzęsy i pokładałam wielkie nadzieje widząc nazwę "Illegal Length". Może taka illegal ta długość wcale nie jest, ale na pewno satysfakcjonująca.


Wyczytałam, że mascara zawiera specjalne mikro włókna i szczoteczkę Fiber Fix, co nie za wiele mówi, ale najważniejszy jest efekt. Szczoteczka nie należy do moich ulubionych, bo nie jest plastikowa, ale w tym przypadku wcale mi to nie przeszkadza. Tusz zasycha błyskawicznie i nie odbija się po nałożeniu na rzęsy. Nie kruszy się i nie pozostawia żadnych grudek. Muszę przyznać, że daje naprawdę naturalny efekt. Ponadto bardzo dobrze się zmywa i nie zostawia żadnych smug pod oczami. 


Nie mogę niestety zapomnieć o jedynym minusie tego tuszu. Od czasu zdarza się, że włoski ze szczoteczki podczas malowania wpadają pod powiekę. Kiedy do tego dochodzi, przez cały dzień odczuwam nieprzyjemne kłucie i irytuje mnie fakt, że nie mogę się tego pozbyć. Zdarzyło mi się to dwa razy i cały dzień przechodziłam grzebiąc palcami pod powieką. Nieprzyjemne, ale prawdziwe. Mam nadzieję, że więcej mi się to nie przytrafi, ale spotkałam się z opiniami innych użytkowniczek, które również tego doświadczyły. Może nie jest to optymistyczne zakończenie, ale myślę, że mimo wszystko warto mieć tę mascarę ze względu na efekt jaki pozostawia. 

Przeznaczenie: wydłużanie
Pojemność: 7ml
Cena: 31-16 zł
W promocji: 26 zł

Ocena: 9/10 

Kolej na hit, dosłownie. Nie przypuszczałam, że tak tani produkt może być tak genialny. Ostatnio 8 zł wydałam na tusz w gimnazjum i od tej pory nie schodziłam poniżej 26 zł. Chyba pora to zmienić. Jeśli tak wygląda chociaż połowa tuszów z niższej półki to ja już żałuję pieniędzy, które straciłam na wynalazki kosztujące 40-50 zł. Lovely Curling Pump Up Mascara.
Ten tusz jest naprawdę Lovely :)


Tak samo jak byłam i wciąż jestem zachwycona L'oreal Telescopic (55zł) tak samo zachwycona jestem tym żółtym wynalazkiem. L'oreal dawał efekt znacznie lepszy, ale na pewno nie aż tak oszałamiający żeby kosztować 6 razy więcej. Pump up bardzo ładnie unosi rzęsy, wydłuża i nieco pogrubia. Naprawdę jest godny uwagi i sądzę, że to jeden z must have w każdej kosmetyczce. Nie skleja, nie zostawia grudek i dobrze się zmywa. Nie dostrzegłam jak na razie żadnych minusów. Gdyby nieco mocniej wydłużał, dla mnie byłby to strzał w dziesiątkę. 


Ciekawie wyprofilowana szczoteczka umożliwia wygodne malowanie bez odbić na powiekach. Nie kruszy się i dobrze zmywa. Myślę, że lada moment będę testowała kolejne mascary od Lovely, bo ta zrobiła na mnie mega pozytywne wrażenie. Zachęcam do wypróbowania.

Przeznaczenie: podkręcanie, pogrubianie
Pojemność: 8 ml
Cena: 8,90

Ocena: jak na swoją cenę 10/10


Psychologia pozytywna

Psychologia pozytywna

Jesteśmy silniejsi i bardziej odporni na tragiczne zrządzenia losu niż nam się to może wydawać.
 
Dane podstawowe

Guru psychologii pozytywnej jest Martin Seligman. Narodziła się pod koniec XX w, w Stanach Zjednoczonych jako reakcja na dominującą psychologię negatywną, która powstała paradoksalnie po postępie gospodarczym. Początki są tragiczne. Szerzy się epidemia depresji w młodych pokoleniach, rośnie liczba rozwodów, psują się obyczaje, rośnie liczba samobójstw, spadają wskaźniki osiągnięć szkolnych. Ludzie zauważają brak instrukcji jak żyć, aby zachować zdrowie i życiowe spełnienie.  Niezmiernie interesujący jest fakt, że w ciągu ostatnich 20lat w literaturze psychologicznej pojawiło się 46 000 artykułów dotyczących depresji, a artykułów o radości było zaledwie 400. 


Psychologia pozytywna jest nauką o mocnych stronach człowieka i o osobistym spełnieniu. W zagadnieniach psychologii pozytywnej znajdziemy pojęcie dobrostanu psychicznego, czyli naszej oceny emocjonalnej życia. Na te ocenę składa się nasza reakcja na zachowania oraz nasze sądy dotyczące zachowania i spełnienia. Jest jeszcze jeden bardzo ważny składnik psychologii pozytywnej. Są nim pozytywne doświadczenia, ponieważ nadają one naszemu życiu wartość.
 
3 grupy dotyczące szczęścia
 
Pierwsza grupa mówi o zaspokajaniu potrzeb i osiąganiu celów. Czyli poczucie szczęścia jesteśmy w stanie osiągnąć w sytuacji kiedy uda nam się dojść do jakiegoś idealnego stanu czy też osiągnąć określony, ważny cel. Uważa się, że ludzie którzy posiadają jakiś ważny życiowy cel są bardziej energiczni, czują, że ich życie ma sens. Druga grupa to teoria procesu lub działania. Grupa ta zakłada, że poczucie szczęścia zmienia się wraz z warunkami w jakich żyjemy. Inaczej mówiąc, jeśli jesteśmy zaangażowani w realizowanie naszych celów to doświadczamy poczucia szczęścia. Trzecia grupa natomiast mówi, że szczęście zależy od predyspozycji genetycznych i osobowościowych. Zwolennicy tego myślenia uważają, że do pewnego stopnia ludzie są predysponowani do bycia szczęśliwymi lub nieszczęśliwymi. Różnice w byciu szczęśliwym wynikają także z naszego sposobu myślenia o świecie. Na nasze poczucie szczęścia ma wpływ nie tylko to, kim jesteśmy, ale  także to, w jaki sposób myślimy o swoim życiu.
 
Cebulowa teoria szczęścia

Teoria ta wyróżnia na wzór cebuli trzy warstwy czyli trzy poziomy dobrostanu psychicznego. Poziom najgłębszy to nasze zdeterminowanie genetyczne. To nasza wola życia. Poziom pośredni naszej cebuli szczęścia to bilans emocjonalny oraz ogólne życiowe satysfakcje, sens życia. Najbardziej zewnętrzną, trzecią część cebulki tworzą bieżące doświadczenia oraz satysfakcje cząstkowe czyli te które odnoszą się do konkretnych aspektów życia np. pracy, rodziny, wypoczynku, sfery finansów.

Czynniki szczęścia

Do wytłumaczenia przyczyn szczęścia niezbędne będą nam jego czynniki. W książce „Psychologia pozytywna” Janusza Czaplińskiego wyróżnione zostały takie czynniki: wiek, wykształcenie, klasa społeczna, dochód, relacje społeczne, oparcie społeczne, mniejszości etniczne, bezrobocie, czas wolny, sport- aktywność ruchowa, religia czy kompetencje i cechy osobiste.  Stwierdzono, że niezwykle silnym czynnikiem szczęścia jest małżeństwo. Osoby pozostające w związku małżeńskim mają lepsze zdrowie fizyczne i psychiczne niż osoby żyjące samotnie. Jesteśmy istotami społecznymi i odczuwamy silne potrzeby przynależności. Chcemy mieć silne więzi z bliskimi nam osobami. 



Zmienianie wrodzonego potencjału szczęścia

Nie jesteśmy aktorami w teatrze, nie mamy narzuconego odgórnie potencjału szczęścia. Każdy z nas ma możliwość nauczenia się jak przekraczać swój wyjściowy potencjał poprzez nabywanie nowych nawyków, prostych reguł. To jest nasze życie i każdy z nas decyduje jak ma się toczyć. Oczywiście możemy pozwolić mu iść swoją drogą, ale ta droga jest tym wyjściowym potencjałem szczęścia. Samemu możemy wybierać kierunki, którymi chcemy iść i tym samym możemy zadbać o wzrost naszego szczęścia.
 
Osobowość człowieka szczęśliwego

Osoby szczęśliwe nie wyróżniają się żadnymi szczególnymi warunkami życia, wiekiem, płcią czy wykształceniem. Nie są zdrowsi, nie zależy to od ich losu. To co wyróżnia człowieka szczęśliwego to trwałe cechy osobowości czyli skłonność do przeżywania życia w sposób pozytywny, a nie negatywny. Na przeżywanie pozytywne naszego życia składa się bardzo ważny czynnik- samoocena. Młodzi ludzie, którzy są podatni na krytykę innych są bardziej podatni na bycie nieszczęśliwym. Związki między wieloma cechami osobowości i temperamentu a szczęściem są bardzo silne. Silniejsze są niż związki między dobrostanem psychicznym a warunkami życia. Część cech osobowości stanowi prawie definicyjne składniki postawy wobec życia.

Na zakończenie

Życie człowieka szczęśliwego jest różne od życia nieszczęśliwego. Szczęście to dla nas los, który  wygraliśmy na loterii, który daje nam szansę na wygraną. Tą wygraną dla każdego z nas jest co innego. Dla jednych będzie to zdrowie, dla innych dobre relacje z bliskimi a dla jeszcze innych kariera zawodowa, pieniądze czy cokolwiek innego o czym marzymy. Szczęście jak twierdził Budda jest drogą do celu, naszego powodzenia a nie celem samym w sobie.


Tisane. Balsam do ust

Tisane. Balsam do ust

Wraz z końcem zimy chciałabym przedstawić Wam produkt, bez którego byłoby mi bardzo ciężko przetrwać mrozy. Wszyscy dobrze wiemy, że w okresie zimy należy dbać o pielęgnacje swojego ciała ze zdwojoną mocą, w przeciwnym razie skutki będą bardzo nieprzyjemne. Szczególną troską obdarzyć musimy swoje usta. Niezbędny do tego będzie odpowiedni balsam. 

Wybrałam jeden produkt, który bez wątpienia okazał się strzałem w dziesiątkę- balsam do ust Tisane. 


W informacji od producenta czytamy, że balsam ma: wygładzić, nawilżyć, odżywić i zregenerować szorstkie i spierzchnięte usta. Dodatkowo chronić ma przed niekorzystnym działaniem mrozu, wiatru, słońca i deszczu. Po 6 miesiącach stosowania go kilka razy dziennie mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że spełnia on wszystkie powyższe zalecenia!! Jak dla mnie jest to najlepszy produkt do ust jaki kiedykolwiek miałam. Usta są po nim gładkie, miękkie, nawilżone. O popękanych ustach całkowicie już zapomniałam ;).

Balsam ma lekko ziołowo-miodowy zapach, który mi zupełnie nie przeszkadza. Po nałożeniu na usta utrzymuje się na nich przez długi czas. 


Jedynym jego minusem może być sposób aplikacji. Nie jest on w wygodnej tubce, z której możemy aplikować bezpośrednio na usta, lecz w słoiczku, a do aplikacji musimy użyć palców. Może budzić to dużą niechęć, szczególnie jeśli używamy go kilka razy dziennie na dworze, uczelni czy w autobusie. Jak dla mnie nie stanowi to większego problemu. Wiem, że można kupić balsam Tisane w sztyfcie, jednak słyszałam, że jego właściwości nie są tak dobre i skuteczne jak tego w słoiczku. 

Dodatkowym plusem Tisane jest jego niewygórowana cena około 10 zł. Możesz go znaleźć w większości aptek. Jeśli trafisz go w swojej, nie wahaj się i kup go, jest tego wart!!

Moja ocena: 10/10
Wiosenna regeneracja. Eksfoliacja.

Wiosenna regeneracja. Eksfoliacja.

W końcu po przebudzeniu za oknem można ujrzeć słońce. Skoro wiosna nareszcie nadchodzi, warto byłoby zadbać o odpowiednie nawilżenie i regenerację cery. Przez kilka miesięcy nasza twarz miała kontakt z mrozem i wiatrem, a jako jedyna część ciała nie może być chroniona czapką, kurtką czy szalikiem (kominiarka?). Od teraz skóra twarzy będzie wystawiana na słońce, zacznie nabierać koloru. Zadbajmy o to, aby była też dobrze nawilżona. Do wyboru mamy naprawdę mnóstwo kremów. W tej chwili do nawilżania stosuję 2 kremy - Nivea Aqua Effect regenerujący krem na noc oraz Bandi- ochronny krem z probiotykami SPF 25.

Jeśli nie chcecie lub nie możecie przeznaczyć dużo pieniędzy, polecam niedrogi krem regenerujący- Nivea Aqua Effect.



Pomimo, że nie przepadam za większością kremów od Nivea, ten jest naprawdę godny uwagi. Kiedy pośród nawilżających i regenerujących kremów na półkach poszukiwałam czegoś dla siebie, moją uwagę zwróciła cena tego kremu. 9,99 zł to niezbyt wygórowana kwota, więc pomyślałam, że dam Nivei jeszcze jedną szansę (po tym jak okropnie zażenowana byłam BB kremem). 




Stosuję go zgodnie z nazwą, na noc, ponieważ skóra po wsmarowaniu go pozostaje lekko tłustawa. Krem bardzo ładnie się wchłania i skóra faktycznie jest dobrze nawilżona, ale jak już wspomniałam również trochę tłusta. Dlatego też na dzień lepiej stosować kremy, które pozostawiają ją matową. Rano skóra jest świeża i możemy podarować jej kąpiel z użyciem jakiegoś dobrego żelu i nałożyć krem na dzień. Może to być przykładowo Nivea Aqua Effect matujący krem nawilżający na dzień lub odżywczy krem nawilżający na dzień. Myślę, że oba byłyby dobrym uzupełnieniem mojego kremu. Jak to bywa z Niveą, uwielbiam zapachy żelów do twarzy i peelingów, ale kremy nie przekonują mnie w żadnym wypadku. Nivea Aqua Effect dobrze nawilża, ale zapach znowu jest  zbliżony do zwykłego kremu Nivea, który wszyscy znamy. To chyba jedyna jego wada.  Generalnie warto spróbować, bo lepiej nawilżać i regenerować skórę czymkolwiek niż wcale. Po zużyciu na pewno będę szukać dalej :) Generalnie polecam, wypróbujcie i oceńcie. 

Pojemność: 50 ml
Cena: 14,99 zł - aktualnie w Rossmanie 9,99zł 
Ocena: 8/10


Po zimowych torturach dobrze byłoby poddać się zabiegowi eksfoliacji. Zabieg ten polega na złuszczeniu i usunięciu suchej, zrogowaciałej skóry za pomocą odpowiednich kwasów i daje nam oczyszczenie, odświeżenie, odblokowanie porów oraz wygładzenie.  Jeśli mamy zregenerować cerę to bardzo ważne jest usunięcie warstwy martwych komórek i odsłonięcie świeżych i zdrowych. Warto znaleźć czas i nieco środków, aby zrobić to w profesjonalnym gabinecie kosmetycznym. Wykonanie tego zabiegu polepszy kondycję skóry, ale też podniesie skuteczność nawilżania i przywracania jej blasku. Preparat, który jest odpowiedni do pielęgnacji skóry po eksfoliacji to Bandi z probiotykami. Bandi to profesjonalna linia kosmetyków, a jak wiadomo idzie za tym cena tych produktów. Koszt kremów to 50-70 zł. 



Jest to krem regenerujący, ochronny i przynoszący ulgę podrażnionej skórze. Nie tylko po zabiegu eksfoliacji, ale również po zimowej suszy na twarzy.  Krem zawiera probiotyki i prebiotyki, które odbudowują korzystną mikroflorę na powierzchni skóry, przywracając jej naturalną równowagę. Dużą zaletą jest pompka. Ma cudowną konsystencję i nie natłuszcza skóry, a pozostawia ją wygładzoną i nawilżoną. Dla chcących zainwestować w dobrą kondycję skóry polecam gorąco. Zapach bardzo słaby, praktycznie ledwo wyczuwalny. Dzięki SPF 25 ochroni naszą skórę przed szkodliwymi promieniami UVB. 


Pojemność: 50 ml
Cena: 52 zł
Ocena: 10/10

Traktujcie swoja skórę tak, aby mogła Wam się odwdzięczyć promiennym wyglądem. I cieszcie się nadchodząca wiosną :)


Na koniec chcę się podzielić cudowną nutą, która umila mi dzisiejszy dzień :)





Czarna bezgwiezdna noc

Czarna bezgwiezdna noc

Jestem wielką fanką Stephena Kinga. Nie mam przeczytanych wszystkich jego dotychczasowych książek, nie mogę powiedzieć też, że jestem na bieżąco z czytaniem najnowszych książek. Staram się jednak sukcesywnie zwiększam te liczbę. Czym się kieruję wybierając następną książkę do przeczytania? Interesujący tytuł przede wszystkim, następnie krótki opis danej książki. Musi mnie zaintrygować, a w przypadku książek Kinga nie trudno o to ;). 



Ostatnimi czasy wybieram książki Kinga czy Cobena, które składają się z kilku opowiadań. Przyczyną takiego wyboru jest przede wszystkim ograniczony czas, jaki mogę przeznaczyć w tej chwili na czytanie książek. Bardzo lubię czytać książki i pochłaniają mnie one niesamowicie w swój świat, powodując że całkowicie tracę poczucie czasu i nagle okazuje się, że jest godzina 4 rano. Niestety następnego dnia, gdy o 9:00 trzeba być w pracy pojawia się duży problem;)

Tym razem moją uwagę przyciągnęła książka pod tytułem „ Czarna bezgwiezdna noc”.  Książka ta składa się z czterech odrębnych, niczym ze sobą powiązanych opowiadań.



Pierwsze opowiadanie nosi tytuł „1922”.

Akcja toczy się w latach 20 XX wieku. Ukazuje ona spór małżeństwa oraz jego tragiczne skutki. Czego oczywiście łatwo można się domyśleć ;). Rolnik ze stanu Omaha nie chce pogodzić się z decyzją swojej żony. Ona pragnie sprzedać jego ziemię, na której uprawiają kukurydzę. Ziemię tę odziedziczył po swoich przodkach. Upór obu małżonków jest tak silny, że prowadzić może tylko do zbrodni.
Opowieść ta zawiera kilka gorszących opisów, ale jest to zdecydowanie do przejścia.

„Wielki kierowca” to druga opowieść Kinga.

Główną bohaterką tej powieści jest sympatyczna autorka kryminałów Tessa Jean. Jej historia zaczyna się w trakcie podróży na spotkanie z czytelnikami. W drodze powrotnej łapie gumę. Z pomocą przychodzi jej przejeżdżający mężczyzna. Jak się jednak okazuje jego pojawienie się nie zwiastuje nic dobrego. Mężczyzna dusi ją, gwałci, a bezwładne ciało wpycha do przepustu kanalizacyjnego przy drodze. Tess udaje się przeżyć. Nie przestaje jej jednak dręczyć narastająca chęć zemsty…

Trzecie opowiadanie to „Dobry interes”.

Poznajemy Dava, mężczyznę, który dowiedział się, że ma raka i pozostał mu jedynie rok życia. Jadąc samochodem, napotyka tajemniczego mężczyznę. Opowiada mu swoją historię. Mężczyzna składa mu bardzo dziwną propozycję. Dave ma mu oddawać piętnaście procent swoich dochodów w zamian za wyleczenie, a co za tym idzie przedłużenie życia. Jest tylko jedno ALE - Dave musi wskazać osobę, której naprawdę nienawidzi.

Ostatnim opowiadaniem jest „Dobrane małżeństwo”.

Darcy żyje od 22 lat w szczęśliwym małżeństwie. Ma dwoje dorosłych dzieci, z których jest bardzo dumna. Podczas jednej z delegacji, na których jest jej mąż, odkrywa, że jest on prawdopodobnie seryjnym mordercą i sadystą. Żadna z możliwych dróg nie jest dobra. Nie wie co ma zrobić, aby nie zrujnować życia samej sobie a przede wszystkim dzieciom.

Opowiadanie to pięknie ukazuje nam jak ludzie będący w związku znają się, jak wiele ich łączy. Najmniejszy gest Darcy biegle rozpoznaje jej mąż, wiedząc co się dzieje.

Muszę w tym momencie zaznaczyć, że według mojej opinii opowiadanie „ Dobry interes” najmniej pasuje do pozostałych. Zaskakuje nas, owszem, ale w nie odpowiedni sposób. Jesteśmy raczej zaskoczeni, że to już koniec, że tak to się skończyło, choć oczekiwalibyśmy więcej.

Wszystkie opowiadania ukazują jak ciemna, przerażająca potrafi być ludzka natura.

Bardzo dobrym pomysłem Kinga jest zamieszczenie na końcu książki krótkiego wyjaśnienia skąd wziął pomysły na te opowiadania. Jak się okazuje, życie pisze najlepsze opowiadania;).




Gorąco wam polecam tę książkę. Na pewno nie będziecie zawiedzeni, no może tylko troszkę przez „Dobry interes”, ale całość jest naprawdę warta uwagi.

Cena: 34,99zł
Liczba stron: 488
Moja ocena: 9/10 

Sernik

Sernik

Uwielbiam sernik. Musi być jednak bardzo gładki, delikatny i powinien rozpływać się w ustach. Wykluczam wszelkie bakalie, skórki i dodatki. Te kryteria spełnia sernik, który chciałabym Wam pokazać. Pochodzi z przepisu mojej cioci :)

Czego potrzebuję?

Masa serowa
  • 1 kg twarogu
  • 1/2 kostki masła
  • 3/4 szklanki cukru
  • 3 żółtka (na koniec dodać ubite białka)
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia
  • 1 budyń waniliowy lub śmietankowy bez cukru



Jak zrobić?

Masło utrzeć z cukrem i żółtkami, a następnie dodać proszek do pieczenia i budyń(proszek:)). Na koniec ubić białka i połączyć z masą mieszając łyżką.



Kruche ciasto

Czego potrzebuję?

  • 2 szklanki mąki
  • 1/2 szklanki cukru
  • 1/2 kostki margaryny Kasi
  • 1 jajko i 2 żółtka
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia
Jak zrobić?

Użyłam blachy o wymiarach spodu 33cm x 21 cm.


Wszystkie składniki zagniatamy aż do powstania jednolitej masy i rozwałkowujemy. Kruche ciasto umieszczamy na spodzie blachy wyłożonej papierem do pieczenia i wylewamy na to naszą masę serową.



Całość pieczemy około 60 minut w temperaturze 160 stopni. Radziłabym obserwować sernik i dostosować czas w zależności od koloru. Z wierzchu powinniśmy zobaczyć lekko brązowawy kolor.



Smacznego!
Mobile mix # 1

Mobile mix # 1

Zapraszam was na pierwsze z mojej strony zdjęciowe podsumowanie miesiąca. Zdjęcia wykonane w marcu;)
W mobile mix nie może zabraknąć zdjęć zrobionych na szybkim shoppingu ;)


Na takiej maszynie mogłabym uszyć dla siebie nie jedną sukienkę ;)



Nowe "ubranko" dla mojego telefonu.




A teraz moje marcowe wariacje na paznokciach:










Trochę zdjęć pięknej zimy na te święta :)






Na koniec kilka zdjęć z bliżej nie określoną tematyką:



Naprawdę nie mam pojęcia co to za trunek jest w tych butelkach ;)


Święta świętami ale popracować trochę trzeba;)

Pozdrawiam!
Mobile mix # 1

Mobile mix # 1

Podążając za mobilemixowym nurtem na blogach, chciałabym pokazać jak u mnie wyglądał marzec na zdjęciach.

Na początek trochę Warszawy














Trochę kalorii




Coffeina :)





Trochę rozmazane, ale gorąco polecam to cudowne Almondino ! 

Genialny syrop z Duki do domowej kawy 




Na koniec akcent świąteczny. Od dwóch dni przeglądając facebooka można zauważyć ogrom zdjęć przedstawiających potrawy i wypieki świąteczne. Z jednej strony rozumiem, w końcu każdy chce podzielić się swoimi kulinarnymi sukcesami i tym, co zagości na świątecznym stole. Z drugiej strony trochę irytujące jest to, że często taka prezentacja nie kończy się na jednym zdjęciu i w rezultacie kilkadziesiąt osób udostępnia po kilkanaście zdjęć potraw. Facebook zamienił się w ten sposób w takie targowisko, na którym każdy pokazuje już dosłownie wszystko. No i każdy zna zawartość stołu swoich znajomych. Waszej ocenie pozostawiam to gdzie powinna znajdować się granica. Jak i ile udostępniać by nie przesadzić?  




Oby kwietniowy mix obfitował w scenerię wiosenną :) Na dzisiejszym spacerze zauważyłam bazie kotki na wierzbie, więc teoretycznie wiosna już się obudziła, ale jak większość z nas chyba ma trudności ze wstawaniem :) 
Copyright © 2016 Good to try! , Blogger