Lakierowy poniedziałek - OPI A roll in the hague

Lakierowy poniedziałek - OPI A roll in the hague

Witajcie ;)!

W listopadzie, w poście o moich ulubionych lakierach na sezon jesień - zima prosiłam Was o informacje, który z lakierów chcecie poznać w pierwszej kolejności. Zgodnie z Waszymi prośbami pojawił się już szary China Glaze, a teraz przyszedł czas na drugi najczęściej wymieniany lakier czyli pomarańczka od OPI. Zapraszam dalej, a przekonacie się jak pięknie prezentuje się na paznokciach ;). 


OPI A Roll In The Hague kupiłam w internetowym kosmetykizameryki.pl, gdzie te lakiery są w bardzo przystępnych cenach ;). Głównie niższa cena skusiła mnie do jego zakupu. To mój pierwszy egzemplarz z tej firmy i wiem, że nie ostatni. A Roll In The Hague to piękna, soczysta pomarańcza. Kolor niezaprzeczalnie jest nietypowy i przyciąga wzrok. W buteleczce ewidentnie prezentuje się w pomarańczowych tonach, jednak na paznokciach w szczególności przy dwóch warstwach ten kolor nie jest już tak oczywisty i przypomina bardziej krwistą, jedynie lekko pomarańczową czerwień. 


Aplikacja jest bardzo przyjemna i szybka. Możliwe jest to dzięki grubemu i szerokiemu pędzelkowi. Wystarczą tylko dwa pociągnięcia i cała płytka jest równomiernie pokryta kolorem. Muszę przyznać, że w przypadku płytki paznokcia z małego palca jedno pociągnięcie jest idealne, a nawet pędzelek jest ciut za duży. Nie będę jednak przez ten fakt narzekać, ponieważ żadnych szkód mi to nie wyrządza ;). Konsystencja jest idealna. Nie za gęsta nie za rzadka. Umożliwia precyzyjny manicure. 


Chciałam wspomnieć teraz o kryciu i pierwsze słowa jakie przyszły mi na myśl to pełne krycie, jednak dość szybko zmieniłam zdanie. Powinnam powiedzieć idealne krycie uzyskamy przy dwóch warstwach, natomiast pełne krycie mamy już przy pierwszej warstwie. Lakier nałożony na bazę z Nail Teka oraz zabezpieczony top coatem z Seche vite utrzymuje się na moich paznokciach 5 - 6 dni. Sam w sobie ma dość dobry połysk. Jednak ja zawsze używam top coatu.

Jedna warstwa
Schnie dość szybko. Nie jest to ekspresowe tempo, ale nie trzeba będzie marnować godziny na siedzenie w bezruchu. Zmywa się szybko z płytki, trzeba tylko uważać na skórki wokół paznokci, gdyż może je farbować. Jest to chyba typowe przy czerwonych, pomarańczowych lakierach. 


Lakiery OPI dostępne są stacjonarnie w Douglasie czy Sephorze. Ja skorzystałam z internetowego zakupu na stronie www.kosmetykizameryki.pl. Na tej stronie znajdziecie kilkanaście kolorów w bardzo przystępnych cenach. 

Cena: 21,99 zł 
Pojemność: 15 ml


Podsumowując:

  • kolor +
  • schnięcie +
  • konsystencja +
  • pędzelek +
  • cena +/-
  • trwałość +
  • ilość warstw 1-2
  • dostępność +/-
  • połysk +


Moja ocena:


Indola Glamour Sparkling Ends- na ratunek końcówkom !

Indola Glamour Sparkling Ends- na ratunek końcówkom !

Hej ! ;]

Dziś powiem Wam trochę o produkcie, który dla wielu osób stał się niezastąpiony. U mnie wygląda to tak samo. Serum Indola poznałam dzięki ShinyBox i pewnie gdybym nie kupowała pudełek, nigdy nie wpadłoby w moje ręce. I to byłby duży błąd.


Od producenta:

Indola Innova Glamour Sparkling Ends - serum na zniszczone i rozdwojone końcówki włosów. Serum - fluid na zniszczone końce, zapewnia włosom gładkość i połysk jak lustro, zmniejsza rozdwojenie końcówek nawet o 90%. Pozostawia włosy wygładzone i błyszczące.

Skład:

Cyclomethicone,Aqua,Dimethiconol,Propylene Glycol,Quaternium-80, Laureth-4 Hydroxyethylcellulose, Phenoxyethanol, Polyquaternium-37, Parfum,Polyquaternium-10, Propylene Glycol Dicaprylate/Dicaprate,Panthenol,Methylparaben,Lactic Acid,PPG-1 Trideceth-6,Geraniol,Argania Spinosa Kernel Oil,Macadamia Temifolia Seed Oil,Olea Europaea Fruit Oil,Prunus Amygdalus Dulcis Oil,Prunus Armeniaka Kernel Oil,Sclerocarya Birrea Seed Oil,Sesamum Indicum Seed Oil,Cocodimonium Hydroxypropyl Hydrolyzed Keratin,Linalool,Benzyl Salicylate,Citronellol,Hydrolyzed Keratin,Benzyl Alcohol

Jak widzicie w składzie mamy silikony, które dla części osób są nie do zaakceptowania. W przypadku tego produktu jest to jednak niezbędne, a same silikony(zależy oczywiście które) pełnią funkcje ochronne. Poza silikonami mamy tu też dużo fajnych składników takich jak olej arganowy, olej z orzechów makadamia, migdałowy, olej z pestek moreli, olej z dojrzałych owoców oliwek, olej marula czy olej sezamowy.

Przeznaczenie:

Włosy zniszczone, końcówki włosów

Sposób użycia: 

Wmasować niewielką ilość w końce włosów i pozostawić. Stosować regularnie.



Opakowanie: 

Serum znajduje się w lekkiej buteleczce o pojemności 50 ml. Wydobywamy je za pomocą wygodnej pompki. Opakowanie bardzo mi się podoba wygląda profesjonalnie, jak kosmetyki z salonów fryzjerskich :) 

Zapach:

Jest bardzo przyjemny, ale nie potrafię tego skonkretyzować. Delikatny, mało intensywny, ale wyczuwalny. Pachnie właśnie jak profesjonalne kosmetyki.  


Konsystencja: 

Serum ma konsystencję kremowo-żelową o mlecznym zabarwieniu. Po roztarciu na dłoni nie jest tłuste, ale silikony są wyczuwalne. 

Wydajność:

Do aplikacji na same końce włosów wystarczy 1 naciśnięcie, a jeśli chcecie upiększyć włosy na większej długości to polecam 2 naciśnięcia. To wszystko powoduje, że serum jest mega wydajne. Używam je od sierpnia i końca nie widać, a to już 5 miesięcy. 

Dostępność: 

Sklepy internetowe, allegro. 

Cena:

Waha się od 25-39 zł/50 ml.


Moja opinia:

Serum Indola to jeden z najlepszych produktów, jaki przez 6 miesięcy trafił mi się w ShinyBox'ach. Poza tym, że dobre to jedyne przetrwało tak długo i zdecydowanie jest też najbardziej wydajne. Jestem wielką fanką tego małego cudaka i na pewno kupię sobie drugą buteleczkę. Przechodząc do meritum, zacznę od zalet produktu. Bez dwóch zdań lekkie i wygodne opakowanie nie ma sobie równych. Miałam już wielokrotnie różne jedwabie do włosów, których pompki notorycznie się zacinały, bo wykonane były bardzo słabo i tandetnie. Tutaj pompka jest idealna i oczekiwałabym takiej w większości produktów. W składzie znajduje się wiele cennych olejków, ale też silikony, na temat których dyskusja chyba nigdy nie znajdzie końca. Są osoby, które na sam widok dostają drgawek i odkładają produkt na półkę, a są takie, które wcale nie zwracają uwagi na ich obecność lub też jej brak. Jestem zwolenniczką umiaru w każdej dziedzinie życia i tak też jest w tym przypadku. Zapoznałam się z opisem silikonów zawartych w składzie serum i informacje te wskazują, że nie są wcale takie szkodliwe i groźne jakby się niektórym wydawało. Pełnią one funkcje ochronne, zabezpieczają włosy chociażby przed temperaturą. Serum najlepiej nadaje się do końcówek, bo doskonale je zabezpiecza, ale jeśli ktoś obawia się działania silikonów lub ma włosy przetłuszczające się, niech nie nakłada go po prostu u nasady włosów. Jeśli chodzi o efekt- końcówki są gładkie jak jedwab, mają niesamowity połysk, są sprężyste i miękkie. Indola pozwala zachować na długo efekt zdrowych końcówek jak po wyjściu od fryzjera. Nie potrafię już przejść do suszenia jeśli go nie użyję. Na całej długości włosów stosuję spray termoochronny Montibello, o którym jeszcze napiszę. Jeśli macie włosy zniszczone, suche, wysokoporowate i chcecie w szczególności ujarzmić końcówki- serum Indola jest dla Was. Cena jest niczym przy takiej wydajności. Zdecydowanie polecam. I celowo nie umieszczam składu w minusach ;] 

Plusy:
  • ogromna wydajność
  • świetna pompka
  • ładny zapach
  • efekt- niesamowity
  • włosy gładkie, lśniące, miękkie
  • końcówki lepiej się układają, są sprężyste
  • nie obciąża i nie przetłuszcza
  • zdrowy wygląd włosów
Minusy:
  • dostępność


Moja ocena:







Moja wieczorna pielęgnacja twarzy

Moja wieczorna pielęgnacja twarzy

Witajcie ;)!

Dziś przychodzę do Was z nieco luźniejszym postem w którym  powiem Wam jak dbam o skórę swojej twarzy. Skupię się na wieczornej pielęgnacji, ponieważ właśnie wieczorem koncentruję się na niej najmocniej. Zapraszam do postu w którym zobaczycie jakich produktów aktualnie używam. 


Rano z racji tego, że jestem śpiochem i zdecydowanie bardziej wolę dłużej spać moja pielęgnacja twarzy ogranicza się do minimum czyli toniku i kremu nawilżającego. Jednak wieczorem chcę odpłacić się jej za skromne poranki i poświęcam jej więcej czasu. 

Zaczynam oczywiście od zmycia makijażu. Już od bardzo długiego czasu używam płynu micelarnego. Początkowo była to Bioderma (do której wciąż bardzo chętnie wracam), a od około pół roku stosuję micela z BeBeauty, który jest już wszystkim dobrze znany ;). Moją opinię na jego temat znajdziecie w tym poście.


Po demakijażu zabieram się za peeling. Nie używam go codziennie, staram się to robić mniej więcej co 3 dni. Na co dzień używam żelu do mycia twarzy, ale kilka dni temu skończył mi się i nie mam opakowania by o nim wspomnieć w tym poście. Wracając do peelingu wciąż mam ten, który dostałam w GlossyBoxie. Jego recenzję możecie przeczytać tutaj.  Jestem z niego bardzo zadowolona głównie przez naturalny skład i delikatny zapach. 


Następny w kolejce jest tonik. Włączyłam go do swojej pielęgnacji dopiero niedawno. Zaczęłam od wody różanej. Teraz używam toniku z Bourjois z witaminą C, który bardzo pozytywnie mnie zaskoczył. Niebawem na blogu pojawi się jego recenzja, jednak już teraz mogę go Wam z czystym sumieniem polecić. Widzę różnicę przy jego używaniu. Skóra staje się odżywiona i zyskuje naturalny blask. Super sprawa ;). 


Zbliżamy się do końca całego wieczornego rytuału. Zostało tylko odpowiednie nawilżenie skóry twarzy. Właśnie na tym najbardziej mi zależy. Zaczynam od bardzo wrażliwej skóry pod oczami. Do tego celu używam biokremu z Lirene. Wcześniej był to krem z Alterry, ale nie widziałam po nim tak dobrych efektów jak po tym. Skóra w okolicach oczu stała się sprężysta i nawilżona. Żałuję jedynie tego, że tak późno sięgnęłam po kremy dedykowane pod oczy. 


Następnie przychodzi czas na pozostałą część twarzy. Tutaj stosuję zamiennie dwa produkty. Pierwszy z nich to nawilżający olejek z Phenome, który daje mi silne nawilżenie. Uwielbiam ten produkt. Pisałam o nim w tym poście. Dzięki niemu moja skóra zmieniła się na lepsze. Jednak staram się go oszczędzać by wystarczył mi na jak najdłużej. 


Dlatego zamiennie używam go z masłem kakaowym z Ziaji, który również mocno nawilża i odżywia skórę.


Dodatkowo raz w tygodniu używam maseczki oczyszczającej z Ziaji.


To już wszystko Kochani. Nie ma tego jakoś mega dużo, ale uważam, że za duża ilość produktów nie jest dobra w codziennym użytkowaniu. Cieszę się, że udało mi się znaleźć odpowiedni sposób pielęgnacji skóry twarzy. Najważniejsze, że jest on dla mnie skuteczny i przynosi pożądane efekty ;). 


Proszę polećcie mi jakiś żel do mycia twarzy! ;) Zastanawiam się nad żelem BeBeauty - warto?
ShinyBox Be Shiny styczeń 2014

ShinyBox Be Shiny styczeń 2014

Hej!

Niedawno dotarło do mnie pudełko ShinyBox nazwane tym razem BE SHINY. Na facebook'owym profilu zapowiadano 4 nowe marki, podpowiedzi zachęcały do zakupu. Zapraszam do zapoznania się z moimi odczuciami i zawartością. 


Design pudełka jest już mi znany, ale przyznam, że zdecydowanie wolę unikalne wzory co miesiąc i chciałabym żeby się nie powtarzały. Listopadowe i grudniowe nawiązywało szatą graficzną do tematu i tak też chciałabym, aby było zawsze. Mniejsza jednak z opakowaniem, przejdźmy do zawartości. 


W pudełku tak samo jak miesiąc temu znalazło się 5 produktów,  w tym 4 pełnowymiarowe. Tendencja pięciu produktów utrzymuje się od wielu miesięcy. Subskrybentki otrzymały aż 2 dodatkowe, w tym pędzel. To całkowicie zniechęca mnie do kupowania pojedynczych pudełek, bo nie ukrywam, że chciałabym dostać więcej. Prawdopodobnie jak zdecydowałabym się na subskrypcję, comiesięczne prezenty dla subskrybentek zostałyby wycofane- znając moje szczęście. Jeśli zapowiedzą w lutym kolejny prezent, rozważę zasubskrybowanie. Wtedy w końcu wartość pudełek byłaby wyższa, bo na razie już kilka z rzędu(z wyjątkiem grudniowego) nie przekraczają 100 zł. Na facebooku napisałam Wam już, że pewnie przez to, że w postach stale piętnowałam łamanie obietnicy o dwukrotnym przebiciu ceny pudełka jego wartością, na stronie Shinybox.pl zmieniono zdanie "wartość pudełka ShinyBox zawsze przynajmniej dwukrotnie przekracza jego cenę zakupu" na "wartość pudełka ShinyBox zawsze przewyższa jego cenę zakupu". Dali sobie furtkę do tego, aby po prostu produkty mogły być mniej warte. 


Zawartość:



1. Dermika- wygładzająca baza pod makijaż
17.00 zł/10 ml

 Cieszy mnie i rodzaj produktu i jego marka. Szkoda, że jest tak mały. Większy podniósłby wartość pudełka i wystarczył na dłużej. Moja baza akurat się kończy, więc nowa jest trafiona.


2. Paese- linea automatyczny eyeliner- nowość
Produkt pełnowymiarowy
23.00 zł/ szt.

Akurat liner niezbyt mi przypasował bo używam jedynie czarnej kredki. To jedyny produkt z pudełka, którego raczej będę używać sporadycznie. Kolor nie mój. W pudełkach były już kilka razy cienie, kredka, teraz eyeliner. Ani razu jednak od czerwca nie było tuszu do rzęs, co jest podstawą makijażu. Bardzo bym chciała, aby się pojawił z tym że nie L'oreal lub Wibo, ale coś naprawdę dobrego! 


3. Delawell- oliwka do paznokci
Produkt pełnowymiarowy
29.00 zł/15 ml

Wg mnie to najciekawszy produkt z pudełka pod każdym względem. Marka jest mi nieznana, jest go sporo a w dodatku jest czymś całkiem nowym w boxach. Nie mam i nigdy nie miałam takiej oliwki i myślę, że to bardzo dobra dezyzja, aby ją wrzucić do pudełka. Ma świetny skład i już chcę go przetestować. Tego oczekuję. Jeśli produkt nie zachwyca marką, niech to będzie coś, czego jeszcze nie było albo odwrotnie. Dość cieni i balsamów, nie powtarzajcie produktów.



4. Bioliq- krem nawilżający pod oczy 25+
Produkt pełnowymiarowy
15.00 zł/szt.

Lubię Bioliq, więc marka może być. Bardzo cieszy mnie też fakt, że jest to krem właśnie pod oczy, ponieważ wykańczam Lirene, który używałam dotychczas. Co prawda jeszcze mi brakuje trochę do 25 lat, ale profilaktyka jak najbardziej wskazana. Bioliq może się dla mnie pojawiać w boxach, ale lepiej by było dostać coś L'Occitane lub Uriage...


5. Evree- wygładzający peeling do stóp
Produkt pełnowymiarowy
10.00 zł/75 ml

Ehh... tak naprawdę i Bioliq i Dermika to marki dostępne w Rossmannie, ale ten peeling to moim zdaniem lekka przesada. Oczywiście, być może jest to dobry, sprawdzający się świetnie produkt niezłej jakości, ale ja kupuję te pudełka, aby poznawać marki, na które normalnie mnie nie stać. Ten peeling idealnie trafił na końcówkę obecnego, który używam, ale dlaczego nie jest to peeling innej firmy? GB w tym miesiącu dało Pantene, Lirene, no o co chodzi, czy taki poziom teraz będą reprezentować obie firmy? Zaraz zacznie pojawiać się Dove, Fa, Nivea. Peeling jest mi potrzebny i fajnie, że jest. Niestety nie chcę takiej taniości, bo nie tego się spodziewam.


Podsumowanie:

ShinyBox Be Shiny jest wart 94 zł. Pierwotnie byłoby to złamanie obietnicy, ale jak już wspomniałam ekipa Shiny tym razem mnie zawiodła, ponieważ wprowadzili zmianę na stronie i już nie zapewniają dwukrotnie wyższej wartości niż cena. 4/5 produktów jest dostępnych w drogeriach- źle. 4/5 produktów są idealnie trafione pod względem moich potrzeb. Tylko liner niezbyt mi się przyda, a reszta jakby ktoś wiedział co akurat mi się kończy- idealnie, produkty się nie powieliły. Duży minus za Evree mimo że nie wykluczam, iż go polubię. Największy plus za oliwkę, tutaj odpowiada mi wszystko. To jedyna firma, o której istnieniu nie miałam pojęcia, a samej oliwki nigdy nie stosowałam. Takie są właśnie moje wrażenia. Gdybym miała odnieść je do poprzednich pudełek to uważam, że różnorodność produktów przemawia na jego korzyść, bo zbyt często pojawiają się kremy do rąk i balsamy, za to jego wartość i dostępność marek na minus. Jest znacznie lepiej niż GlossyBox, szczególnie dla subskrybentek. ShinyBox zgarnia właściwie same komplementy, ale może innym łatwiej dogodzić. 

Czy zgadzacie się, że produkty powinny być nieco więcej warte i nie tak łatwo dostępne ? 
Co myślicie o zawartości? 
Moja ocena: 



TAG: kierowcą być

TAG: kierowcą być

Witajcie ;)!

Lubicie TAGi? Ja bardzo! Można się z nich dowiedzieć czegoś więcej o autorze bloga. Zawsze staram się czytać wszystkie takie posty na danym blogu ;). Z tym postem spotkałam się już na kilku blogach i z przyjemnością je przeczytałam. Ponieważ otagowany był każdy postanowiłam, że i ja odpowiem na te kilka pytań. 

http://zszywka.pl/wszystkie/82-motoryzacja.html
1. Za którym razem zdałaś/eś prawo jazdy?
Za drugim. Niestety. Podczas pierwszego egzaminu moje niezdanie było kwestią sporną, a że byłam bardzo zestresowana nie chciałam się kłócić. To w bardzo dużym skrócie... ;)

2. Ile lat masz już prawo jazdy?
W październiku 2014 minie 5 lat.

3. Jakie kategorie prawa jazdy posiadasz?
Tylko kategorię B.

4. Jakim samochodem odbyłaś swoją pierwszą samodzielną jazdę?
Pierwszą, samodzielną jazdę odbyłam VW Passatem ;). Próbowałam sobie przypomnieć gdzie jechałam po raz pierwszy sama, ale w głowie mam kompletną pustkę. 

5. Za co dostałeś/aś pierwszy mandat?
Jeszcze nie dostałam ani jednego i mam nadzieję, że tak wciąż będzie ;). 

6. Twój ulubiony zapach do samochodu.
Najbardziej lubię zapach waniliowy albo wiśniowy. Bardzo kuszą mnie zapachy z Yankee Candle do samochodu. Mam nadzieję, że niedługo uda mi się jakiś kupić ;). 

http://mintishop.pl/product-pol-1745-Yankee-Candle-Vent-Stick-do-samochodu-COCONUT-BAY.html
7. Jaki rodzaj muzyki słuchasz jeżdżąc autem?
Najczęściej słucham radia. Jeśli słucham muzyki z pendrive to jest to mix moich ulubionych piosenek. 

8. Co jest dla ciebie "Must Have" w twoim aucie?
MUZYKA! Zdecydowanie. Poniżej kawałek, który bardzo lubię i słucham go nieustannie. Nie lubię jeździć w ciszy. No dobra dodam jeszcze pełen zbiornik płynu do spryskiwaczy ;). 




9. Jak często sprzątasz swoje auto?
Niestety za rzadko ;(. 

10. Jaka była twoja najdalsza podróż samochodem jako kierowca?
Nie miałam okazji jechać jeszcze w długą trasę. Wolę zawsze wtedy być pasażerem.

11. Czy zdarzyło ci się kiedyś złapać gumę i zmieniać przebitą oponę?
Na szczęście nie. Gdyby coś takiego mi się przytrafiło od razu będę dzwonić po mojego P ;*.

12. Mapa papierowa czy nawigacja?
Nawigacja. Choć miałam już z nią wiele przygód to wybieram mimo wszystko ją.

13. Czy lubisz podróżować jako pasażer?
Bardzo. Oczywiście tylko z niektórymi osobami ;P. Jazda jako pasażer jest zupełnie inna. Czasem denerwuję się, że ktoś prowadzi w taki, a nie inny sposób. To bardzo złe i mocno nad tym pracuję. Nie twierdzę, że jestem najlepsza, ale chodzi mi o takie sytuacje czy zdążę przejechać czy stać i dalej czekać. 




14. Preferujesz spokojna czy szybką jazdę autem?
Lubię jeździć i tak i tak. Oczywiście dla mojego portfela lepiej jest jak jeżdżę ekonomicznie, ale czasem przy fajnym, szybkim kawałku ciężko jest się powstrzymać ;). 

15. Czy zawsze zwracasz uwagę na znaki? 
Niestety nie zawsze;P. Dotyczy to szczególnie miejsc dobrze mi znanych. Natomiast kiedy jadę daną ulicą czy nawet w innym mieście samochodem jestem bardzo czujna i skupiona na znakach. 

16. Co najbardziej denerwuje cię u innych kierowców?
Jest kilka denerwujących mnie aspektów. Poruszę tu tylko 3 grzechy główne w mojej ocenie. 1. Nie lubię jak ktoś nie używa kierunkowskazów. Owszem na pustej drodze spoko, ale w centrum w godzinach szczytu to podstawa. 2. Nie lubię tzw. cwaniaków. Są dwa pasy ruchu: jeden na skręt w lewo, drugi na jazdę prosto. Korek jak ta lala, a ów cwaniak jedzie pustym pasem na skręt, by na końcu pasa wciskać się, bo jedzie prosto. 3. Irytuje mnie porzucanie samochodu byle jak, bo już nam się nie chciało szukać miejsca i wciskamy się tak by tylko maska się schowała, a reszta samochodu blokuje przejazd. 

17. Jaką porą roku najbardziej lubisz jeździć autem i dlaczego?
Zdecydowanie wiosną i latem. 

18. Jazda w dzień, czy w nocy?
Wolę w dzień ze względu na wadę wzroku i to, że ciągle chodzę w soczewkach, które po całym dniu noszenia i silnym skupieniu oczu na drodze w nocy zaczynają się lekko wysuszać i powodują dyskomfort. Natomiast w okularach korekcyjnych nie potrafię jeździć. W słoneczny bez problemu ;).  

19. W czasie upału otwarta szyba czy klimatyzacja?
Otwarta szyba (bez zimnego łokcia!).  Nie lubię chorować przez klimatyzację w środku lata. 

20. Jaki jest twój wymarzony samochód?
Nie mam sprecyzowanego konkretnego modelu. Obecnie bardzo podobają mi się auta małe, miejskie. Myślę np. o Audi a3, BMW serii 1, Mercedes klasa A, Ford KaII czy fiat 500.


Zachęcam wszystkich do odpowiedzenia na te pytania na swoich blogach ;). 

Yankee Candle- Macintosh Spice + nagrody od ShinyBox

Yankee Candle- Macintosh Spice + nagrody od ShinyBox

Witajcie !

Dziś na blogu chyba pierwsza zapachowa recenzja. Już od dawna w blogosferze przewija się multum zapachów od YC, dlatego od dawna chciałam wypróbować jakikolwiek. Mój pierwszy wosk Macintosh Spice wygrałam w rozdaniu u Pluumki. Chciałabym w kilku słowach powiedzieć Wam jakie są moje wrażenia po jego użyciu mimo że po 2013 roku pewnie każdy z Was ma dość wosków ;p


Ze strony http://www.goodies.pl/

O zapachu...

Pachnące, soczyste, idealnie okrągłe i lekko rumiane Macintoshe – pyszne, delikatnie kwaskowate jabłka rosnące w przydomowym sadzie – to zapowiedź końca lata i wskazówka, że czas najwyższy zacząć przygotowywać zimowe przetwory. Te najlepsze, jabłkowe, mocno zawekowane musy posypane są cynamonem – słodkim, orientalnym, korzennym i idealnie komponującym się z jabłkowym miąższem. Macintosh Spice to domowy deser – cudowna, babcina, podana na ciepło szarlotka, która za sprawą magii Yankee Candle zamknięta została w aromaterapeutycznym, naturalnym wosku.

Zapach korzennego Macintosha posypanego cynamonem należy zdecydowanie do tych mocnych i intensywnych. Już mały kawałek po rozpaleniu powoduje, że w całym pokoju unosi się mocny, intensywny i nawet nieco duszący zapach. W moim przypadku był on na tyle duszący, że już po kilkunastu minutach musiałam gasić tealight znajdujący się w kominku. Faktycznie jest słodko-korzenny i zdecydowanie na porę jesienno-zimową. Najlepiej palić go krótko i ułamać jak najmniejszy kawałek.


Jestem zwolenniczką delikatnych i subtelnych zapachów, dlatego jeśli będę kupować woski, wybiorę coś w stylu Snowflake Cookie, który jest dużo lepszy. 

Czy kupiłabym ten zapach ponownie? Na pewno nie. Nie nadaje się dla tak wrażliwego nosa jak mój ;] Cieszę się, że mogłam w końcu przetestować pierwszy wosk. Pod choinką znalazłam dwa kolejne- Snowflake Cookie oraz Christmas Memories, tym razem pod postacią świec. Pachną dużo ładniej i nie tak intensywnie jak tarta.


Na koniec pochwalę się jeszcze dobrociami, które dostałam od ShinyBox ;] Są niesamowici, bo za przygotowanie postu z rankingiem pudełek przysłali mi tyle produktów ;] Bardzo się cieszę, bo dzięki nagrodom u nich mam już 7 produktów z Dermedic, a bardzo lubię tę markę. Bardzo ciekawa jestem działania spray'u na objętość od KMS California.

Jeśli ciekawi Was ranking, za który dostałam nagrodę- zapraszam tutaj


Zestaw próbek i cień do powiek Grashka dostałam za udostępnienie informacji o sprzedaży pudełek :)



Rozpieszczają mnie tymi nagrodami:) To tyle na dziś. 

Jakie zapachy YC polecacie? Oczywiście z tych delikatnych ;]

Rozgrzewający balsam do ciała od Phenome

Rozgrzewający balsam do ciała od Phenome

Witajcie ;)!

Gdyby ktoś jeszcze miał wątpliwości dziś wtorek. Wiecie co to oznacza, prawda? Recenzja Phenome! Podczas ostatniego zamówienia skusiłam się na produkt idealny na zimę - balsam rozgrzewający. Zapraszam do postu, a przekonacie się czy okazał się produktem idealnym ;). 


Od producenta:
Satynowe i niezwykle aromatyczne masło, o bogatej, gęstej konsystencji, doskonale pielęgnuje każdy rodzaj skóry. Opracowane na bazie ekologicznych wód roślinnych oraz organicznych olejów i ekstraktów doskonale nawilża, odżywia, wygładza i odpręża naskórek. Delikatnie rozgrzewa skórę, pobudzając jednocześnie procesy mikrokrążenia i dotleniania. Skóra odzyskuje zdrowy koloryt, właściwą elastyczność i sprężystość, pozostaje miękka w dotyku oraz otulona ciepłym, relaksującym aromatem.

Skład:
wody roślinne: z zielonej herbaty, migdałowa
dostarczają skórze niezbędnych witamin i minerałów
masło shorea z pestek owoców indyjskiego drzewka
nadaje skórze jedwabistą miękkość i gładkość, pozostawia delikatny film ochronny
masło shea
optymalnie nawilża, zmiękcza i wygładza skórę, wykazuje własności naprawcze i łagodzące
oleje: makadamia, arganowy, ze słodkich migdałów
nawilżają, wygładzają, zmiękczają naskórek
wyciąg z kłączy imbiru
wspomaga zachowanie elastyczności skóry, neutralizuje aktywność wolnych rodników, działa przeciwbakteryjnie i przeciwzapalnie
olejek z mandarynki
pobudza mikrokrążenie, działa antyseptycznie, odświeżająco i tonująco
ekstrakty: ze skórki cytryny i skórki pomarańczy
delikatnie pobudzają i odświeżają
oleje: buriti i jojoba
nawilżają, wygładzają, koją, działają antyoksydacyjnie i ochronnie
naturalna kompozycja zapachowa
o delikatnej nucie mandarynki, podkreślonej słodyczą pomarańczy i egzotyczną mocą imbiru, odpręża i koi, eliminuje stres i wycisza emocje, przywraca wewnętrzną siłę i równowagę


Camellia Sinensis Leaf Water**, Prunus Amygdalus Dulcis (Sweet Almond) Fruit Water**, Dicaprylyl Carbonate**, Glycerin**, Caprylic/Capric Triglyceride**, Isopropyl Palmitate**, Cetearyl Alcohol**, Butyrospermum Parkii (Shea Butter)*, Shorea Stenoptera Seed Butter*, Glyceryl Stearate**, Glyceryl Stearate Citrate**, Argania Spinosa Kernel Oil*, Macadamia Ternifolia Seed Oil / Macadamia Integrifolia Seed Oil*, Trihydroxystearin**, Parfum*, Aqua**, Steralkonium Hectorite**, Simmondsia Chinensis (Jojoba) Seed Oil*, Prunus Amygdalus Dulcis (Sweet Almond) Oil*, Sodium Stearoyl Glutamate**, Dehydroacetic Acid, Mauritia Flexuosa (Buriti) Fruit Oil**, Tocopherols**, Xanthan Gum**, Citrus Medica Limonum (Lemon) Peel Extract*, Citrus Aurantium Dulcis (Orange) Peel Extract*, Titanium Dioxide*, Zingiber Officinale (Ginger) Root Extract*, Litchi Chinensis Fruit Extract**, Mica*, Citrus Dulcis***, Propylene Carbonate, Vanillyl Butyl Ether**, Sodium Phytate**, Citrus Reticulata (Tangerine) Leaf Oil***, Castanea Sativa (Chestnut Tree) Seed Extract**, Avena Sativa (Oats) Kernel Extract**, Triticum Vulgare (Wheat) Germ Extract**, Iron Oxide*, Benzyl Alcohol, Citral***, 
Limonene***, Linalool***

Przeznaczenie:
Doskonałe do każdego rodzaju skóry. 

Sposób użycia:
Rozprowadzić masło na czystej i osuszonej skórze, następnie delikatnie wmasować. Stosować rano i wieczorem.


Opakowanie:
Balsam dostępny jest w dwóch pojemnościach. Opakowania różnią się od siebie. Większą zawartość - 200 ml dostajemy w słoiczku, natomiast mniejszą pojemność - 50 ml w tubce. Jest ona metalowa, ale miękka dzięki czemu naciskanie jej nie jest utrudnieniem. Można dowolnie ją wykręcać i zwijać co umożliwia całkowite wydobycie produktu. Otwór jest duży, ale bez obaw, bez naszej zgody nie wypłynie nam z niego ani gram balsamu ;). 


Zapach:
Zdecydowanie mandarynkowy ;). Kiedy go wącham momentalnie myślami przenoszę się przed ciepły kominek otoczony mandarynkami z goździkami. Możecie być spokojni zapach jest łagodny, subtelny, nie zrazicie się do niego. Nie jest męczący. Zarówno jego zapach jak i działanie sugerują mi użytkowanie głównie zimą. Nie wiem czy chciałabym go używać latem.

Kolor i konsystencja:
Dzięki olejkowi z mandarynki balsam ma lekko pomarańczowy kolor. Jest dość gęsty. Rozprowadza się gładko i szybko. Nie spływa z palców i dość szybko się wchłania. Całe szczęście nie pozostawia lepiącej się skóry. 


Wydajność:
Mimo iż jest gęsty nie zużywa się szybciej. Wydajność określiłabym jako dobrą. Zużycie jakie możecie zobaczyć na zdjęciach jest wynikiem około 5 użyć. 

Dostępność:
Sklepy stacjonarne Phenome, które znajdziecie w Warszawie, Poznaniu, Katowicach oraz w niektórych drogeriach Douglas. Produkty Phenome znajdziecie również w ich sklepie internetowym pod tym adresem.

Cena:
155 zł za 200 ml
52 zł za 50 ml

Moja opinia:
Podczas wybierania produktu zdecydowałam się na wersję mniejszą zawierającą 50 ml balsamu. W dużej mierze spowodowane było to tym, że zużycie dużego opakowania balsamu zajmuje mi przy regularnym stosowaniu wieczność, a po drugie faktem, że balsamy rozgrzewające najlepiej stosuje się zimą i nie chciałam, aby marnował się przez wiosnę i lato. Mówiąc bardzo ogólnie balsam przypadł mi do gustu. Bardzo podoba mi się jego zapach, który przywołuje miłe wspomnienia, myśli. Jest gęsty i bałam się, że pozostawi klejący filtr na skórze, ale nic takiego nie miało miejsca. Bardzo szybko się wchłonął. Na plus jest również naturalny skład oraz to, że dobrze nawilża skórę. Jest tylko jeden aspekt w którym lekko się zawiodłam. Nie rozgrzewa tak mocno jak tego oczekiwałam. Czuć rozgrzanie, ale jest ono delikatne. Wielu z Was może to pasować jednak kiedy go wybierałam myślałam o mocniejszym odczuciu ciepła. Mimo to ma on wiele plusów, których nie można pominąć. 


Plusy:
+ przyjemny zapach
+ wydajność
+ wygodne opakowanie
+ nie pozostawia klejącej skóry
+ nawilża skórę

Minusy:
- delikatne uczucie rozgrzewania


Moja ocena:


Lubicie rozgrzewające balsamy?

Copyright © 2016 Good to try! , Blogger