Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Restauracje. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Restauracje. Pokaż wszystkie posty
Konkurs z Phenome ! Wygraj zestaw naturalnych kosmetyków :)

Konkurs z Phenome ! Wygraj zestaw naturalnych kosmetyków :)

Witajcie ! ;]

Zgodnie z zapowiedziami na Facebook'u ruszamy z konkursem, w którym 2 osoby mogą wygrać zestaw naturalnych kosmetyków marki Phenome. Obie przetestowałyśmy już wiele produktów tej firmy i jesteśmy zachwycone ich działaniem, zapachem i składem. Są to wyjątkowe kosmetyki naturalne wysokiej jakości o niesamowitym bogactwie składników. W związku z tym, że do wygrania są właśnie produkty naturalne, w naszym konkursie chcemy zapytać Was o to, za co cenicie sobie kosmetyki naturalne i naturalną pielęgnację. Mamy nadzieję, że nagrody są dla Was zachęcające i weźmiecie udział w naszym konkursie. Pod nagrodami zamieszczamy linki, abyście mogli zapoznać się z informacjami na ich temat i zdecydować który zestaw chcecie wybrać. Zapraszamy do udziału !


Genialna CafeIn i luźne przemyślenia o jedzeniu na mieście

Genialna CafeIn i luźne przemyślenia o jedzeniu na mieście

Hej :)


Polacy wciąż nie do końca są przekonani do jedzenia na mieście. W wielu krajach europejskich i nie tylko, odwiedzanie restauracji, barów i kawiarni o każdej porze dnia jest czymś normalnym i powszednim, podczas gdy u nas wciąż jest to traktowane jako luksus. "Jedzenie na mieście" kojarzy nam się z posiłkami niezdrowymi, tłustymi i nieświeżymi. Z ust wielu osób, szczególnie z pokolenia naszych rodziców możemy słyszeć, że nie ma to jak domowe jedzenie, a w mieście można tylko zafundować sobie problemy trawienne. I co Wy na to? Może i tak, ale jeśli odwiedzamy pseudorestauracje, które z gotowaniem niewiele mają wspólnego. Popularne sieciówki, których nazw nie muszę wymieniać zajmują się bardziej wydawaniem jedzenia niż jego przyrządzaniem. Zastanawialiście się kiedyś dlaczego kanapki i zestawy, które kupujemy wyglądają na zdjęciach i plakatach tak pięknie, a na naszej tacy jak zwiotczałe kapcie? Obejrzyjcie co dzieje się z taką kanapką i jaki sztab profesjonalistów zajmuje się jej wizerunkiem. Kanapka niczym celebrytka... make-up, sesja, obróbka graficzna, a wszyscy konsumenci są legalnie nabijani w butelkę. Ale to nasza decyzja czy wybierzemy się na obiad właśnie w takie miejsce czy odważymy się sięgnąć po więcej i odwiedzić nowe miejsca.


Dlaczego często ludzie omijają wiele ciekawych restauracji szerokim łukiem i finalnie wchodzą do popularnej sieciówki na bułkę z frytkami i colą? Pewne lokale odstraszają swoim zbyt ładnym i stylowym wnętrzem powodując, że potencjalny klient nie spojrzawszy nawet w kartę, ucieka z przekonaniem, że "tutaj jest drogo". Może jest pusto? Jeśli tak to znów albo drogo albo niesmacznie. Ulegamy sugestiom, a perełki takie jak ta, o której chcę Wam powiedzieć przechodzą nam koło nosa, a my zamiast delektować się smakiem najadamy się ponownie sflaczałą bułką z kawałem mięsa i obleśnie tłustymi frytkami. I oczywiście potem słyszymy, że jedzenie na mieście jest niezdrowe :)

Chciałabym Wam opowiedzieć o restauracji, która jak wiele innych, zasługuje na naszą uwagę. To restauracja, w której kluczowym słowem jest właśnie SMAK. Nie tempo przygotowania i nie ilość jedzenia, a smak jest najważniejszy. A właśnie dlatego ludzie wybierają okropne miejsca, aby zjeść szybko, tanio i w dodatku tak dużo, by ledwo zipać. W moim przekonaniu nie na tym polega jedzenie. Dla mnie ważne jest CO jem, a nie w jakim tempie i ile zjem. Jeśli podzielacie moje zdanie, odkryjcie CafeIn i pokochajcie tak jak ja :)

https://www.facebook.com/CafeInKawiarnia?fref=ts

https://www.facebook.com/CafeInKawiarnia?fref=ts

Restauracja znajduje się w centrum Szczecina przy ulicy Kaszubskiej, zaraz przy wejściu do Galerii Kaskada. Cudowne, kolorowe wnętrze oraz przepiękne krzesła i fotele nadają lokalowi oryginalny i niepowtarzalny charakter. W CafeIn za każdym razem czułam się zrelaksowana. Odwiedziłam to miejsce już 4 razy i będzie mi go brakować po powrocie do Łodzi. Co więcej, każdy kogo tam zaprowadziłam podziela moje zdanie i na pewno tam wróci. Mi pokazał to miejsce brat i bardzo mu za to dziękuję :) Doznając kulinarnego uniesienia wraz z Natalią, nie mogłyśmy zrozumieć dlaczego jesteśmy w CafeIn same, podczas gdy po przeciwległe stronie w Sphinx'ie brakowało wolnych stolików. Ceny podobne, jakość nieporównywalna. Na posiłek czekałyśmy około 20 minut i zazwyczaj czas ten jest bardzo podobny. Możliwe, że uległby wydłużeniu przy większej liczbie klientów, ale ja trafiałam zawsze gdy było prawie pusto. Niemniej jednak czas oczekiwania wypełniony był tak smakowicie, że nawet nie czułyśmy upływających minut. Słodki smak sodówki melonowej i tropikalnej wersji Natalii  na długo zostanie w naszej pamięci :) 



Jeszcze przed rozpoczęciem obiadu byłyśmy lekko syte, bo owoców było całe mnóstwo ! Mniam. Obsługujące dziewczyny są przemiłe i można z nimi pogadać :) Spędziłyśmy tam naprawdę cudowną godzinę !



Do tej pory z karty CafeIn wypróbowałam tagiatelle z łososiem i szpinakiem, warzywa zapiekane pod fetą (cukinia, bakłażan, oliwki, papryka, pomidory suszone) podawane z chrupiącą bułką, tagiatelle w sosie śmietanowym z kawałkami kurczaka i suszonymi pomidorami, burger z kurczakiem i salsą ananasową z chilli, quiche ze szpinakiem, fetą i bekonem. Natalia skusiła się na burgera z kurczakiem i salsą ananasową.

Tutaj widzicie warzywa zapiekane pod fetą, a pod spodem burger.



Każde z wymienionych dań było naprawdę wyjątkowe. Wszystko było świeże, soczyste, a połączenie smaków wyśmienite. Zwykła bułka, którą dostałam z warzywami była tak chrupiąca i świeża, że mogłabym zjeść ich kilka :) Do każdego posiłku zamawiam sodówkę, która jest dostępna w wielu cudownych smakach. Szklanka wypełniona owocami, sodówką i pysznym syropem dostarcza dużo przyjemności- zapewniam. 

Ceny posiłków, które zamawiałam mieszczą się w przedziale 19-24 zł. Oczywiście w karcie znajdziemy dania nieco bardziej wykwintne, przez co i droższe, ale generalnie ceny nie są dużo wyższe niż w popularnych wylęgarniach tłuszczu. Jeśli jedząc w fast foodach chcecie zaoszczędzić zastanówcie się ile płacicie za taki zestaw, ile złotówek zostaje w Waszej kieszeni i czy ta kwota jest cenniejsza niż Wasze zdrowie.

Polecamy i życzymy smacznego :)



Pierogi, o których nie powiemy "Good to try !"

Pierogi, o których nie powiemy "Good to try !"

Witajcie kochani!

Jeszcze tydzień temu Anka była w Szczecinie... Teraz siedzi u siebie w Łodzi, czekając kiedy ja się tam zjawię ;P. Kiedyś przy setnej długiej rozmowie z licznymi pomysłami na bloga i życie wpadłyśmy na pomysł, aby na blogu pojawiały się dla Was recenzje restauracji, w których razem byłyśmy. Może się to dla Was okazać pomocne w wyborze miejsca na smakowitą kolację czy szybki lunch. Nie ograniczamy się do dwóch miejscowości - Szczecina i Łodzi. Pochwalimy lub zrównamy z ziemią każde miejsce, w którym się pojawimy.  Mamy gorącą nadzieję, że te posty przypadną Wam do gustu równie mocno jak pozostałe.

Na jedno z naszych spotkań w lipcu umówiłyśmy się w szczecińskiej Pierogarni na deptaku, a dokładnie Deptaku Bogusława.



Do wyboru miałyśmy:


Natalia: Uwielbiam pierogi ruskie, dlatego też nie mogło ich zabraknąć w moim zamówieniu. Zamówiłam ich dwie sztuki. W tej samej ilości pojawiły się również pierogi z serem i szpinakiem. Szpinak od jakiegoś czasu włada moim życiem;). Jako zwykłe chciejstwo zamówiłam sobie również dwa pierogi z truskawkami. Do picia wybrałam klasyczną lemoniadę.

Ania: Ja to właściwie kocham pierogi w każdej postaci, byleby były pierogami. Taka szalona jak  moja poprzedniczka jednak nie jestem i nie odważyłam się na łączenie szpinakowych czy ruskich z truskawkowymi :) Na mój talerz rzucono pierogi z mięsem, szpinakiem i serem oraz ruskie. Każdy rodzaj po dwa. Lemoniada- wersja arbuzowa.




Czas oczekiwania na zamówienie: około 10 minut- to bardzo szybko i lepiej czekać dłużej, a dostać lepiej.
Koszt łączny jednej porcji: ok. 15 zł

Zaczniemy od lemoniady, bo na naszym stoliku pojawiła się pierwsza. Wyglądała tak:


A smakowała dużo gorzej. W wielu miejscach już miałyśmy okazję posmakować lemoniady w różnych wydaniach, ale tak mętnej i dziwnej jeszcze nie piłyśmy. Mętna- tak, to właściwe słowo na określenie tego napoju. Najgorsze co nas spotkało to fakt, że przy płaceniu rachunku zobaczyłyśmy gotowe lemoniady stojące na półce wewnątrz pierogarni... No słuchajcie, gotowe lemoniady??? To tak ciężko jest zrobić na świeżo? Zrobili 10 szklanek, które opalają się w słońcu i czekają na swoją kolej. A jeśli ktoś kupi je po kilku godzinach to ten arbuz i cytryna będą porządnie wymoczone. Tragedia. Byłam ostatnio (Ania) w genialnej restauracji Cafe Inn, gdzie lemoniada arbuzowa była tak świeżutka, pachnąca i pięknie podana, że to co widać na zdjęciu jest jakąś kpiną. A te eliksiry, które podano nam tutaj były po prostu nieświeże.

Teraz główny bohater. Bohaterowie właściwie :)


Pierogi kojarzą się z domem, mamą, babcią i wszystkim co najlepsze. Może te ze zdjęcia nie są takie złe od zewnątrz, ale w środku było dużo gorzej. Ciasto było grube, mączne i zbyt nasączone tłuszczem. Wyczuwalne było w nim to, że do wody, w której gotowano pierogi dodano zbyt dużo tłuszczu, aby zapobiec ich sklejaniu. Było ono po prostu niesmaczne i zbyt "ciężkie". Ponadto, ciasto całkowicie zdominowało farsz, przez co był ledwo wyczuwalny w każdym rodzaju pierogów. Nie czułyśmy sera, szpinaku czy czegokolwiek innego, a jedynie oleiste ciasto. Co do samego wnętrza pierogów to nie możemy tu napisać nic dobrego poza tym, że ruskie były W MIARĘ zjadliwe. Ale zjadliwe to nie słowo, które powinno określać jedzenie w restauracjach. Truskawkowe pierogi Natalii zawierały w sobie tylko sos w kolorze truskawek zamiast truskawek, których doszukała się w liczbie JEDEN. Pierogi ser-szpinak były zdecydowanie SEROWE, a szpinaku co kot napłakał- ani widać, ani czuć. Mięsnych nawet nie mam jak ocenić, bo przez ciasto, które wywołało u mnie duży niesmak, nie czułam ich zawartości.

Jak widzicie żaden rodzaj pierogów nas nie zadowolił. W dodatku były tak małe, że po tych 6-ciu pierożkach poszłyśmy do amerykańskiej restauracji na Burgery, bo nasze żołądki nawet nic nie poczuły. Na początku nie zwróciłyśmy uwagi na fakt, że w pozostałych knajpach ludzi po brzegi, a w pierogarni tylko my, ale teraz znamy przyczynę. Być może nie tylko my byłyśmy poirytowane smakiem tych pierogów :)



Nie bierzcie nas za wybredne dziewuchy o ponadprzeciętnych wymaganiach. Tak nie jest i nie jesteśmy wcale podwójną Magdą Gessler :). Jest wiele restauracji, w tym także pierogarni, które uwielbiamy. To nie nasze wymogi są dziwaczne, ale ta pierogarnia zwyczajnie słaba. Znajduje się w samym centrum Szczecina, gdzie właściwie toczy się całe życie towarzyskie, dlatego powinna być reprezentacyjna i na poziomie. Przykro nam, że musimy ją, delikatnie rzecz ujmując, objechać, ale nie chcemy żeby ktoś wydał pieniądze i był równie niezadowolony co my. Jakiś poziom przyzwoitości musi być zachowany. Na pewno nie wrócimy już do Pierogarni na deptaku, jak również odradzamy Wam odwiedzanie tego miejsca.


W najbliższym czasie opowiemy Wam o American Club, gdzie odbyło się nasze After Party :)


Copyright © 2016 Good to try! , Blogger