Pielęgnacyjny duet

Pielęgnacyjny duet



Przyszedł czas na post, w którym przedstawię wam mojego pielęgnacyjnego ulubieńca! ;) Zbliżył nas do siebie czysty przypadek, a decyzję o jego zakupie przypieczętowała bardzo korzystna promocja w Super Pharm.  Jak myślicie, który to? ;)



La Roche- Posay Effaclar z wodą termalną z La Roche- Posay. 

Jest to oczyszczający żel do skóry tłustej i wrażliwej. Bez mydła. Producent na opakowaniu informuje nas, że Effaclar żel łagodnie oczyszcza skórę tłustą i trądzikową. Zawiera składniki myjące odpowiednio dobrane do skóry wrażliwej. Skutecznie eliminuje zanieczyszczenia i nadmiar sebum pozostawiając skórę czystą i odświeżoną. 


Mogę was zapewnić, że jest to żel łagodny – do skóry wrażliwej. Nawet gdy dostanie się do naszych oczu nie robi im krzywdy. Dla mnie jest to niezmiernie ważne, gdyż moje oczy są bardzo wrażliwe ze względu na codzienne noszenie soczewek kontaktowych. 

Żel ten jest bezzapachowy.  Producent zaleca nam aby nałożyć żel na nasze zwilżone dłonie i dopiero powstałą pianę nanieść na twarz. Piana ma kremową konsystencję, co jest bardzo miłe dla naszej twarzy. Twarz po zmyciu żelu jest aksamitna w dotyku i czuć, że jest ona odświeżona.


Nie stosuję tego produktu do demakijażu. Używam go jako uzupełnienie po umyciu twarzy płynem micelarnym z Biodermy. 

Jak już pisałam wcześniej zachęciła mnie do jego zakupu promocja w sklepie. Pierwotna jego cena to około 40zł. Żel ten został przeceniony na 25zł a jak się okazało przy kasie, dla posiadaczy karty klienta Super Pharm kupiłam go za całe 19,90 ;).  W opakowaniu mamy 200ml żelu. Bardzo często jest też dostępny, przynajmniej w moim przypadku w personalizowanych kuponach rabatowych dostępnych z kartą klienta.

Jak dla mnie to produkt na 10 punktów!!!

Drugim produktem, którego używam do pielęgnacji swojej twarzy jest żel do mycia twarzy z mikrogranulkami z Perfecty.  Peeling wygładzający z minerałami morskimi i lilią wodną. 


Polecany jest do każdego typu skóry, dla osób w każdym wieku. Jest to produkt do codziennej pielęgnacji.  Ja jednak stosuję go raz w tygodniu, zazwyczaj w weekend aby pozbyć się martwego naskórka czy odblokować pory.  Po użyciu tego peelingu używam zawsze maseczki do twarzy. 

Żel ten jest dla mnie wystarczający. Ma małe granulki, które nie „rysują” nam twarzy, jak to bywa w przypadku peelingu gruboziarnistego. Nie powoduje zaczerwienień, skóra jest gładka i przyjemna w dotyku.  Nie jest też kosmetykiem zachwycającym czy niezastąpionym, myślę, że można znaleźć inne dobre peelingi. Sama, gdy tylko go skończę poszukam czegoś nowego. Ten jest po prostu dobry. 

Dostępny jest w każdym Rossmannie. Nie pamiętam dokładnie jego ceny, ale na pewno nie kosztuje nie więcej niż 15zł za 150ml produktu. 

Moja ocena:  8/10

Konfrontacja BB

Konfrontacja BB


Od pewnego czasu stosuję BB cream od Garnier. Pełny opis tego kremu znajdziecie w jednym z poprzednich postów. Po wczorajszych zakupach w drogerii przeglądałam marcowy Skarb, w którym znalazłam próbkę BB Cream od Nivea. Załączone były dwie saszetki, do cery jasnej jedna i do śniadej druga.


Do tej pory jestem bardzo zadowolona z kremu od Garniera, ale po jego zakończeniu planowałam wypróbować inne, oczywiście po to, by znaleźć lepszy. Jedno wiem już na pewno – nie będzie to BB cream od Nivea.
Mój rozczarowanie było tak duże, że chciałabym przedstawić Wam jak marnie w moich oczach wypada przy Garnierze.

Beauty Balm Cream Garnier vs. Blemish Balm Nivea


Obydwa kremy są, idąc za etykietą, „upiększające”  5 w 1. Powinny zatem:

  • wyrównywać koloryt skóry  Garnier 1:0 Nivea
  • tuszować niedoskonałości(cienie pod oczami, przebarwienia)  G 1:0 N
  • rozświetlać cerę G 1:0 N
  • nawilżać  G 1:1 N
  • chronić przed promieniami słonecznymi UVA i UVB(Garnier SPF 15, Nivea SPF 10) 



Chciałabym teraz w miarę możliwości dosyć przejrzyście napisać jak to wygląda w rzeczywistości.
Wyrównanie kolorytu jest dosyć długofalową kwestią, ale na pewno mogę powiedzieć jak wyglądała skóra po pierwszej aplikacji. W przypadku Garniera byłam zachwycona efektem. Kolor skóry był naturalny, widocznie wyrównany, a  przebarwienia na cerze niewidoczne. Nivea poległ całościowo. Skóra koloru pomarańczowego, brak pokrycia niedoskonałości i dziwne plamy. Po przebudzeniu, zobaczyłam w lustrze twarz wyglądającą jak po zastosowaniu samoopalacza. Całe szczęście przy użyciu żelu do twarzy udało mi się zmyć te plamy, ale na pewno krem nie nadaje się do tego, by posmarować nim twarz i udać się na spacer, bez nakładania makijażu. Śmiało możemy zrobić to za to z BB od Garnier, po którym skóra wygląda po prostu ładnie. Walkę o wyrównanie kolorytu, pokrycie niedoskonałości i rozświetlanie wygrywa więc Garnier.
Czysto technicznie, BB Nivea to okropnie tłusty krem, który ciężko się rozprowadza i pozostawia tak tłuste dłonie, że trzeba je po prostu wytrzeć. W przypadku Garniera jest przeciwnie - konsystencja przyjemna, kremowa . Być może dla cery suchej krem Nivea byłby odpowiedni, ale ja z jednej strony nie znoszę tłustych kremów, z drugiej moja cera jest normalna, więc takiego kremu nie potrzebuję. Zapach, no cóż, przyjemny w przypadku Garnier. BB cream Nivea pachnie(dla mnie śmierdzi) jak zwykły, najzwyczajniejszy krem Nivea. Dla mnie ten zapach jest nie do zniesienia,  ale niewykluczone, że Wam to odpowiada.


Żeby zebrać wszystko razem, dla cery JASNEJ i NORMALNEJ z całą pewnością nie polecam BB Cream Nivea. Wypada słabo pod względem konsystencji, zapachu, rozprowadzania na skórze i wszystkich wyżej wymienionych pięciu funkcji, które powinien spełniać. 

Ocena: 2/10

Polecam za to BB Cream 5 in 1 Garnier, który teraz w moich oczach urósł jeszcze bardziej :)

Uriage dla ust

Uriage dla ust



Odnaleziony przypadkiem, jak zwykle. W drogerii Cosmedica przeceniony był na 13,99 zł, więc postanowiłam spróbować. Zimowemu testowi suchych i popękanych ust poddałam balsam Uriage. Jego normalna cena drogeryjna to 30-40 zł, ale w internecie możemy dostać go nawet za 26 zł. Jednym słowem zrobiłam dość dobry interes :D


Było to miesiąc temu, gdy zima w pełni, a moje usta wołały o pomoc. Oczywiście szminki Nivea i maść z witaminą A też były pomocne, ale Uriage na moich ustach zamienił zimę na wiosnę. Szkoda, że nie zrobił tego samego za oknem. Na etykiecie zaznaczono, że balsam pomaga spierzchniętym i suchym ustom, a zarazem regeneruje naskórek w głębszych warstwach. True. Naprawdę po raz pierwszy odczuwam, że  odpowiednio nawilżona jest nie tylko wierzchnia warstwa naskórka. Po miesiącu stosowania usta są miękkie, nawilżone mocno i długotrwale, a nie powierzchownie i tylko chwilę po aplikacji balsamu.


Zaletą balsamu jest łatwa aplikacja dzięki dobrze wyprofilowanej końcówce oraz jego lekka i niewidoczna formuła. Jest bezzapachowy, co akurat w moich oczach jest plusem.
Za kupnem przemawia więc dogłębne nawilżanie, regeneracja naskórka, szybkie gojenie i znikanie pęknięć i śladów po zimie. Przeciw może być tylko cena, ale może natraficie na promocję. Wydaje mi się, że warto spróbować, bo jeśli suche usta są problemem, który Was irytuje to warto zainwestować 25-30 zł. 


Ocena: 9/10


Weekendowa pielęgnacja włosów

Weekendowa pielęgnacja włosów



Kiedy nadchodzi weekend staram się zawsze wygospodarować około 2 godzin na nałożenie odżywczej maski na włosy. Moim celem jest pobudzenie włosów do porostu zarówno tzw. „baby hair”- czyli nowych cebulek włosów jak i po długości.

Włosy mam dość długie, sięgają mi za łopatki, ale są dość słabe, mocno wypadają oraz stały się cienkie. Kiedyś moje włosy były bardzo gęste, niestety zaszkodziło im bardzo farbowanie przy użyciu farby z amoniakiem. Więcej takiego błędu nie popełnię!!!

Teraz wciąż farbuję włosy, ale używam farb nie zawierających tej paskudnej substancji.  Jednocześnie cały czas staram się dbać o kondycję moich włosów.  Czytam bloga Anwen – www.anwen.pl , w którym znaleźć możemy wiele pomocnych informacji jak dbać o nasze włosy.

Na tym właśnie blogu znalazłam przepis jak wzbogacić zwykłą, drogeryjną maskę. Trochę zmodyfikowałam go do swoich potrzeb. Czuję się w obowiązku od razu zaznaczyć, że jest tego naprawdę dużo, ale ja widzę efekty!!

 
Czego będziemy potrzebować: 

- łyżeczkę miodu
- ½ łyżeczki oliwy z oliwek
- ½ łyżeczki skrobi ziemniaczanej
- ½ łyżeczki olejku rycynowego
- ½ łyżeczki soku z cytryny
- kilka kropel nafty kosmetycznej
- 2 kapsułki witaminy A+E
- 2 łyżki maski do włosów – ja używam maski Mila ( którą bliżej przedstawiała wcześniej Ania)
- Dodatkowo dodaję 1 łyżkę maski Biovax intensywnie regenerującej do włosów słabych ze skłonnością do wypadania. 

Wszystko mieszam ze sobą i nakładam wcierając w skalp. Taki masaż to dla naszej głowy dodatkowa przyjemność. Na wysmarowane włosy nakładam czepek oraz owijam je ciepłym ręcznikiem.  

 
Maskę trzymam przez około 2 godziny. Jak dla mnie to idealna długość.  Dzięki temu mimo częstego mycia włosów w tygodniu czuję, że ta maska wciąż na nie działa oraz czuję jej przyjemny zapach. Oczywiście można trzymać ją krócej, wszystko zależne jest od ilości czasu jaki możecie poświęcić swoim włosom. 

Życzę wam powodzenia i cierpliwości ;)


Eyeliner

Eyeliner





W swojej kosmetyczce zawsze znajdę miejsce dla eyelinera. Jest on dla mnie kosmetykiem podstawowym, bez którego nie wyobrażam sobie swojego makijażu. 



Swoją przygodę z malowaniem kresek rozpoczęłam już kilka ładnych lat temu. Był to okres liceum. Na swoim koncie mam kilka przetestowanych eyelinerów. Niektóre z nich były całkiem dobre, inne znośne. Trafiłam też na takie, które po dwóch użyciach znalazły się w koszu na śmieci. Nareszcie znalazłam swoje ulubione, z którymi się nie rozstanę.


Jednego dnia moja kreska jest cienka i prawie niewidoczna, drugiego jest mocna i wyraźna.  Do malowania tak różnych kresek potrzebne są różne eyelinery. 


Do kresek cienkich, delikatnych oraz co dla mnie najważniejsze, malowanych codziennie rano na szybko wybrałam eyelinera z firmy Sephora. 



Jest to dla mnie  idealny.  Ma cieniutki pędzelek, który pozwala na namalowanie naprawdę cienkich i precyzyjnych kresek. 


Co jest bardzo ważne, w razie niedoskonałości, nierówności  bardzo łatwo go zmyć. Nie potrzebujemy płynów do demakijażu, wystarczy sama woda.  Eyeliner ten ma intensywny czarny kolor, który szybko zasycha na naszej powiece nie odbijając się. 



Dostępny jest w każdej Sephorze za 39zł.  Mój odcień to 01 noir black. W ofercie mają różne kolory od czarnego po fioletowy czy chabrowy.


Moja ocena: 10/10!!!


Drugi eyeliner firmy Inglot. Ma on konsystencję żelową, do którego niezbędne jest zakupienie pędzelka. 


Żel ten ma intensywny czarny odcień, który bardzo szybko zasycha. Niestety jest to eyeliner, który wymaga od nas uprzedniego namalowania kreski zwykłą kredką, lub ogromnego doświadczenia, ponieważ najmniejszy błąd skutkuje zmywaniem go przy użyciu płynów do demakijażu najlepiej dwufazowych. Jest to bardzo uciążliwe, szczególnie rano gdy się śpieszymy. Jego trwałość jest niepodważalna - przetrwa nienaruszony niejedną imprezę ;)


Do nałożenia tego eyelinera używam pędzelka, także firmy Inglot o numerze 30T. 


Cena żelowego eyelinera to około 35zł. Dostępny jest w różnych odcieniach. Mój odcień to czerń o numerze 77. 


Ocena: 9/10.


Na koniec przegląd przez różne sposoby malowania kresek ;) Jaki wy wybieracie??



 Ja zdecydowanie wybieram D&G i Stella McCarthney ;)


Copyright © 2016 Good to try! , Blogger